Miłości nie ma, jest matematyka

Koszykarze AGH zaliczyli na parkiecie w Krakowie kolejny pełen pasji występ, ale ulegli 66:78 Jamaleksowi Leszno, który zrównoważył ich atuty agresywnością i skutecznością.

Trener gości, Łukasz Grudniewski wziął w całym meczu tylko jeden czas, za to skacząc przy linii nadawał bez przerwy, a od początku najwyraźniejszy przekaz brzmiał: „Press! Presja!”. Jego podopieczni cisnęli niemiłosiernie gospodarzy w defensywie i kontrowali, albo podawali pod „dziurę” do Macieja Rostalskiego. Było 0:6, 5:6 (3+2 Bartosza Wróbla), 8:8, 8:13, 11:18, a kiedy Nikodem Sirijatowic zrobił gwałtowny ruch w przód, w tył, w bok – wszystko przy krótkich koziołkach – i trafił za trzy, na tablicy zaświeciło się 11:25.
30-letni skrzydłowy lesznian, Tomasz Stępień ma skórę koloru kawy z dużą ilością mleka, za to na placu osiąga stopień pobudzenia, jak po podwójnym espresso i przepłukaniu gardła napojem energetycznym. Miękkie, elastyczne ruchy, wyjście w górę i złożenie się do rzutu tak błyskawiczne, że lepiej nie mrugać oczami, aby tego nie przegapić. W taki sposób wywindował przewagę do 21:36, a obok dryblingów za plecami Maksyma Kulona jego zagrania były największą atrakcją spotkania.

Pisanie o waleczności AGH staje się już truizmem; oczywistością taką samą, jak to, że są teamem akademickim albo niskobudżetowym. Ciekawsze są rozważania administracyjno-socjologiczno-psychologiczne. Trzeba było widzieć z jakim zębem w Dzień Kobiet fizjoterapeutka I-ligowych koszykarzy, Agnieszka Kubacka bije się wraz z koleżankami z reprezentacji AWF w półfinale akademickich mistrzostw Małopolski. Jak kilkakrotnie wyrywają inicjatywę z rąk przewyższającej je siatkarsko Akademii Górniczo-Hutniczej, jak bronią się przy stanie 14:8, kiedy przeciwniczki miały w górze atak, dający im awans do finału, jak po zakończeniu tie-breaka wynikiem 15:9 zbierają się psychicznie z chwili przygnębienia, gdyż myślały, że zabrakło im jednego punktu, jak już wyraźnie górują w „złotym secie” i eliminują AGH na tym etapie po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, co najmniej od kilkunastu lat. Te obrazki każą zastanawiać się, czy zadziorności nie sprawdza się już przy przyjmowaniu do teamu koszykarskiego na jakąkolwiek funkcję i kto ma większe pokłady charakteru – zawodnicy, czy maltretująca ich mięśnie Aga.
W każdym razie ciężko leżący krakowianie podnieśli się i zaczęli odrabiać straty. – W pierwszej fazie oni wyraźnie wygrali „deski”, dzięki czemu mieli sporo ponowień. A wtedy wzmocniliśmy obronę, zaczęliśmy zbierać przynajmniej „u siebie” – analizuje Damian Kalinowski, który w drugiej kwarcie zaliczył 6 punktów, 3 zbiórki i 3 asysty, stając na czele pogoni wraz z Maciejem Majem (7 pkt) i Arturem Włodarczykiem (5 pkt, 3 przechwyty).

