Minus dwadzieścia tysięcy pomysłów

W AZS AGH Alstom szykują się spore zmiany personalne, ale na razie rozstrzygnęło się, że zostanie trener, który mógł odejść. Do II-ligowca z ul. Piastowskiej wróci też jeden z najwaleczniejszych krakowskich koszykarzy.

Wojciech Bychawski w kwietniu dostał wstępną propozycję pracy w czołowym klubie w kraju – jeśli chodzi o szkolenie młodzieży – GTK Gdynia. Miałby prowadzić zespół II-ligowy i jedną z grup juniorskich. – To bardzo ciekawe, duże wyzwanie, fajnie byłoby spotkać się tam z takimi ludźmi jak choćby Rafał Knap, który jest dla mnie autorytetem – zwierza się. – Rozmowy jednak długo nie mogły się skonkretyzować, gdyż tamten klub się rozwarstwia, dzieli, co jeszcze trochę może potrwać. Nie chciałem już czekać i zdecydowałem się na pozostanie w Krakowie, także ze względu na chłopców, których szkolę w Koronie.
Raczej przesądzone jest, że ciągle będą finansować drużynę dotychczasowi główni mecenasi – Akademia Górniczo-Hutnicza i firma Alstom. Spotkania z władzami obydwóch są przewidziane w najbliższym czasie.
Za przygotowanie fizyczne będzie odpowiadał Piotr Biel, o którym Bychawski wypowiada się w samych superlatywach. Wiele kwestii personalnych stoi jednak pod znakiem zapytania.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W trakcie minionych rozgrywek opuścił drużynę Michał Potraski, teraz Kamil Kolber odejdzie do macierzystego Regisu Wieliczka, który ma ambicje walki o awans z III ligi. O innych ubytkach Bychawski nie chce mówić. – Na dobrą sprawę nie zamknęliśmy jeszcze tamtego sezonu. Spłynie ostatnia transza od sponsora, pospłacamy do końca należności kontraktowe i wtedy będę mógł z czystym sumieniem rozmawiać z chłopakami o ich dalszych losach, ewentualnej rezygnacji z nich – zastrzega.
Wyjawia, że na razie złożył propozycje dalszej gry Przemysławowi Gworkowi, Damianowi Kalinowskiemu i Fabianowi Mrozowi – jednak nie wiadomo, czy ten ostatni nie wyjedzie za granicę. Ma zostać również Łukasz Warmuz.
Tamta trójka jest studentami AGH i to było kryterium, którym się kierowałem. A Łukasz jest absolwentem uczelni, był zawsze z nami, na każdym etapie naszej historii – wyjaśnia trener.

Wróci Tomasz Orlicki, który w ostatnim sezonie był zawodnikiem Wisły, ale wcześniej występował przy Piastowskiej. Jan Domański, współtwórca zespołu, zastępca kierownika Studium WF AGH, wspomina, jak na akademickich mistrzostwach Polski rywale rozbili „Orlikowi” głowę, ale zawinął ją bandażem, grał świetnie do końca i dopiero wtedy pojechał do szpitala na zabieg szycia. – Kiedy rok temu odchodził, autentycznie żałowałem, że tracimy takiego walczaka i tak samo mocno teraz się cieszę – dodaje trener.
Nie wiadomo, kto będzie następny. W sobotę odbyły się otwarte treningi dla kandydatów do drużyny. Pojawiło się kilku niezłych koszykarzy, m.in.: Jakub Musijowski i Andrzej Urban z Polonii Przemyśl, Bartosz Lisowski, który ostatnie miesiące spędził w jednej z niższych lig niemieckich, a także Tomasz Józefiak z WKK Wrocław. – Rozmawiam z różnymi ludźmi; wiele zależy od oczekiwań finansowych, które czasami są oderwane od realiów – uważa Bychawski. – Nie zamierzamy się spieszyć z kompletowaniem składu tak jak w ubiegłym roku; wtedy pojawiły się w sierpniu ciekawe propozycje, a my byliśmy „wypuckani”. Stale też będzie w dwunastce 1-2 moich kadetów z Korony.

Wraz z Domańskim powtarzają, że chcieliby odmłodzić skład i w większym stopniu oprzeć go na studentach. – Jesteśmy po słabym sezonie, kiepski wynik osiągnęliśmy, i w lidze, i w AMP. Drużyna nie funkcjonowała tak jak to sobie wyobrażałem i ja za to odpowiadam, nie będę mówił o winie moich podopiecznych – ucina Bychawski.
– Chcemy stworzyć zespół ludzi, dla których niepowodzenie będzie wywoływało wzmożona chęć do pracy, a nie dwadzieścia tysięcy pomysłów na zmianę gry – dodaje Domański.
– Na wtorkowych treningach po sobotniej porażce ma iść dym z parkietu, a nie powinno być tyle gadania, „Słuchaj, a może byśmy to zrobili tak…”. W koszykówce, ale chyba i w pozostałych grach zespołowych, chodzi o to, by dwanaście osób realizowało jeden, nawet zły, ale ten sam pomysł. Więcej będzie z tego pożytku, niż kiedy będą realizować dwanaście świetnych pomysłów, każdy inny – kończy sentencjonalnie szkoleniowiec.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.