Maj przychodzi zimą

Do II-ligowej ekipy AZS AGH Alstom Kraków dołączył dzisiaj doświadczony zawodnik podkoszowy, występujący dotąd na zapleczu ekstraklasy.

W późnopopołudniowych wtorkowych zajęciach akademików uczestniczył Maciej Maj, który do wczoraj był centrem pierwszoligowego GTK Gliwice. Krótko zagrał jeszcze w sobotnim spotkaniu gliwiczan z rezerwami Rosy Radom, ale w poprzednich meczach przebywał na parkiecie znacznie dłużej – średnio ponad 20 minut, notując ponad 4 punkty i blisko 5 zbiórek. – Liczę przede wszystkim na jego doświadczenie i walkę na desce, a także na umiejętności obronne w drugiej rundzie, w konfrontacji z klasycznymi graczami wysokimi, z jakimi dotąd raczej nie mieliśmy do czynienia – mówi prowadzący AZS AGH Alstom, Wojciech Bychawski.
Dodaje, że już wcześniej ustalili z Majem warunki kontraktowe. Dzisiaj przywiózł ze sobą wystawiony przez GTK „list czystości”, jutro ma zacząć się procedura potwierdzania go do rozgrywek w nowym klubie. Koszykarz już przeprowadził się do Krakowa, zresztą już wcześniej miał prywatne związki z tym miastem. Na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu uzyskał dyplom inżyniera, prawdopodobnie już zimą zacznie studia magisterskie na Akademii Górniczo-Hutniczej i będzie reprezentował uczelnię w cyklu akademickich mistrzostw Polski.
To drugi transfer drużyny z Piastowskiej tej zimy: na początku stycznia przyszedł tutaj z Wisły Kraków rozgrywający Jakub Krawczyk (pisaliśmy o tym TUTAJ).

26-letni Maciej mierzy dwa metry; jego staż na zapleczu ekstraklasy wynosi 7,5 sezonu: 3 w Stali Stalowa Wola (2005-2008, wcześniej w tym mieście uczęszczał do Szkoły Mistrzostwa Sportowego), 2 w Rosie Radom (2010-12, a dwa poprzednie lata spędził w tym klubie w II lidze), 2 w MKS Dąbrowa Górnicza (2012-14) i ostatnio pół w Gliwicach.
– To jest „koń podkoszowy”, duży, mocny „koń”; dobry pod deską i w półdystansie – charakteryzuje Dariusz Kaszowski, trener czołowego pierwszoligowca, Sokoła Łańcut, który latem był zainteresowany pozyskaniem Maja. Działo się to po rozgrywkach 2013/14, kiedy w barwach MKS Dąbrowa Górnicza uzyskał on średnie 5,9 pkt i 4,7 zbiórek. – Zaliczył ciekawy sezon, czasami wychodził nawet w podstawowej piątce i zawsze coś im dawał. Wiem, że byli z niego zadowoleni, ale już na ekstraklasę nie mogli go zostawić.
Maj dwukrotnie był w kadrze klubów, jakie przez „zieloną kartę” dostały się do ekstraklasy: wspomniana Dąbrowa G. w ubiegłym roku oraz Rosa, która w 2012 dotarła do finału I ligi. Z radomskim zespołem – jeszcze pod nazwą Rosasport – wiosną 2010 roku wywalczył awans za zaplecze ekstraklasy. W finałowym dwumeczu pokonali Unię Tarnów, z obecnymi „Agiehowcami” w składzie: Tomaszem Zychem i Kamilem Kameckim.

W najbliższych trzech miesiącach, już razem, mają spróbować tego samego. Konkurencja jest jednak ciężka, a na dodatek w minioną niedzielę akademicy skomplikowali sobie sytuację wyjazdową porażką z Księżakiem Łowicz. – Co można po czymś takim powiedzieć, żal.pl, nic więcej – kręci głową Bychawski. – Byliśmy faworytami, na dodatek tam zabrakło dwóch podstawowych zawodników, więc poczuliśmy się zwycięzcami przed meczem…
Krakowianie pozostają liderem grupy B, co będzie miało znaczenie przy tworzeniu terminarza grupy finałowej, kiedy gr. B połączy się z gr. A. Jednak niedzielna porażka pójdzie tam za nimi, bo zaliczone zostają wyniki z zespołami przechodzącymi do drugiej fazy. – Nie ma już zbyt wielkiego marginesu na niepowodzenie, ale trzeba walczyć – deklaruje szkoleniowiec. – Nie chcę opowiadać o celach, bo przez dwa lata takiego gadania było dużo, a potem kończyliśmy tyłkiem na nieheblowanej desce. Chcieliśmy już wygrać II ligę, wzmocniliśmy się, więc tym bardziej chcemy tego samego. Nie wiem, co z tego wyjdzie, zresztą musimy skupić się na pracy, wkomponowaniu nowych zawodników do drużyny.
Uważa, że zgraniu mogą pomóc pozostałe konfrontacje w grupie B. W najbliższej AGH zmierzy się na wyjeździe z ŁKS SMS MG13 Łódź, ale zabraknie w składzie Damiana Kalinowskiego, który w Łowiczu odniósł kontuzję kolana. – Wtedy musiał zejść, ale uraz okazał się, na szczęście, nie tak bardzo groźny. Liczę, że „Shaggy” niedługo wróci do treningów – kończy Bychawski.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.