Mobilny show Marcina Salamonika

Beniaminek koszykarskiej I ligi, AGH Kraków doznał najdotkliwszej porażki na tym poziomie – 63:91 z GTK w Gliwicach.

W minionej kolejce „Agiehowcy” odnieśli drugie zwycięstwo w sezonie i tak samo jak za pierwszym razem (przed konfrontacją z SKK Siedlce) kilka dni wcześniej sparowali z ekstraklasowym MKS Dąbrowa Górnicza. W tym tygodniu nie mogli jednak powtórzyć sprawdzonej metody przygotowań, bo we wtorek czekał ich mecz akademickich mistrzostw Małopolski w hali AWF. Za to możliwość przeczyszczenia dubeltówki dostał Bartosz Wróbel. Siedem „trójek” zaliczył już w I połowie, a wstępne osiem – w dziewięciu zaledwie próbach.
– Wróblu, jak chcesz zasłużyć na szacunek, to rzucaj! – prześmiewczo instruował go w przerwie szkoleniowiec Wojciech Bychawski. Bartkowi nie trzeba takich dyspozycji dwa razy powtarzać (w ogóle nie trzeba mu mówić, żeby rzucał). Skończył spotkanie z 53 punktami na koncie, w tym 14 trafieniami za trzy, a jego ekipa zwyciężyła 135:61. Coachowi pozostały już tylko kpinki, że rzut z dystansu jest dla Wróbla odruchem autystycznym. Wymyślili ze specjalistą od przygotowania motorycznego, Piotrem Bielem, że ich podopieczny przebił osiągnięcie Stephena Curry’ego, który w nocy poprzedzającej wypadki na obiektach przy Alei Jana Pawła II, w konfrontacji z New Orleans Pelicans, wcelował z obwodu trzynastokrotnie. A że defensywa rywali była rozprowadzana w podobny sposób, co Akademii Wychowania Fizycznego, skauting dla Golden State Wariors musiał robić również II trener AGH, Andrzej Urban.
Dzisiaj jednak skończyły się żarty, a zaczęły schody.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Do Wróbla od początku przykleił się Kacper Radwański i nie dopuszczał go nawet do pozycji. Dopiero po rotacji Bartek odpalił zza łuku z ręką Marcelego Dziemby na twarzy. Trafił, a kiedy poprawił ze skrzydła, po kontrze, na tablicy zaświeciło się 12:14. I było to ostatnie prowadzenie gości, bo zaraz tym samym odpowiedział Dziemba, który przy stanie 15:14 miał już 9 „oczek”. Gliwiczanie naciskali wysoko w obronie, mieli „gorące ręce”, którymi odebrali parę piłek, szybkie ataki zaś finalizował Marcin Salamonik. Przyniosło to run 11:0, a po pierwszej kwarcie – rezultat 27:18.
– Chyba już to stało się kluczem do ich późniejszego zwycięstwa; przez te straty i przechwyty bardzo dobrze weszli w mecz, na co my też pozwoliliśmy – analizuje Michał Borówka, który wraz z kolegami z ławki starał się gonić na początku drugiej odsłony (27:22, 29:26). Każdorazowo przerywał im jednak Paweł Zmarlak, to z daleka, to wbijając się pod deskę.

A potem zaczął się show ponaddwumetrowego Salamonika. Pokazał młodym krakowianom, jakiego formatu jest zawodnikiem i dlaczego przez wiele sezonów występował w czołowych zespołach pierwszej ligi, a nawet w TBL. A wszystkim zgromadzonym dał lekcję poglądową, jak powinna wyglądać gra nowoczesnego, mobilnego podkoszowego. Tu dwójkowa kombinacja w „trumnie” z Łukaszem Ratajczakiem, tam wyjście na obwód i strzał. Przekozłował znaczną część boiska, został sfaulowany, a po wybiciu przez GTK z autu – wcelował za trzy.
Nie wytrąciła go z rytmu piętnastominutowa przerwa. W trakcie tej samej akcji wyskoczył do rozgrywającego na tzw. pułapkę, przytrzymał piłkę do sytuacji rzutu sędziowskiego, wyłapał ją definitywnie przy ponowieniu przez AGH, a w tej samej sekwencji zamknął sprawę dobitką pod przeciwną „dziurą”. I następne trafienia „Saliego” za trzy – przerywane tylko równie udanymi próbami Dziemby i Aleksandra Filipiaka – a potem przechwyty: po wyprzedzeniu centra przyjezdnych (w powietrzu, niedaleko obręczy) i na rozgrywającym (na 6. metrze, blisko parkietu). Jeszcze jeden kilkunastometrowy bieg z piłką, aż po dwutakt, a na deser – błyskawiczna ucieczka za linię 6,75 m i czwarte ukłucie stamtąd.
Kiedy opuszczał plac przed końcem trzeciej części, przy wyniku 76:43, miał już 26 pkt uzbierane w ciągu 23 minut, 100-procentową skuteczność za trzy i z wolnych, a 66,7% – za dwa. – Dziękuję, bardzo mi miło – skwitował komplementy tyczące jego stylu, ale na sugestię, że może jednak w baskecie bardziej liczą się indywidualności, niż drużyny, protestował żywiej: – Nie, nie! Zespoły! Nie. Sam tu nie biegałem, a bez kolegów nawet w najlepszej formie nie mógłbym zbyt dużo zdziałać.
Co ciekawe, wszystkie konfrontacje w tym sezonie zaczyna w rezerwie. – Taka jest taktyka trenera i przynosi dobre efekty. A ja jestem od jej realizowania, a nie obrażania się – przekonuje. – Zresztą, dla statystyk to grałem, gdy byłem młodszy, a teraz gram już tylko dla drużyny.

