Moje życie jak mecz

Po trochu reżyser, po trochu wykonawca – charakteryzował sam siebie Michel Platini i w obu rolach odnajdował się fantastycznie. Do tego stopnia, że obok Leo Messiego jest jedynym piłkarzem w historii, który trzy razy z rzędu zdobył Złotą Piłkę.

Z tym że obecny prezydent UEFA był laureatem w latach 1983-85, kiedy organizował go France Football, natomiast Argentyńczyk pierwszy Ballon d’Or otrzymał od prestiżowego periodyku (2009), a dwa następne od FIFA, która przejęła plebiscyt.
I ten koktajl genów dwóch piłkarskich nacji, urodzony w rodzinie zasymilowanych we Francji Włochów, mimo odmiennego stylu, wytrzymuje porównania z Messim na każdym polu. Znawcy twierdzą nawet, że nikt nie zdominował tak turnieju mistrzowskiego, jak Platini europejskiego czempionatu w 1984 roku: w pięciu meczach z 14 bramek swojej reprezentacji zdobył 9, zaliczył dwa hat-tricki, a Jugosławii strzelił lewą i prawą noga oraz głową.
Nikt tak jak on nie egzekwował rzutów wolnych. Może Ronald Koeman miałby w tej kwestii coś do powiedzenia, może Juninho Pernambucano zgłosiłby zdanie odrębne, ale raczej nie należy się im palmę pierwszeństwa.

„Dużo improwizowałem, próbując technicznych sztuczek, które innym nie przychodziły do głowy. Celowałem na przykład w gałąź drzewa, w pudełko po konserwach ustawione na poprzeczce, mówiąc sobie: >jeśli trafię w nie, to znaczy, że jutro napisze dobrze klasówkę z matematyki<. Często trafiałem w cel, ale z klasówkami bywało bardzo różnie”  – jak dochodził do perfekcji opowiada w książce wydanej tuż po trochę zbyt szybkim zakończeniu kariery. Zszedł na dobre z murawy w wieku 32 lat, zwierza się tutaj, że coś przełamało się w nim po spotkaniu o Puchar Europy na Heysel.
Był to jeden z największych koszmarów futbolu, mecz na cmentarzu, rozegrany już po tym, jak po zawaleniu się trybuny zginęło kilkudziesięciu kibiców, a prawie pół tysiąca zostało rannych. Obszernie opisuje kulisy decyzji władz europejskiej federacji, nakazującej rozpoczęcie gry – w celu uniknięcia dalszych zamieszek i ofiar.
Platini zdobył wtedy w Brukseli jedyną bramkę, dającą jego Juventusowi Turyn zwycięstwo nad Liverpoolem i trofeum.

Książeczka jest nieduża, „jednowieczorowa”, lecz bardzo treściwa i ciekawa. Bez żenady pisze w niej o konfliktach, kłótniach, pretensjach w klubie i reprezentacji, o własnych żalach. Odsłania kulisy negocjacji – a czasem jarmarcznych targów – kontraktowych, podaje kwoty, przedstawia zadziwiającą ofertę Giovanniego Agnelli, właściciela Fiata i Juve, który przekonał go do ostatniego przedłużenia umowy, dając procent z zysków za sprzedane przez koncern samochody…
W historii człowieka, którym nie tak dawno straszono, że odbierze naszemu krajowi Euro 2012, jest tu też sporo polskich akcentów. Jego partnerem w barwach „Starej Damy” i jednym z najbliższych przyjaciół był wszak Zbigniew Boniek, pierwsze trafienie w europejskich pucharach zaliczył przeciwko Widzewowi Łódź.

Konfrontacji z Polską o trzecie miejsce mistrzostw świata 1982 w Hiszpanii nie opisuje, bo… w niej nie uczestniczył. Zrezygnował z występu podobnie jak kilku kolegów, załamanych półfinałową porażką z RFN, poniesioną w skandalicznych okolicznościach (o jej czarnym bohaterze można przeczytać TUTAJ).
Z tamtego czempionatu Francja mogła chyba wywieźć złoto, w finale z ostatecznymi triumfatorami, Włochami, byłaby faworytem. Nie udało się, podobnie jak 4 lata później, gdy w półfinale „Trójkolorowi” znowu ulegli Niemcom. Nie tylko dlatego książka piłkarskiego geniusza, który zawsze prowadził bardzo ułożone życie (również rodzinne), jest jakoś podszyta smutkiem, wyprana z żartów.
Bez najmniejszego dystansu opisuje choćby szatański pomysł pewnego kibica, który aby zrobić zdjęcie swego dziecka z gwiazdą, rzucił znienacka przez ogrodzenie malucha w kierunku Platiniego. Złapał.
PAWEŁ FLESZAR

Michel Platini: MOJE ŻYCIE JAK MECZ. Tytuł oryginału: „Ma vie comme un match”. Wydawnictwo Glob, Szczecin 1990.

WSZYSTKIE GOLE PLATINIEGO W REPREZENTACJI FRANCJI

Komentowanie zablokowane.