Marzenia nigdy się nie kończą

Artykuł ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „Przeglądu Sportowego” z 3 grudnia 2004 r.

Oczy 22-letniej dziewczyny, która bagażem życiowych doświadczeń mogłaby obdzielić gromadę rówieśniczek. Oczy koloru morskiej wody. Oczy, na których ślad zostawiły entuzjastyczna radość i cicha rozpacz. Oczy Agaty Mróz.

Jest w polskim sporcie gotowy scenariusz do wzruszającego filmu, po którym wychodzisz z kina ze ściśniętą krtanią i wilgotnymi oczami. Ten jest prawdziwy; uczy, że do końca warto walczyć i zawsze trzeba mieć nadzieję. W 1999 roku 17-letnia Agata Mróz była jedną z najlepszych, w swoim pokoleniu, siatkarek na świecie. Niedługo później poważna choroba wyrzuciła ją poza nawias sportu, skazała na ciągły lęk o zdrowie. W ubiegłym roku wróciła do wyczynowej siatkówki i znowu jest na najlepszej drodze, by stać się gwiazdą wielkiego formatu.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Z zaciśniętymi zębami

W lipcu 1999 roku reprezentacja Polski kadetek jechała do Danii, aby na Europejskiej Olimpiadzie Młodzieży potwierdzić złoty medal mistrzostw kontynentu sprzed trzech miesięcy. Zespół przeszedł przez turniej jak burza, a w finale rozbił Rosję, pozwalając przeciwniczkom zdobyć tylko po kilkanaście punktów w secie. – Agata była rewelacyjna, co ona wyczyniała! – jeszcze dziś ekscytuje się Zbigniew Krzyżanowski, trener tamtej drużyny.
Zdominowała na siatce rosyjską środkową, która już wtedy była powoływana do kadry seniorskiej. Podczas dekoracji wszystkie medalistki dostawały róże. Tamta Rosjanka podeszła do Agaty i oddała jej swoją.

Paradoksalnie, jeszcze lepiej jej klasę pokazały sierpniowe mistrzostwa świata. Zaraz na początku skręciła nogę, kilka meczów pauzowała, potem grała słabiej, Polska zajęła czwarte miejsce. – Gdyby nie to, na pewno mielibyśmy medal – uważa Krzyżanowski.
Pamiętam, jak trenerzy innych krajów, zwłaszcza włoski, cieszyli się, gdy Agata podskakując na jednej nodze wchodziła do restauracji, gdzie wszystkie ekipy jadły obiady – opowiada Andrzej Peć, II trener kadry i opiekun zawodniczek w sosnowieckiej Szkole Mistrzostwa Sportowego. – Bali się jej.

Miała świetną koordynację ruchów, doskonale serwowała z wyskoku, jej dynamiczne ataki z obiegnięcia były nie do zatrzymania. Wychowanka Tarnovii, na mistrzostwa Polski juniorek młodszych była wypożyczona do MKS Łańcut. – W meczu półfinałowym zablokowała przeciwniczki w siedmiu kolejnych akcjach – wspomina Peć. – Nigdy wcześniej ani później, na żadnym poziomie, czegoś podobnego nie widziałem. Fachowcy siedzący na trybunach kręcili z niedowierzaniem głowami.
Podczas rozgrzewki przed finałem skręciła kostkę. Koleżanki z drużyny popłakały się, przegrały pierwszego seta. – Wylew nie był taki duży, pomyślałam: „Kurcze, muszę wejść” – opowiada Agata. – Zacisnęłam zęby, obwiązali mi nogę bandażem.
MKS Łańcut został mistrzem Polski.

Diagnoza jak wyrok

Gdy w 1998 roku reprezentacja Polski zdobywała brązowy medal Światowej Olimpiady Młodzieży w Moskwie, obserwatorem zmagań był charyzmatyczny rosyjski szkoleniowiec, Nikołaj Karpol. Po kilku latach powiedział do Zbigniewa Krzyżanowskiego, wtedy już trenera dorosłej kadry: „Gdyby tamten rocznik utrzymał się do wieku seniorskiego, razem z Agatą Mróz, dzisiaj bylibyście trudni do pokonania„. Agata wówczas zwiedzała szpitale i lekarskie gabinety, poszukując nadziei w kolejnych konsultacjach. – Byłam w SMS, kończył się pierwszy semestr – wspomina. – W grudniu 1999, po turnieju w Kaliszu, zachorowałam na grypę. Badania wykazały, że spadł mi poziom żelaza. Brałam zastrzyki, nic się nie poprawiało.
Następne wyniki były jeszcze gorsze, m.in. niebezpiecznie niska ilość płytek krwi. Normalnie wynosi ona minimum 150 tysięcy, Agata nawet obecnie ma około stu tysięcy, a w krytycznym momencie spadła do 38 000. W katowickiej klinice wydano diagnozę brzmiącą jak wyrok: białaczka, być może potrzebny będzie przeszczep szpiku kostnego. Koniec ze sportem, bo stanowi on zagrożenie życia.

