Mistrzowski rzut

Kiedy 21 lat temu paru nastolatków w niewielkim miasteczku na Podkarpaciu kupowało po dwa bilety na jeden seans, chodziło o kolejny łyk marzeń, o których już było wiadomo, że się nie spełnią. Marzeń, że własne pokraczne usiłowania na koszykarskim parkiecie uda się przekuć w wymierny efekt. 
Polska od ponad roku dyszała z emocji w kontakcie z kapitalizmem; autokary wycieczkowe wracające z Wiednia i Berlina wypluwały legiony ludzi wiozących telewizory i magnetowidy, na bazarowych stołach leżały dziesiątki tysięcy kaset z kopiowanymi po piracku filmami, które wymieniało się z właścicielem stoiska (za pierwszą/pierwsze płaciło się kaucję znacznie przewyższająca wartość, a następne wypożyczało oddając poprzednie). Kina opustoszały.
Obsługa łańcuckiego „Znicza” (przed kilkoma miesiącami rozebranego do fundamentów…) stwierdziła w powszednie popołudnie, że może wyświetlić „Mistrzowski rzut” tylko przy dziesięciu sprzedanych biletach, więc trzeba było ponieść nadprogramowe koszty. Dla niektórych była to już trzecia projekcja tego filmu, ale warto go obejrzeć co najmniej raz. Nawet ściągając godzinami z internetu, albo – w wersji „hardkorowej” – mozolnie kompletując kilkuminutowe fragmenty z You Tube.

Film inny od innych. Surowszy, prawdziwszy, piękniejszy. Przedpotopowe samochody i wyposażenie hali, trampki do gry i codzienne ubrania. Archaiczne odbiorniki radiowe gromadzące mieszkańców Hickory podczas relacji z meczów wyjazdowych. Kosze na stodołach, zbiory kukurydzy, z których żyje rolnicze miasteczko, uroczy na tle przyrody obraz zmieniających się pór roku i ciekawy – amerykańskiej prowincji początku lat 50. (głosowanie nad pozostaniem trenera na stanowisku odbywa się w kościele, gdzie miejscowa społeczność dyskutuje i rozstrzyga najważniejsze sprawy).

Wciągająca, nawet jeśli nieco schematyczna, historia i wyraziste postacie bohaterów. Utalentowany chłopak, miejscowy gwiazdor, przeżywający rozterki nad powrotem do koszykówki. Nauczycielka zakochująca się w przyjeżdżającym do miasteczka trenerze o tajemniczej, nie zawsze chyba chlubnej przeszłości. Galeria zawodników.
Wspomniany trener, bezkompromisowy główny bohater, długimi chwilami oszczędnie grany przez Gene Hackmana. I brawurowy, niestety niedawno zmarły, Dennis Hopper, który od kultowego „Easy Ridera” nazywany był „dyżurnym wariatem Hollywood”, a tutaj jest alkoholikiem wyłudzającym drinki na opowieści o swoich niegdysiejszych cudownych rzutach. Za co, podobnie jak autor muzyki Jerry Goldsmith, otrzymał nominację do Oscara.

Fabuła filmu opowiadającego o sezonie 1951/52 jest wymyślona, ale oparta na motywach historii drużyny Bulldogs z Milan High School, dziejącej się dwa lata później. Jednocześnie szkoleniowiec Norman Dale otrzymał trochę cech charakteru i życiorysu Bobby Knighta, legendy amerykańskiej koszykówki akademickiej, przez lata odnoszącego sukcesy z Indiana State University.
Zakończenie filmu z wdziękiem zdradzili jego polscy dystrybutorzy, wymyślając tytuł;) Ale nie jest to taka znowu straszna przykrość. Poza tym, rzadko zdarza się film o sporcie, w którym tak autentycznie brzmiałaby – przytaczana w szatni przed meczem – przypowieść o Dawidzie, który wystrzelił z procy i rozłożył Filistyna na ziemi.
PAWEŁ FLESZAR

MISTRZOWSKI  RZUT. Tytuł oryginału: „Hoosiers”. Produkcja: USA. Rok: 1986. Reżyseria: David Anspaugh. Scenariusz: Angelo Pizzo. Muzyka: Jerry Goldsmith. Zdjęcia: Fred Murphy. Obsada: Gene Hackman, Dennis Hopper, Barbara Hershey, Maris Valainis, Fern Persons, Chelcie Ross, Sheb Wooley, Robert Swan, Rich Komenich, Steve Hollar, Wade Schenck, Brad Long.
* Stopka na podstawie: filmweb.pl

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*