Mój przyjaciel ból

AGH Kraków zwycięstwem nad Zetkamą Doral Nysą Kłodzko, 67:61, prolongował szanse na utrzymanie w I lidze koszykarzy bez konieczności walki w play out.

Gospodarze zaczęli z ogromnym animuszem; Maciej Maj układał pagórek zbiórek, który już po pierwszej kwarcie osiągnął wysokość 7, a na koniec urósł do imponującej liczby 18. 28-letni środkowy ustanowił w ten sposób rekord swojej seniorskiej kariery! – Chłopaki zastawiali przeciwników, a ja zbierałem – skwitował skromnie.
Tomasz Zych w pierwszym dłuższym występie we własnej hali od trzech miesięcy sprawnie regulował tempem szarpanych, albo i nieco szalonych akcji. Asystował pięciokrotnie, w tym dwa razy wyrzucając piłkę zza linii końcowej bezpośrednio na alley oop’a do Bartosza Wróbla, który zanotował w tym okresie 11 „oczek”.
W pierwszej rundzie akademicy rozbili rywali na ich parkiecie (opisywaliśmy to TUTAJ), ale teraz, nawet prowadząc 10 punktami po dziesięciu minutach, musieli spodziewać się trudniejszej przeprawy. Odkąd team prowadzi były reprezentant i mistrz Polski, Radosław Hyży, prezentuje się on znacznie korzystniej, a w tym roku do dzisiaj odniósł pięć zwycięstw w dziesięciu spotkaniach. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem można było zobaczyć w jego wykonaniu odświeżoną wersję anegdoty o Jasiu, którego tata lał rano profilaktycznie pasem, żeby syn był przez pół dnia grzeczny w szkole. Przerwał rozgrzewkę, zebrał podopiecznych w kółku i opieprzył solennie. – Nie podobało mi się ich nastawienie; to jest część naszej pracy, taka jak trening czy mecz – tłumaczy.
Podczas prezentacji chodził między stojącymi w rzędzie koszykarzami i coś do nich mówił, a potem poganiał przez półtorej godziny, nawet gdy zbyt opieszale podchodzili do zmiany: „Z życiem, człowieku! Z życiem!”. – Widzę rolę trenera jako wychowawcy, on musi rozumieć, że idzie pomóc zespołowi – dodaje, ale zżyma się na komplement, że ambicja i zaangażowanie jego zawodników są teraz dużo większe: – To powinno być zawsze! O tym nawet nie będę rozmawiał, bo to są oczywistości.
Krzyk nie jest bynajmniej jego jedyną metodą coachingową. „Podchodzą do ciebie – oddajesz koledze – i jedziemy dalej. Piłka jeszcze przyjdzie do ciebie. Nie psuj sobie statystyk głupimi rzutami” – instruował podczas którejś z przerw Aleksandra Leńczuka. „Grają hard show, to idealna obrona dla nas, tylko trzeba dzielić się piłką” – napominał wszystkich.