Pierwszy raz położyli mnie w szpitalu, pobrali próbki. Lekarka podeszła do mamy: „Najprawdopodobniej pani córka ma białaczkę albo raka kości”. A żadnych wyników jeszcze nie było! I powiedziała to osoba, która ma leczyć ludzi, podtrzymywać ich na duchu! – do dzisiaj denerwuje się Agata.
Podobną diagnozę wydał Centralny Ośrodek Medycyny Sportowej w Warszawie, ale wreszcie w rzeszowskim szpitalu wykluczono możliwość białaczki. Nikt jednak nie umiał opracować skutecznego sposobu leczenia. Kuracja sterydowa zaordynowana w Katowicach przyniosła tylko dużą nadwagę. Wreszcie los zaczął się odwracać. Rosyjski masażysta, interesujący się lekami ziołowymi i nietypowymi chorobami, zaproponował spirulinę – preparat z alg morskich. – Coś jak witaminy, ale strasznie śmierdzi – opisuje Agata. – Jeszcze teraz czasami ją zażywam, a wtedy w ciągu dwóch miesięcy schudłam dziesięć kilo.

Ktoś inny polecił Aleksandra Skotnickiego, ordynatora Kliniki Hematologii w Krakowie. – Niesamowicie fajny facet – charakteryzuje. – Zebrał lekarzy, wchodzę do sali, stoi ze trzydzieści osób, wszyscy na biało. „Jezu, gdzie ja jestem?” – pomyślałam.
Wytłumaczył nam wtedy, że obniżona ilość płytek krwi nie jest u niej chorobą – opowiada tata, Ryszard Mróz. – Przekładając na prosty język, stwierdził, że Agata ma „leniwy szpik kostny”, ale nie potrzebuje, żeby produkował on więcej płytek. „Możesz z tym normalnie żyć” – powiedział. Agata na to: „Dobrze, ale ja chcę jeszcze grać w siatkówkę”.

Niepocieszony mija czas

Clive Staples Lewis, autor „Opowieści z Narnii” napisał: „Bóg rzeźbi nas cierpieniem jak kamienie”. – Staram się być normalną dziewczyną, ale czuję, że trochę się zmieniłam po chorobie – przytakuje Agata. – W niektórych sprawach jestem twardsza, w innych – bardziej wrażliwa na nieszczęście. Kiedy zobaczyłam te dzieci w Biesłanie, to nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Mocniej reaguję na choroby, nieszczęścia ludzi. Gdy widzę żebraka siedzącego na chodniku – przeważnie coś rzucę.
Zwykle jest uśmiechnięta, wesoła – opisują rodzice, znajomi. – Czasami ma tylko różne humory.
A kiedy ktoś mówi: „Uśmiechnij się”, to jeszcze bardziej mnie denerwuje – twierdzi Agata.
Dawniej nie zawsze dawało się utrzymać dobry nastrój, obronić przed zwątpieniem. – Miała momenty załamania: „Co ja będę robić w życiu?”, pytała ze smutkiem – wspomina Ryszard Mróz. – Pocieszałem ją jak mogłem: „Nie przejmuj się, jesteś jeszcze młoda, medycyna robi postępy, za rok, dwa możesz wyzdrowieć”.

