Łukasz Garguła: być zawsze gotowym

Pomocnik Wisły w dobrym humorze rozpoczął przygotowania do rundy rewanżowej.
– Guła?
– What?
– Podpisz zdjęcie.
– Można prosić o chwilę rozmowy?
– Da.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Jeden z niewielu Polaków w wiślackim tyglu narodowościowym żartobliwie mieszał języki schodząc z pierwszego, czwartkowego treningu. Sportowe życzenia na nowy rok wymieniał już jednak mechanicznie, jak odczytywaną po wielokroć linijkę kodu. – Obronić mistrzostwo, dobrze wypaść w europejskich pucharach, Puchar Polski jest do zdobycia, Superpuchar też. Jest parę rzeczy bardzo ważnych dla klubu. I są tez oczywiście moje indywidualne cele. Najważniejsze – wywalczyć sobie miejsce w jedenastce, tak pewne, by grać w każdym meczu.
– Wcześniej albo był pan kontuzjowany, albo Robert Maaskant nie widział pana w składzie.
– Tak, i…?
– Teraz powinno być inaczej? Liczy pan, że Kazimierz Moskal częściej będzie na pana stawiał? Zaliczył pan u niego bardzo dobry występ, w Odense.
– Poczekamy, zobaczymy. Musze być w dobrej dyspozycji, żeby trener miał znaki zapytania, na kogo postawić. A potem żeby nie myślał za długo nad moim nazwiskiem, tylko wpisywał je od razu w składzie.
– Potrzebne będzie do tego wygranie niezwykle trudnej rywalizacji z Maorem Meliksonem? Choć wydaje się, że w różnych ustawieniach możecie występować jednocześnie.
– Decyzja należy do trenera. Czy będzie widział miejsce dla Maora, dla mnie, jak to poustawia. Ja muszę tylko się optymalnie przygotować do rundy rewanżowej.
– Będziecie walczyć na trzech frontach, czeka was dużo meczów. Każdy może czuć potrzebny, większość z was pewnie się przyda.
– Może tak być. Ale z drugiej strony – przede wszystkim muszę być zdolny do gry w każdym meczu. Reszta będzie należeć do trenera. Ja muszę być zawsze gotowy.
– Po wszystkich kłopotach ze zdrowiem czuje się pan na tyle silny, zwłaszcza fizycznie?
– Nic mnie nie boli od dawna. Czuję się na mocny fizycznie, a mam nadzieję, że uda się jeszcze lepiej odbudować w najbliższych tygodniach.
– Kto będzie najgroźniejszym przeciwnikiem w walce o mistrzostwo? Śląsk Wrocław? A może bardziej ceni pan kogoś innego?
– Śląsk, Legia, Lech, Polonia i oczywiście Wisła. Myślę, że cztery, pięć drużyn będzie ostro walczyło o tytuł. Mamy stratę, ale to jest do odrobienia. Nie wiem, ile punktów będzie potrzebne do mistrzostwa. Nie analizowałem aż tak tabeli. Musimy wszystko wygrywać. Nie możemy się już potykać, tak jak to było jesienią.
– Z najgroźniejszymi przeciwnikami gracie u siebie, co powinno być atutem.
– Ale też z teoretycznie słabszymi przeciwnikami przegrywaliśmy jesienią na własnym stadionie. Liga jest tak wyrównana i nieprzewidywalna, że można z każdym wygrać i przegrać. Musimy po prostu być przygotowani i skoncentrowani, żeby zdobywać punkty. A tamci na pewno je potracą.
– Na inaugurację mieliście spotkanie z prezesem. Bogdan Basałaj życzył zdobycia mistrzostwa Polski?
– Zawsze jest mowa, że Wisła walczy o mistrzostwo i Puchar Polski. Cele w tym klubie się nigdy nie zmieniają. Życzył też zdrowia i chęci do pracy.
– Istnieje jeszcze taki temat jak reprezentacja? I czy istnieje w rzeczywistości?
– Moim marzeniem jest grać w reprezentacji. Kiedyś grałem, potem miałem długą przerwę, ale dobrą grą ciągle mogę zwrócić na siebie uwagę.
– Były jakiekolwiek kontrakty z trenerem Smudą, sygnały ze sztabu reprezentacji?
– Nie.
– A na koniec – co tam w domu? Będą jakieś zmiany w nowym roku?
– Życie toczy się do przodu… Planujemy ślub z Patrycją, ale na razie luźno, daty jeszcze nie ma. Synek, Daniel, ma 22 miesiące, chowa się bardzo dobrze. Troszkę chorował ostatnio, ale to chyba przez tę pogodę. Normalnie jest bardzo żywy.
– Po mamie pewnie, bo tata spokojny?
– Mama też spokojna, nie wiadomo po kim to ma (śmiech).
Rozmawiał PAWEŁ FLESZAR

O pierwszym dniu przygotowań Wisły można przeczytać TUTAJ.

Skomentuj