Męska gra

Fajny film wczoraj widziałem – zagajał Jędrek Andrzeja Zaorskiego, w cyklicznym skeczu niezwykle popularnej w peerelu audycji „60 minut na godzinę”. – Momenty były? – dopytywał Maniek, grany przez Mariana Kociniaka. – No masz! Najlepiej jak…
Najlepiej jak TEN aktor wygłosił TĘ przemowę – niespełniony erotyczny sen wielu trenerów.

To jest pieprzona różnica między zwycięzcami a przegranymi, między żywymi i martwymi. (…) Albo wygramy jako zespół, albo zginiemy jako jednostki„. Sugestywna muzyczka i hipnotyzujący Al Pacino – facet, który „zrobił” ten film, jeden z najlepszych jacy kiedykolwiek pojawili się na ekranie. Oscara dostał dopiero przy dziewiątej nominacji, za „Zapach kobiety” w 1992 roku, co tylko dowodzi ślepoty lub małoduszności członków Akademii. I ten geniusz, monopolizujący uwagę widzów, zwierzał się w jednym z wywiadów, że w latach 80., kiedy po „Ojca chrzestnym”, „Serpico” i „Człowieku z blizną” był już na szczycie, cierpiał na depresję i przewlekłe stany lękowe. Zamykał się w kabinie prysznicowej i leżał w pozycji embrionalnej…

Do obsadzenia było wiele ról i większości przypadków były to decyzje udane. Do dużej kariery wystartował tu Jamie Foxx, późnejszy „Zakładnik” czy „Solista”, doskonali aktorzy wystąpili w „halabardniczych” rolach. Matthew Modine – kilknaście lat starszy od kultowego „Ptaśka”, Ann-Margret, która zdobyła sławę jako partnerka Elvisa Presleya – na ekranie i w życiu, jedno i drugie epizodycznie, ku ubolewaniu fanów „Króla”, do dzisiaj utrzymujących, że gdyby to z nią się ożenił – żyłby do dzisiaj… Cameron Diaz jako jej filmowa córka, uroczy czarny charakter, no i Charlton Heston, który zaczynał przed kamerą ponad pół wieku wcześniej. I wielu innych, choćby James Woods, Dennis Quaid, czy Aaron Eckhart. Plus znani i… wycięci w montażu: James Caviezel i Tom Sizemore.

Ten film o futbolu amerykańskim jest chyba pierwszym z wyreżyserowanych przez Olivera Stone’a pozbawionym polityki i natrętnej propagandy społecznej, co jest wyczynem, bo nawet „Urodzonych morderców” nasycił nią w nieznośnym stopniu. Zaczyna się od cytatu z Vince’a Lombardiego, trenera legendy i niezastąpionego autora sportowych bon-motów: „Porażka jest gorsza niż śmierć, bo z porażką trzeba żyć„, „Zwycięstwo nie jest wszystkim, jest jedyną rzeczą, która się liczy„, „W momencie, kiedy choć raz odpuścisz, to staje się nawykiem„.

Nie ma co za dużo pisać o „Meskiej grze”, bo pewnie większość już ją widziała, a kto nie – w te pędy powinien nadrobić zaległości. Fajnie go też obejrzeć po raz czwarty po kilku latach przerwy. Okazuje się, że jednak nie Bogdan Wenta ma copyright na to świetne hasło: „Mamy piętnaście sekund. (…) Tylko spokojnie, to jest dużo czasu„.
W meczu play off Dallas Cowboys – Miami Sharks czasu jest mniej: „Mamy cztery sekundy – to całe życie. Mamy całe życie na tę akcję„.
117 razy pada tutaj zwięzłe słowo „fuck”, a kilkakrotnie pojawia się sentencja: „W każdą niedzielę, nieważne, czy wygrywasz, czy przegrywasz, o ile robisz to jak mężczyzna„. Ale już pobieżny ogląd sportowej rzeczywistości pokazuje, że niejeden ciągle nie rozumie, iż to metafora o braniu odpowiedzialności za słowa i czyny – także wtedy, kiedy ona boli.
PAWEŁ FLESZAR

MĘSKA GRA. Tytuł oryginału: Any Given Sunday. Produkcja: USA. Rok: 1999. Reżyser: Oliver Stone. Scenariusz: Oliver Stone, John Logan, Daniel Pyne. Muzyka: Trick Daddy, Capone, Billy Corgan, Moby, Richard Horowitz. Zdjęcia: Salvatore Totino. Obsada: Al. Pacino, Cameron Diaz, Jamie Foxx, James Woods, Dennis Quaid, LL Cool J, Matthew Modine, Aaron Eckhart, Charlton Heston, Ann-Margret, John C. McGinley, Elizabeth Berkley, Lawrence Taylor, Jim Brown.
* stopka na podstawie filmweb.pl

Skomentuj