A oni gonili. W drugiej odsłonie seria „trójek” Marcinów, Kowalskiego i Blumy, pozwoliła im zbliżyć się na 28:22 i 36:39, ale wysocy AGH, Damian Kalinowski i Bartłomiej Podworski znajdowali krótszą i łatwiejszą drogę pod tablicę – „Potwór” aż czterokrotnie (zaliczył w ten sposób ponad 50% urobku miejscowych).
W trzeciej części świetna passa Leńczuka (12 z 16 pkt gości) zredukowała straty do 48:44, ale Wróbel wyhamował ich strzałem z dystansu, a Jakub Krawczyk najpierw wjechał pod „dziurę” jak byk (siłowo, z głową pochyloną), a niedługo nieporównanie bardziej finezyjnie obsłużył Michała Borówkę.
Przechwyt „Borówy”, który uruchomił w kontrze Artura Włodarczyka ustaliły rezultat trzeciej kwarty na 59:48, natomiast przez wstępne cztery minuty kolejnej nie padł żaden kosz. Co nie znaczy, że nic się nie działo: Podworski i Wróbel popisali się smeczowymi blokami, po rzucie jednego z gości piłka uwięzła między obręczą a tablicą, dopiero po raz pierwszy w sobotni wieczór opuścił boisko Marcin „Żelazne płuca” Bluma. – Mam do niego największe zaufanie; bardzo dużo daje kolegom nawet samą swoją obecnością na parkiecie – wyjaśnia jego szkoleniowiec brak rotacji.
Leńczuk i Mateusz Kasiński zmienili zapis na 59:52, ale znowu Zych z broniącym wysoko i zażarcie Włodarczykiem włączyli turbo. Kiedy Tomasz rozprowadził Maja (oddał mu kozłem za plecy, a ten zapakował z rozmachem i pokołysał się chwilę), „Krawcu” zaś – Kalinowskiego, na tablicy zapaliło się 67:54 i świeciło aż do 39. minuty, kiedy wiadomo było, że losy są rozstrzygnięte.

Na dalszy plan przesuwa wynik heroiczna postawa kapitana „Agiehowców”, Zycha. Wyleczył wprawdzie złamaną kość przedramienia, ale podczas tamtej kontuzji odniósł jeszcze uraz nadgarstka prawej ręki, który nie został wtedy zoperowany. Tomek przyjaźni się z bólem, odczuwanym przy każdym ruchu rotacyjnym dłoni, czyli przy większości koszykarskich ruchów. Nie wziął blokady, połknął porcję ketonalu, ale zwierza się, że skuteczniejszym środkiem uśmierzającym jest adrenalina. – Najgorsze, że nie mogę dźwigać zwykłych ciężarów, robię po 50-60 procent normalnych obciążeń – mówi. – Zawsze bazowałem na sile, więc przez to teraz wolniej wracam do dawnej „fizyczności”.
Obserwując go z zewnątrz trudno było znaleźć różnicę z postawą w najlepszym okresie jesienią. Bez obaw penetrował też strefę rywali, przewracał się na ziemię. – Umówiłem się z trenerem, że jeśli chcę grać, to muszę to zrobić na sto procent, najwyżej dam sygnał, że już nie wytrzymam. 80 procent nic nie daje – wzrusza ramionami rozgrywający, który w trakcie meczu wybił na dodatek kciuka lewej ręki.
Operacja prawego nadgarstka odbędzie się prawdopodobnie dopiero po sezonie. A już w najbliższą sobotę czeka krakowian następna konfrontacja z gatunku „must-win” – o g. 18 podejmą Jamalex Polonię Leszno. – Ostatnie dni były dzikie, mieliśmy sześć meczów w krótkim czasie. Teraz będziemy przygotowywać się spokojnie przez cały tydzień; mam nadzieję, że to przyniesie efekty – podsumowuje kapitan AGH.
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – ZETKAMA DORAL NYSA Kłodzko 67:61 (26:16, 15:16, 18:16, 8:13)
Sędziowali: Grzegorz Dziopak, Michał Szybisty i Filip Marek. Widzów: 200.
AGH: Wróbel 17 (2×3, 5 zb., 2 prz.), Zych 12 (8 as., 7 zb., 3 prz.), Maj 11 (2×3, 18 zb.), Krawczyk 5 (1×3, 7 zb., 6 as.), Borówka 2 oraz Podworski 8 (5 zb.), Kalinowski 6, Włodarczyk 4 (2 prz.), Szumełda-Krzycki 2, Koperski, Wasyl. Trener: Wojciech Bychawski.
NYSA: Leńczuk 23 (3×3, 4 zb., 3 prz.), Bluma 13 (2×3, 7 zb. 4 as.), Kasiński 4, Lipiński (4 zb.), Wojciechowski oraz Kowalski 12 (2×3, 4 as., 3 prz.), Sanny 3 (4 as.), Kliniewski 6 (4 zb.), Muskała. Trener: Radosław Hyży.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.