Mecz o wszystko

„To wprawdzie tylko gra. Ale innej gry nie ma” – mówią o futbolu amerykańskim bohaterowie powieści Dona DeLillo.

Ukazała się ona w wydawnictwie Noir Sur Blanc, które ma w ofercie kilka nietypowych książek zahaczających o świat sportu. Jedną z nich, „Środkowy napastnik zginie o zmierzchu”, Manuela Vazqueza Montalbana, opisywaliśmy TUTAJ.
„Mecz o wszystko” w nieco inny sposób, ale również buduje lekko surrealistyczne obrazy. Powstał w 1972 roku, słychać w nim echa ruchu hippisowskiego, budzi luźne skojarzenia z „Absolwentem”, „Paragrafem 22”, serialem „MASH”.
Wywołują je choćby absurdalne dialogi:
„- Co się stało z moim byłym współlokatorem?
– Johnem?
– A więc tak miał na imię.”
„- Ludzie ciągle mi mówią, że mam ładną twarz. Właśnie takie rzeczy mówi się grubaskom. Żeby nas wpędzić w poczucie winy i zmusić do schudnięcia.
– Kiedy to prawda – powiedziałem.
– Wiem. Wystarczy, że zrzucę dwadzieścia pięć kilo i pójdę do dermatologa. Ale lubię siebie taką, jaka jestem. Nie chcę być piękna i ponętna. Nie mam na to siły. To by była za duża odpowiedzialność. Za wysoko zawieszona poprzeczka. Czuję, że jestem sobą w każdym calu. W wielu ludziach tkwi ktoś całkiem inny. (…) A we mnie siedzi niechlujna, uczuciowa dziewczyna z nadwagą. Jestem taka sama w środku i z wierzchu.”

Zresztą sprawa tuszy została podsumowana w swoistym manifeście przeciwko odchudzaniu. Przewrotnym, inteligentnym i zabawnym:
„Chudłem, wzbraniałem się przed jedzeniem i jego pokusami, aż zaczął mi się rozsypywać obraz własnej osoby. Traciłem poczucie własnego ciała i tego, do kogo ono w gruncie rzeczy należy, czym właściwie jest, jak rozmieszczone są jego poszczególne części, jak wygląda, widziane pod rozmaitymi kątami, o różnych porach dnia i wieczoru. Traciłem najważniejszy element swojego jestestwa: otyłość. Trwałem w przekonaniu, że panuję nad sobą, a w rzeczywistości tylko sobie dogadzałem, żeby wypięknieć i zostać szybkobiegaczem. Zrozumiałem, że to są błahostki, zupełnie nic w porównaniu z moją prawdziwą indywidualnością. Schudłem do stu czterdziestu pięciu kilo, a potem do stu czterdziestu jeden. Moja samoświadomość zaczęła blaknąć.”

Narratorem jest chłopak, któremu ojciec od małego wpajał ambitne hasła i cele, ale był domokrążnym sprzedawcą leków i ma leniwego syna. Gary pasjonuje się futbolem, lecz nie może utrzymać się długo na żadnej uczelni. Fascynuje go też broń jądrowa i perspektywa wyniszczającej wojny z jej użyciem, co jest specyficznym ujęciem kwestii pacyfizmu.
Humor na ogół bywa niewyszukany, co chyba naturalne w grupie kilkudziesięciu facetów. Bohater eksperymentuje z grą po wypaleniu jointa – na boisku rzuca się przeciwnikowi do nóg i usiłuje rozwiązać mu sznurowadło. Wraz z kolegami po imprezie urządzają sobie pijacką olimpiadę: wyścigi w zwolnionym tempie, pływanie w trawie, plucie na odległość.

To także książka o sporcie, w oryginale zatytułowana „End zone” – co w futbolu amerykańskim określa strefy boiska ograniczone przez linie końcowe, boczne i punktowe. Zawiera dwudziestronnicową, barwną, choć nieco hermetyczną przez zastosowaną terminologię, relację z meczu. Meczu oglądanego od środka, co skłania do przypuszczenia, że ceniony w USA i wielokrotnie nagradzany autor sam uprawiał tę dyscyplinę. I przez to nie zawsze traktuje ją z ironią:
„Futbol to ileś tam nawarstwionych systemów. Nie przypomina żadnego innego sportu. Kiedy gra się jak należy, systemy się zazębiają. Pojedynczy zawodnik. Podgrupa, której on jest członkiem. I większy zespół, czyli cała jedenastka. Ludziom najbardziej rzuca się w oczy przemoc. A o nią właśnie najmniej tu chodzi. Futbol tylko z daleka wydaje się brutalny. W samym środku panuje spokój, wyciszenie. Zawodnicy godzą się na ból. Nawet kiedy po zagraniu biegiem wszędzie leżą powaleni gracze, ma się poczucie ładu. Kiedy systemy się zazębiają, gra sprawia uczestnikom niepowtarzalną satysfakcję. Panuje harmonia.”
PAWEŁ FLESZAR

Don DeLillo: MECZ O WSZYSTKO. Tytuł oryginału: End zone. Pierwsza publikacja: 1972 r. Tłumaczenie: Michał Kłobukowski. Noir Sur Blanc, Warszawa 2013

Komentowanie zablokowane.