Zniwelowali różnicę do 41:43, na przerwę schodzili przy 43:47, a niedługo po niej zrobiło się 46:47. Wtedy Tomasz Zych świetnie podał pod obręcz do Maja, który miał okazję uzyskać dla miejscowych pierwsze dzisiaj prowadzenie. Zablokował go jednak Sirijatowicz, po czym natychmiast uruchomił Jakuba Koelnera, który ukąsił zza łuku, a niedługo wjechał na prawego haka (46:50, 48:54).
– Na skautingu nasz II trener, Andrzej Urban uczulał, że nie możemy dać się rozbujać Koelnerowi z dystansu, a wtedy, niestety, „odpalił” – kiwa głową Kalinowski. – To był przełomowy moment.
Dwukrotnie pod „basketem” zameldował się Szymon Kiwilsza, swoje dołożyli Kulon i Stępień, a gospodarze seryjnie pudłowali z obwodu.
Trzecia odsłona skończyła się przy zapisie 52:65, w czwartej Stępień, Rostalski i Szymon Milczyński powiększyli go do 54:71. Nieco zmniejszyła to „trójka” Maja, ale następne „Agiehowcom” już nie wpadały, a innych pomysłów na odwrócenie wydarzeń nie mieli. Wystarczyło tylko na lekki lifting rezultatu w końcówce – 66:76, 66:78 – a przyjezdni przerwali przy Piastowskiej passę trzech porażek.

Jeśli przeanalizuje się archiwalne tabele od roku 2004 (tyle znajduje się na stronie Polskiego Związku Koszykówki) widać, że w sezonach, kiedy na zapleczu ekstraklasy występowało 16 zespołów, dziesiąte miejsce gwarantowało 15 zwycięstw. Bywały jednak sytuacje, gdy wystarczało do niego już 12 wygranych. I tak może być również w tym sezonie, gdyż liga jest bardzo wyrównana. O losach AGH nie będzie już jednak decydować tylko pasja do walki i miłość do koszykówki, lecz głównie matematyka. Do dwunastu zwycięstw brakuje im trzech, tyleż kolejek zostało do końca części zasadniczej, a nawet sukcesy we wszystkich nie muszą przynieść upragnionej, bezpiecznej lokaty. A poza tym, czekają ich wyjazdy do Poznania i stolicy, przedzielone domową konfrontacją z Astorią Bydgoszcz, więc ocena szans i skali trudności narzuca się sama… – Mimo wszystko, ciągle wierzymy, że nam się uda – przekonuje Damian Kalinowski. – Mam nadzieję, że powrót z Warszawy będzie w szampańskich nastrojach.
Przypomina się powiedzenie, że trzeba mierzyć jak najwyżej, bo wtedy łatwiej osiągnąć choćby pośredni cel. Dla AGH jest nim przystąpienie do ewentualnego play out z pozycji 11-13, a nie 14-16. Wyżej sklasyfikowane teamy otrzymają w odpowiednich parach (11-16, 12-15, 13-14) przewagę własnego parkietu. – Biorąc pod uwagę, jak idzie nam we własnej hali i jak prezentuje się u siebie choćby drużyna z Kłodzka, na którą możemy, choć nie musimy, wpaść, to będzie miało bardzo duże znaczenie – podsumowuje „Shaggy”.
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – JAMALEX POLONIA 1912 Leszno 66:78 (19:29, 24:18, 9:18, 14:13)
Sędziowali: Michał Kuzia, Grzegorz Szeremeta i Mateusz Tychowski. Widzów: 280.
AGH: Maj 17 (4 zb.), Wróbel 16 (3×3, 2 bl.), Krawczyk 6, Zych 1 (7 zb., 6 as., 2 prz.), Borówka oraz Kalinowski 13 (8 zb., 5 as., 3 bl.), Włodarczyk 9 (1×3, 4 prz.), Podworski 4. Trener: Wojciech Bychawski.
JAMALEX: Kiwilsza 14 (6 zb.), Koelner 12 (1×3), Rostalski 11 (1×3, 6 zb.), Sirijatowicz 5 (1×3), Sanny 2 oraz Stępień 12 (1×3, 7 zb., 2 prz.), Kulon 10, Milczyński 8 (9 zb.), Malona 4 (5 zb.), Trubacz. Trener: Łukasz Grudniewski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.