Tata był najlepszym powiernikiem. – Miałam wsparcie w rodzicach, ale widziałam, że cierpią – opowiada Agata. – Mama strasznie to przeżywała: przyjeżdżała do szpitala i bez przerwy płakała. Martwiła się każdą chwilą gorszego samopoczucia. Do tej pory nie lubi mówić o chorobie.
Rodzice wspominają, że córka czasami zamykała się w sobie, nie chciała rozmawiać, ale zawsze zachowywała pogodną twarz. – Przynajmniej przy nich, cały dzień potrafiłam przetrzymać i ani łezka mi nie poleciała – zwierza się. – Za to wieczorami wchodziłam pod prysznic, stałam w strugach wody i beczałam. Było bardzo ciężko, zwłaszcza że czułam się źle fizycznie; wiedziałam, że coś jest nie tak. Miałam wcześniej marzenia, byłam chwalona. I nagle wszystko się skończyło.

Cieszę się chwilą

Dziewczyna, która stworzyła stronę internetową, poświęconą Agacie Mróz, jako motto umieściła cytat z jednej z książek Paulo Coelho, ulubionego autora siatkarki: „… Kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz, jeśli naprawdę z całych sił czegoś pragniesz… spełnienie tego pragnienia to Twoja misja na Ziemi”.
Siatkówka pomogła jej wygrać z chorobą – twierdzą najbliżsi.

Nawet po pomyślnej diagnozie w Krakowie nie było łatwo, bo co jakiś czas wyniki badań się pogarszały. – Gdy grałam w Ostrowcu, działacze zaczęli mnie namawiać, żeby ściągnąć do klubu Agatę – wspomina siostra, Katarzyna. – Bałam się, rodzice również. Myślałam: „Boże, dostanie piłką w głowę, przewróci się i już nie wstanie”. Mówiłam jej żeby uważała, ale ona jest taka: „A co mi tam, najwyżej”. Nigdy się nie poddaje i rzadko oszczędza.
Nie zastanawiam się nad niebezpieczeństwami – przyznaje Agata. – Przykre niespodzianki czekają na ludzi na każdym kroku, lepiej się tym nie przejmować.

Zbigniew Krzyżanowski, trenujący obecnie Agatę w BKS Bielsko-Biała, żartobliwie określa ją jako jedną ze swoich największych sympatii. Gdy zaczęła regularnie grać w drugoligowej drużynie z Ostrowca, pojechał na jej mecz, a później zaproponował udział w zgrupowaniu kadry seniorek. – Siedzieliśmy naprzeciw siebie na ławce, a jej zaczęły łzy płynąć z oczu – opowiada szkoleniowiec, który kilka tygodni później… zrezygnował z prowadzenia reprezentacji.
Niemczyk nie miał kompletnie pojęcia, kim jestem – mówi Agata. – Myślałam, że wyjadę do domu po pierwszym zgrupowaniu: „Kurczę, takie nazwiska, będą się na mnie dziwnie patrzeć”. Tymczasem wszystkie trzymałyśmy się razem, nie było gwiazd.
Andrzej Niemczyk „od pierwszego wejrzenia” docenił dziewczynę wracającą do poważniej siatkówki po trzech latach przerwy. Zachwycał się nią w rozmowach. A to, co działo się później obserwowała cała Polska. Była podstawową zawodniczką drużyny zdobywającej mistrzostwo Europy, na podium w Ankarze płakała już tylko ze szczęścia. – Ten medal dedykuję sobie. Zasłużyłam – powiedziała. – Niezależnie, co jeszcze osiągnę, zawsze mistrzostwo Europy będę uważać za największy sukces w karierze.

Powtarza często, że chce nadrobić stracony czas. – Z każdym meczem czuję się pewniej na parkiecie – twierdzi. – Pracuję na tyle, ile mogę, ale wiem też, że są w życiu ważniejsze rzeczy od siatkówki. Mam dystans.
Sportową książeczkę zdrowia lekarze podbijają jej na podstawie zaświadczenia z krakowskiej kliniki hematologii, gdzie co trzy miesiące robi testy. Nie może zażywać niektórych leków, czasami wyniki ulegają drobnym wahaniom, ale krakowscy lekarze zapewniają, że siatkówka nie stanowi zagrożenia dla zdrowia. – Nie planuję, nie zastanawiam się, co będzie – zwierza się. – Przed chorobą jeszcze myślałam: „Matura, pójdę do jakiegoś dobrego klubu”. A teraz nie zakładam, że muszę za rok wyjechać za granicę, albo za dwa lata mieć męża. Cieszę się z tego, co los przyniesie. I pamiętam zasadę, jaką wpoił nam trener Niemczyk: „Nie wygrałyście dzisiaj, to wygracie jutro”.
PAWEŁ FLESZAR

90 PROCENT ŻYCIA
Zawsze była niezwykle utalentowana ruchowo. Podczas zajęć lekkoatletycznych na studiach skoczyła za pierwszym razem wzwyż 175 cm. – Najgorzej mieli chłopcy, bo trener im powiedział: „Skoro dziewczyna skacze wyżej od was, to nie zasługujecie na piątki” – śmieje się Agata.

