Morderca o wzroku krótkowidza

Koszykarze AGH wyszli zwycięsko z najcięższej w tym sezonie przeprawy, a dzięki 95:85 z Zagłębiem Sosnowiec utrzymują najlepszy bilans spośród wszystkich II-ligowców w Polsce.

Zanosiło się na okazałą i efektowną wygraną krakowian. W pierwszej akcji pozwolili przeciwnikom na przeniesienie piłki na wysokość ich „trumny” dopiero po 14 sekundach, po czym Michał Borówka blokiem pozbawił sprawę niedomówień. Po drugiej stronie rządził hiszpański czarodziej, Miguel Zamora. Drybling ze zmianą kierunku, rąk, kozłem między nogami, wjazd, ściągnięcie dwóch obrońców i oddanie pod kosz do samotnego Bartłomieja Podworskiego. Drybling między nogami, miękkie odejście i ukłucie z wyskoku, z półdystansu. Wbiegnięcie wzdłuż linii końcowej, dwutakt i rzut bez kozła, bezpośrednio po podaniu. Do tego „trójki” Borówki, Macieja Koperskiego i Bartosza Czerwonki, a na tablicy obiecujący zapis – 7:3, 11:7, 17:11.
Zagłębie ma jednak w swych szeregach superstrzelca Pawła Jurczyńskiego, który już od stanu 2:3 pokazywał dlaczego wśród 573 polskich II-ligowców zajmuje drugie miejsce w rankingu najskuteczniejszych. A wraz z kolegami raz po raz rozprowadzali się pod kosz. Tak zrobiło się 17:18 i 26:27 na koniec I kwarty.
– Byli bardzo dobrze dysponowani; nie pamiętam, żebyśmy stracili tak dużo punktów w tym sezonie, co dzisiaj – kwituje „Borówa”. Na domiar złego, w 8. minucie drugie przewinienie niesportowe (na Jakubie Czyżu, przy linii środkowej) dostał Podworski i musiał zejść do szatni.

W drugiej odsłonie sporo energii dali miejscowym Konrad MamcarczykIwan Wasyl i Sebastian Dusiło, przyczyniając się do wyrównania z 26:32 na 34:34. Goście jednak poczynali sobie bardzo mądrze i efektywnie. Nie robił na nich wrażenia pressing krakowian, a kiedy już przenieśli się na drugą połowę, znajdowali drogę pod obręcz. – Gramy swoją koszykówkę! Gramy taktykę! – pokrzykiwał do nich trener Tomasz Służałek, który trzy dekady temu dwukrotnie triumfował z Zagłębiem w mistrzostwach kraju.
W przerwie jego podopieczni przeważali 50:44, notowali 70% skuteczności za trzy, a Jurczyński miał na koncie 18 pkt.
Kiedy w połowie lat 90. Służałek osiągnął z Polonią Przemyśl największy sukces w jej historii – srebrny medal – powiedział do reportera „Tempa”: „W wyrównanych końcówkach mecze wygrywam ja, a nie drużyna”. Kiedy w trzeciej części środowej konfrontacji Anno Domini 2018 Jurczyński dwukrotnie wcelował zza linii 6.75 metra, a wynik brzmiał 62:75, wydawało się, że 70-letni szkoleniowiec nie zmierzy się dzisiaj z tamtą deklaracją, bo plony swoich posunięć zbierze znacznie wcześniej i spokojniej.

Michał Borówka jest niespełnionym, sennym marzeniem wszystkich matek mających córki na wydaniu. Wysoki, przystojny, ułożony, pracowity, zdolny, religijny. A przy tym posiada niebagatelny potencjał zarobkowy. Już rok temu jedna z agencji headhunterskich zwróciła się do niego z wstępnym pytaniem, czy nie chciałby zostać analitykiem ryzyka w pewnym koncernie energetycznym. Na starcie zarabiałby kilkakrotnie więcej niż w akademickim klubie z Piastowskiej, bogatym głównie w ambicję. Odmówił.
– Przeglądałem schemat rekrutacji; była długa i trudna, nie wiem czy bym ją przeszedł – zastanawia się.
– A może bardziej obawiałeś się, jaki problem z wyborem stworzy się, jeśli poradzisz sobie w rekrutacji?…
– No tak… Z koszykówki nie chciałem rezygnować, a nie sposób byłoby pogodzić ją ze studiami i taką pracą.
Dla basketu i zespołu jest w stanie zrobić wszystko. Bywa klasyczną „zapchajdziurą”, zawsze jest specjalistą od czarnej roboty (z przewagą roboty). Nie musi być nawet zdolny do gry. W ubiegłym tygodniu miał kontuzję kostki, więc w piątek został opiekunem swojej ekipy w sparingu z Wisłą Kraków, gdyż wszyscy trenerzy mieli inne obowiązki. – W sumie robiłem tylko zmiany. Przecież to moi koledzy, nie będę na nich wrzeszczał. Takich żartów to u nas nie ma – śmieje się. – Ciekawe zajęcie, ale przekonałem się, ile w tym fachu potrzeba doświadczenia.
Dzisiaj, gdy gospodarze zaczęli decydujące natarcie, Wojciech Bychawski desygnował mierzącego 192 cm Michała do funkcji centra. – Zaryzykował, wystawiając bardzo niski skład i to się opłaciło, bo mogliśmy bronić wszystko na switchu, czyli przekazie – uważa podopieczny.
Tak po rzutach Czerwonki i Zamory, przytomnych zagraniach Koperskiego i Wasyla krakowianie zrobili w czwartej kwarcie run 11:0 i wyszli na 85:79.

