Matematyka jest bezlitosna

Skończyła się seria czterech z rzędu zwycięstw w T-Mobile Ekstraklasie piłkarzy Cracovii, którzy tyleż nieoczekiwanie co zasłużenie ulegli na własnym stadionie Koronie Kielce, 1:2.

Do konfrontacji rywale przystąpili z różnych biegunów: gospodarze jako drużyna dobijająca się do czołówki, a goście – broniąca przed wsiąknięciem w strefę spadkową. Zrazu krakowianie zaczęli wypełniać rolę faworyta; przeważali, przesiadywali na połowie Korony i choć długo nie przekładali tego na okazje, to w 35. minucie objęli prowadzenie. Saidi Ntibazonkiza wymienił podania z Vladimirem Boljeviciem (ten drugi zrobił to piętą), po czym z lewej strony dośrodkował w pole karne, a Dawid Nowak wyprzedził Radka Dejmka i trafił do siatki obok Zbigniewa Małkowskiego.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

I ten gol… wyraźnie nie posłużył miejscowym, bo zupełnie zlekceważyli sygnały ostrzegawcze, których już do tej pory było sporo. Przeciwnicy prezentowali się nieporównanie bardziej konkretnie, z nielicznych akcji wynosząc dużo więcej korzyści. Krzysztof Pilarz musiał bronić dwie główki po rzutach rożnych, nieprzyjemne uderzenie z ostrego kąta Serhija Pyłypczuka, a raz – przy dobitce Daniela Gołębiewskiego z 3. metrów – uratował go słupek.
W 40. minucie kielczanie egzekwowali kolejny korner, a Piotr Malarczyk posłał piłkę powrotną tak precyzyjnie przy słupku, że golkiper „Pasów” nie miał szans.
1:1, Malarczyk zaś pokazuje się jeszcze raz przed przerwą, kiedy wybija spod nóg Ntibazonkizy wychodzącego sam na sam.

Na drugą część spotkania wszedł goniący formę sprzed kontuzji Maciej Korzym i póki starczyło mu sił, dał zespołowi dodatkowy impuls, na wagę sukcesu. W 59. minucie znalazł przed polem karnym Michała Janotę, ten wypuścił w uliczkę Vlastimira Jovanovicia, a usiłujący przerwać jego mocną centrę z bliska, z lewej, Damian Dąbrowski skierował futbolówkę do własnej bramki. Tylko Pilarzowi koledzy mogą zawdzięczać, że nie znalazła się ona tam dwukrotnie wcześniej: po kopnięciu w krótki róg Janoty i po główce Gołębiewskiego z 5 metrów.
W polu karnym „Craxy” nie raz hulał wiatr i rywale – po szybkich wypadach, znacznie rzadziej udawało się coś wyrazistego stworzyć krakowianom. W 70. minucie Przemysław Kita ładnie wziął obrońcę na plecy, obrócił się, podał do Saidiego, który jednak z 7 metrów strzelił nad poprzeczką. Niedługo później Burundyjczyk niecelnie główkował.

Jego team wówczas przeważał, zamykając przyjezdnych już nie tylko na jego połowie co w obrębie 30-35 metrów od bramki, lecz miejscowi boleśnie przekonali się, że matematyka w futbolu jest równie bezlitosna, jak w szkole. Posiadanie piłki przekłada się na gole według równania: 100% = 0. Cracovia zanotowała dzisiaj posiadanie 67%, nic już nie zdobyła, nie mając nawet ku temu dobrych sposobności. Na finał Ntibazonkiza dostał drugą żółtą (pierwszą zobaczył za symulowanie faulu w polu karnym, choć zdarzenie było kontrowersyjne – prawdopodobnie Malarczyk go odpychał), a więc i czerwoną, kartkę za nieprzepisowe zatrzymanie uciekającego kielczanina, a spotkanie skończyło się tak, jak zaczęło: uderzeniem z dystansu „wyplutym” przez Małkowskiego, którym jako piersi zaopiekowali się defensorzy gości.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – KORONA Kielce 1:2 (1:1)
Bramki: Nowak 35 – Malarczyk 40, Dąbrowski 59 s. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Żółte kartki: Boljević, Ntibazonkiza – Korzym, Jovanović, Kwiecień. Czerwona: Saidi Ntibazonkiza (90. – za drugą żółtą). Widzów: 10 743.
CRACOVIA: Pilarz – Szeliga (66. Jaroszyński), Żytko, Kosanović, Marciniak – Dąbrowski – Steblecki (64. Kita), Straus (84. Dudzic), Boljević, Ntibazonkiza – Nowak. Trener: Wojciech Stawowy.
KORONA: Małkowski – Malarczyk, Stano, Dejmek, Sylwestrzak – Golański (46. Korzym), Jovanović, Sobolewski, Janota (81. Kwiecień), Pyłypczuk – Gołębiewski (71. Lenartowski). Trener: Jose Pacheta.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.