W Tarnowie zaczynała od piłki ręcznej, potem trenowała koszykówkę („Zniechęciły mnie do niej drobne urazy„). Wreszcie koleżanka, która wstydziła się pójść sama, namówiła ją na zajęcia zorganizowane przez tarnowską fanatyczkę siatkówki, Małgorzatę Podstawską. Po dziesięciu miesiącach wysoką piętnastolatkę znaleźli Zbigniew Krzyżanowski i Andrzej Peć, zaproponowali naukę w SMS.
Prawie nic nie umiała, ale zobaczyliśmy w niej ogromny potencjał – opowiada Krzyżanowski. – Na początku nie mogła nawet znaleźć pary do ćwiczeń. Była tak „cienka”, że nikt nie chciał z nią odbijać w parze.

Po roku zaczęła grać w pierwszej szóstce, po dwóch – była najlepsza w swoim roczniku. Andrzejowi Peciowi został obraz Agaty, która nie umiała wykonywać poprawnie padów, przez co ciągle była poobcierana, ale zaklejała rany plastrami i wychodziła na trening.
Jest niesamowicie zawzięta i uparta – charakteryzuje siostrę Katarzyna. – Dla niej siatkówka to osiemdziesiąt procent życia. W pozostałych dwudziestu mieszczą się rodzina, przyjaciele i studia.
Dziewięćdziesiąt nawet! – prostuje Agata ze śmiechem. – Po chorobie trochę inaczej na to patrzę, wtedy jednak miałam klapki na oczach, widziałam tylko siatkówkę; w każdej chwili byłam gotowa na trening czy mecz. Gdy coś mi nie wychodziło, to powtarzałam ćwiczenie aż do skutku. Nawet jeśli później nie mogłam złapać tchu.

WYDOBYWANIE REZERW
Szkoleniowiec reprezentacji, Andrzej Niemczyk od wielu lat walczy z własną słabością – rakiem węzłów chłonnych. – Mnie moja choroba nie interesuje. Naprawdę – twierdzi. – Gdy badania wychodzą dobrze, to fajnie, jeśli nie – trzeba wziąć chemię i to wszystko. Czy dzięki temu lepiej rozumiem się z Agatą? Myślę, że wszystkim dziewczynom jest łatwiej, kiedy patrzą na mnie. Widzą, że w każdej sytuacji można mieć wiarę w powodzenie i że praca pomaga zapomnieć o dolegliwościach.

Agata ma straszne rezerwy, trzeba tylko czasu i cierpliwości, żeby je wydobyć – uważa Niemczyk. – Musi sama sobie regulować obciążenia. Na pewno pójdzie jeszcze w górę. Już jest świetną środkową, choć może nie rzuca się to w oczy tak, jak w przypadku Kaśki Skowrońskiej. „Skowronek” przywali petardę z zagrywki i wszyscy klaszczą, choć nie zwracają uwagi, ile wcześniej zepsuła. Gdy spojrzy się po meczu w statystyki ataku i bloku – wychodzi wartość Agaty. Musi tylko poprawić serwis i obronę.

AGATA MRÓZ*
Urodzona: 7 kwietnia 1982 roku w Dąbrowie Tarnowskiej. Wzrost: 191 cm, waga: 73 kg. Zasięg wyskoku – do ataku: 317 cm, do bloku: 308 cm. Sukcesy – klubowe: 1. miejsce w mistrzostwach Polski seniorek i 1. w Pucharze Polski (2004 r., z BKS Bielsko-Biała), 1. w mistrzostwach Polski kadetek (1999, z MKS Łańcut); reprezentacyjne: 1. w mistrzostwach Europy seniorek (2003), 1. w mistrzostwach Europy kadetek (1999), 1. w Europejskiej Olimpiadzie Młodzieży (1999), 3. w Światowej Olimpiadzie Młodzieży (1998), 4. w mistrzostwach świata kadetek (1999).

*stan na 30.11.2004 r.

Skomentuj