Cały miejscowy team zanotował dzisiaj świetne osiągi; po upływie pół godziny gospodarze mieli 73,3% za trzy i 64% za dwa. W całym spotkaniu czterech gliwiczan trafiło łącznie 9 „trójek” ze stuprocentową skutecznością. – Byli tak dysponowani, że ciężko było cokolwiek na to poradzić. Nie sprostalibyśmy im, nawet gdybyśmy zaprezentowali się lepiej w obronie – uważa Borówka, który zanotował dzisiaj swój najbardziej owocny w tym sezonie występ w ofensywie (w defensywie zebrał pochwały za mecz z SKK).
Spełnienie marzeń o I lidze dla Michała i jego kolegów nie zawsze jest słodkie. Niekiedy trzeba jak najszybciej zapomnieć… – Tak właśnie trener powiedział nam na odprawie w szatni: dzisiaj wieczorem musimy wymazać to, co nam się tu przydarzyło, jutro odpocząć i zacząć się skupiać na następnym przeciwniku. Zwłaszcza że zagramy wreszcie u siebie – podsumowuje „Borówa”. W najbliższą środę, o g. 18.30, akademicy podejmą GKS Tychy.

Hala „Łabędź” w Gliwicach budzi niezwykle sympatyczne wrażenia przez nagromadzenie na poziomie boiska małych i jeszcze mniejszych stworzeń, skaczących, biegających, raczkujących, a nawet pełzających. Właśnie w ten ostatni sposób na początku października, gdy GTK zmierzyło się z Sokołem Łańcut, pewien szkrab niemal zadebiutował na zapleczu ekstraklasy – na starcie drugiej połowy mama zdołała go przygwoździć dopiero pod stanowiskami sędziowskimi. A po prawdzie, pewnie nie dałby jej szans dogonienia go, gdyby nie zagęszczenie nóg stolików, krzeseł i ludzi, które spowolniły jego czołgany sprint. Ze spokojniejszych rozrywek – dwójka maluchów zrobiła sobie przyjemny piknik w towarzystwie chrupek kukurydzianych, napojów i flotylli resoraków.
Klub wpadł na znakomity pomysł na skanalizowanie energii i żywiołowości dzieciaków, których bywa tam nawet po kilkadziesiąt (z czego w sumie siedem – choć nie wspólnych – mają Salamonik, Zmarlak i Grzegorz Podulka). Dzisiaj po raz pierwszy urządzono dla nich w rogu hali playground wielkości około 8 na 6 metrów, ogrodzony bandami, wyposażony w udostępnione przez Decathlon dwa stojące obok siebie kosze o wysokości 1,5 metra (uczniowie z pierwszych klas podstawówki poćwiczyli więc także wsady). Tam bawiła się znaczna część tej czeredy, nie poświęcając przesadnej uwagi mniej interesującym zmaganiom po sąsiedzku.
I tak jak dzieci symbolizują przyszłość i nadzieję, tak określenia te można przypisać do prognoz na trwający sezon dla podopiecznych Pawła Turkiewicza. W tej chwili plasują się na trzecim miejscu w tabeli, a ich aspiracje mogą sięgać aż finału. – Czas będzie działał na naszą korzyść, bo mamy dwunastu ludzi, którzy spotkali się po raz pierwszy i coraz lepiej się poznajemy – uważa „Sali”, ale stara się tonować nastroje. – Liga jest nieprzewidywalna, więc na razie nie ma co mówić o zbyt wygórowanych celach. Na pewno realne jest nasze wejście do czołowej czwórki, a tam znajdą się zespoły o podobnym potencjale i często może decydować dyspozycja dnia.
PAWEŁ FLESZAR

GTK Gliwice – AGH Kraków 91:63 (27:18, 23:19, 29:8, 12:18)
Sędziowali: Jacek Litawa, Mirosław Wysocki, Mateusz Tychowski. Widzów: 250.
GTK: Dziemba 18 (3×3, 6 zb., 3 prz.), Zmarlak 11 (1×3, 4 zb.), Ratajczak 6, Filipiak 5 (1×3, 7 as., 2 prz.), Radwański 3 (1×3) oraz Salamonik 26 (4×3, 6 zb., 3 bl., 3 prz.), Jędrzejewski 8, Rutkowski 5 (1×3), Kołcz 4, Weselak 3, Podulka 2, Pieloch. Trener: Paweł Turkiewicz.
AGH: Kalinowski 11, Maj 7 (1×3, 4 zb.), Wróbel 6 (2×3), Zych 5 (8 zb., 5 as.), Wasyl oraz Borówka 9 (3 prz.), Krawczyk 6 (3 prz.), Sulima 6 (2×3), Szumełda-Krzycki 6, Podworski 4, Zgłobicki 2, Koperski 1. Trener: Wojciech Bychawski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.