„Mieciu” siądzie przy Gruszce?

Dzisiaj rozstrzygnęło się, że Mateusz Mielnik pozostanie II trenerem ekstraklasowych siatkarzy BBTS Bielsko-Biała. – Niezależnie, kto poprowadzi drużynę, chcemy, aby Mateusz z nami pracował – podkreśla Piotr Pluszyński, prezes klubu.
Rano ustalili wszystkie szczegóły nowego kontraktu, w poniedziałek ma dojść do jego podpisania.
Wkrótce też powinno zostać potwierdzone, czy drużynę obejmie Piotr Gruszka, o czym mówi się od dawna, coraz głośniej. – Czasem trzeba zaufać plotkom, tyle panu powiem – ze śmiechem, przewrotnie odpowiada prezes Pluszyński. – Nie chcę na razie nic ogłaszać oficjalnie; myślałem, że zrobię to do końca maja, ale teraz musimy to przełożyć na przyszły tydzień, bo kilka szczegółów pozostało do wyjaśnienia. Było sporo kandydatów, potem trzech, a teraz jest jeden, ale póki nie przelejemy atramentu na bibułę, nie chcę uprzedzać faktów. Natomiast co do Mateusza, to bardzo chcieliśmy go zatrzymać, miał różne propozycje, ale postanowił razem z nami dalej budować Plus Ligę w Bielsku. To chłopak stąd, co też miało znaczenie.

– Najbardziej konkretną propozycję dostałem ze Ślepska Suwalki; w zasadzie miałem gotową umowę na stole – opowiada Mielnik, którego koledzy niegdyś ochrzcili „Mieciem”. – Kontaktowali się ze mną też działacze AZS Częstochowa, Będzina – obie oferty do funkcji statystyka, a o funkcje trenerskie miałem pytania z Zawiercia i Wisły Kraków. Wybrałem BBTS z kilku powodów: możliwość pozostania w Plus Lidze, która jest coraz silniejsza i rozrasta się z roku na rok, prawdopodobna możliwość z pracy z Piotrem Gruszka oraz zawodnikami o wysokich umiejętnościach, dobre warunki, wypłacalność klubu.
28-latek przygodę z siatkówką zaczynał w bielskim Włókniarzu jako rozgrywający, ale też przez siedem lat związany był z Krakowem. Skończył studia na tutejszej Akademii Wychowania Fizycznego, po raz pierwszy usiadł na ławce trenerskiej w Politechnice, obok Jerzego Piwowara, który obecnie wraca do tej roli w Hutniku (pisaliśmy o tym TUTAJ).
Życzę mu powodzenia, to on dał mi szansę zaistnienia w tym zawodzie i za to mu jestem do dzisiaj wdzięczny. Czy był moim mentorem? Jest bardzo doświadczony, wiec można było dużo się od niego nauczyć. Choć właśnie on zawsze mi powtarzał, że w tym zawodzie trzeba być kreatywnym, myśleć i reagować na sytuacje, które w każdym sezonie zdarzają się inne, a nie naśladować tylko czyjś warsztat – opowiada Mateusz, a echem wybrzmiewają w tym słowa jednego z najbardziej twórczych szkoleniowców w historii siatkówki, nieżyjącego Jana Strzelczyka: „Naśladownictwo jako forma rozwoju jest utopią„.

Mateusz asystował w „Polibudzie” Piwowarowi i Markowi Fornalowi, w Wandzie – gdzie cieszył się z awansu do I ligi i przeżył gorycz degradacji – Grzegorzowi Silczukowi, a potem wyjechał do Suwałk razem z Tomaszem Wasilkowskim. W ostatnim sezonie, w BBTS, najpierw przyszło mu pracować z Januszem Bułkowskim, a po zmianie – z Wiktorem Krebokiem.
Poza tym w kwietniu wspierał Silczuka i siatkarki Ekstrimu Gorlice jako statystyk podczas turnieju o wejście do I ligi. – Myślę, że dzięki programowi Data Volley udało mi się znaleźć trochę wskazówek, które pomogły im w awansie. Sam też zdobyłem dzięki temu cenne doświadczenie – przekonuje.
Teraz czeka go najprawdopodobniej innego rodzaju doświadczenie – współpraca z debiutantem, który ma ogromne obycie boiskowe, sporą charyzmę, autorytet, ale znikomy background. – Piotr może i nie ma doświadczenia sticte trenerskiego, ale dysponuje tak dużą wiedzą na temat siatkówki, że przy wspólnej pracy wszystko będzie funkcjonowało bez problemu – uważa „Mieciu”. – Rozmawialiśmy już i w zasadzie znaleźliśmy wspólny język, sądzę więc, że będzie nam się dobrze współpracowało. A co do szczegółów, to omówimy je później, gdy wszystko będzie „zaklepane”. Jestem typem pracusia , daję z siebie 120 procent, służę do pomocy pierwszemu trenerowi i zespołowi.

Przez ostatni miesiąc samodzielnie prowadził zajęcia bielszczan, pełnił też obowiązki pierwszego trenera podczas spotkania Plus Ligi, z Treflem. Dawniej opiekował się również reprezentacjami Krakowskiej Akademii w rozgrywkach AMP. Pytany, czy chciałby kiedyś na dłużej przesiąść się na siedzenie „kierowcy”, odpowiada, że w przyszłości na pewno tak się stanie, on po prostu cierpliwie czeka na moment, kiedy będzie do tego przygotowany.
– Kilka lat temu, gdy przyjechałem w Krakowa do pracy w II lidze, mieszkałem przez siedem miesięcy w hotelu robotniczym, z bardzo niską pensją. A teraz czeka mnie drugi sezon w Plus Lidze, najprawdopodobniej u boku z Piotra Gruszki, ikony siatkówki nie tylko w Polsce – maluje kontrasty Mateusz. – Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak chwalenie się, ale ten przykład chyba pokazuje, że warto wyznaczać sobie cele i dążyć do nich. A to jeszcze nie koniec…
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.