Mężczyzna, który tańczył tango

To są szachy. Sztuka kłamania, zabijania i wojny” – mówi Mercedes, bohaterka tytułowej powieści. Arturo Perez-Reverte oparł na tej grze dwie pasjonujące historie.

Jeśli ktoś lubił w dzieciństwie/młodości książki przygodowe, a potem z nich wyrósł – powinien sięgnąć po tego hiszpańskiego pisarza. On umie roztoczyć tamtą aurę przed dorosłymi. Perez-Reverte to Dan Brown plus talent literacki, inteligencja w konstruowaniu fabuły i wiedza wykraczająca poza popularne przewodniki. Koktajl sensacji, historii, uczuć, sztuki i polityki.
Autor „Klubu Dumas”, cudownego, a jednocześnie trzymającego w napięciu, hymnu o miłości do czytania. Jak na ironię, Perez-Reverte zyskał sławę poza krajami hiszpańskojęzycznymi, kiedy Roman Polański wraz ze scenarzystami zgwałcił tę powieść i 2/3 z niej nakręcił pod tytułem: „Dziewiąte wrota”. Skądinąd dobry film, ale mający się tak do pierwowzoru, jak dwie butelki wina do trzech. Pierwsza dawka może przynieść przyjemność, ale druga – prawdziwe upojenie.
Trochę niesmaczne jest natomiast przerobienie przez polskich wydawców „Tanga starej gwardii” na „Mężczyznę, który tańczył tango”. Dosyć przejrzyste nawiązanie do tytułów trylogii Stiega Larssona, który z kolei oddawał nimi hołd jeszcze bardziej niż on lewicującemu duetowi z lat 60.: Maj Sjowall – Per Wahloo (np. „Wóz strażacki, który zniknął”, „Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu”). W ten sposób punktem odniesienia dla Hiszpana staje się grupka Szwedów predysponowanych, aby strugać mu ołówki.

Dynamika narracji nie była w tym przypadku największą ambicją Pereza-Reverte, ale powstała opowieść tak elegancka, jak tango bohaterów na transatlantyku o wdzięcznej nazwie „Cap Polonio”, a chwilami tak namiętna i dzika jak tańczone przez nich w spelunkach Buenos Aires. Popis autora, który potrafi nasycić atmosferę erotyzmem na długo przed tym, zanim Mercedes i Max upadną na łóżko. To także podróż do Nicei, Sorrento, Neapolu, Buenos sprzed lat – miejsc, których już nie ma, a tutaj pulsują życiem, barwami, pociągają tajemniczością.
I jest mecz szachowy, pomiędzy mistrzem świata a pretendentem, przed ponad półwieczem, kiedy takie konfrontacje bywały wydarzeniami nie tylko sportowymi. Wymyśleni zawodnicy i jak najprawdziwsza KGB, a wszyscy splątani intrygą, której rozwiązanie zależy m.in. od tego, czy pionek zostanie przesunięty o jedno czy o dwa pola. Czyż to nie brzmi jak majstersztyk?

Więcej „królewskiej gry”, ale też – paradoksalnie – więcej biglu w akcji jest w „Szachownicy flamandzkiej”, gdzie ludzie są mordowani w rytm przewidywanych ruchów partii widniejącej na starym obrazie. Piękna Julia, konserwatorka dzieł sztuki, złośliwy humor w starciach jej wulgarnej przyjaciółki i mentora antykwariusza-geja. Wyalienowany geniusz szachowy, częsty u Pereza-Reverte motyw zdrady, historia wielkiego malarstwa i współczesne ulice Madrytu. „Na szachownicy można zrealizować zamysły, które w praktyce, to znaczy w rzeczywistym życiu, zdają się niewykonalne„.
W czasach, gdy – choćby u nas – wielu dziennikarzy realizuje swoje ambicje pisząc książki w wolnych chwilach (lub po prostu, kiedy zwolnią ich z roboty), warto sięgnąć po Arturo, aby uwierzyć, ze między tymi dwoma światami jednak da się przejść. Ponad dwadzieścia lat był korespondentem wojennym. Już od ostatniej fazy tamtego okresu i przez kolejne dwie dekady skompletował biblioteczkę znakomitych lektur; poza wymienionymi choćby – „Ostatnią bitwę Templariusza”, „Fechmistrza”, „Królową południa” i szereg innych.
PAWEŁ FLESZAR

Arturo Perez-Reverte: MĘŻCZYZNA, KTÓRY TAŃCZYŁ TANGO. Tytuł oryginalny: „El tango de la Guardia Vieja”. Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2013

Arturo Perez-Reverte: SZACHOWNICA FLAMANDZKA. Tytuł oryginalny: „La tabla de Flandes”. Wydawnictwo literackie „Muza”, Warszawa 2000

Komentowanie zablokowane.