Niegdyś Ole Gunnara Solskjaera, z uwagi na niewinną buzię, nazywano „mordercą o twarzy dziecka” (co twórczo rozwinął Maciej Kusina, współzałożyciel serwisu 90minut.pl, mianując jego kolegę Wayne’a Rooney’a – również ze względu na przymioty urody – „mordercą o twarzy mordercy”). Obaj napastnicy Manchesteru United zyskali ksywy dzięki dokonaniom strzeleckim, natomiast Borówka podobne skojarzenia zawdzięcza poczynaniom w defensywie. Miły, grzeczny, uprzejmy, z daleka mówi „dzień dobry”, zawsze podejdzie, aby się przywitać. Na parkiecie jednak rywalom zdarza się żałować, że wyszli tego dnia z domu i spotkali się z zapamiętałym, nieustępliwym wojownikiem. „Ślepy psychol” – mawia o nim pieszczotliwie jedna z osób związanych z klubem, gdyż Michał nosi szkła kontaktowe i czasami mruży oczy. W maju 2016 roku przyjechał na Piastowską, w barwach Kotwicy Kołobrzeg, Grzegorz Arabas – dawniej czołowy snajper ekstraklasy, a jeszcze wtedy drugi najskuteczniejszy zawodnik na poziomie II ligi. Borówka zaopiekował się nim tak troskliwie, że tamten do przerwy miał zerowy dorobek i zdołał oddać tylko trzy rzuty, a później jedyne punkty zaliczył, kiedy Michała nie było na placu.
Jego rola jest o tyle niewdzięczna, że nawet w tej dyscyplinie, najdokładniej ze wszystkich opisanej za pomocą cyfr, na ogół nie znajduje odzwierciedlenia w statystykach. Dzisiaj mógł mieć małą satysfakcję, bo zamordował przyjezdnych za pomocą elementów w pełni wymiernych. Najpierw, przy stanie 88:82, „Agiehowcy” skonstruowali bardzo długą akcję, zwieńczoną przez „Borówę” drugim trafieniem z obwodu, a zaraz potem błyskawicznie wybiegł do kontry, wyłapał 20-metrowe podanie od Zamory i dostarczył piłkę do „dziury” lay-up’em.

Wśród 55 teamów, rywalizujących w czterech grupach II ligi, nie ma niepokonanych, a tylko dwa pozostają z jedną porażką: Decka Pelplin i właśnie AGH, które ma lepszy stosunek małych punktów. Co jest o tyle ważne, że gdyby udało się taki bilans utrzymać, pozwoliłby na udział w każdej kolejnej rundzie ogólnopolskiego play off z przewagą własnego boiska.
Na pytanie o walkę o awans Michał uśmiecha się z akceptacją, tak jak i na kolejne: czy chce grać w kosza, gdy za kilka miesięcy zostanie magistrem matematyki stosowanej Akademii Górniczo-Hutniczej. – Doktorat? Fajnie byłoby go mieć, ale może za parę lat, na razie te studia mnie zmęczyły, zwłaszcza psychicznie – zwierza się. – Chyba każdy student matematyki to panu powie. Mam nadzieję, że pogodzę pracę z basketem. Na pewno zostanę w Krakowie, bo mam tu dziewczynę, Magdę, z którą wiążę poważne plany. No i na pewno nie odejdę z AGH, gdzie dostałem wiele serca i zaufania.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – ZAGŁĘBIE Sosnowiec 95:85 (26:27, 18:23, 27:25, 24:10)
Sędziowali: Michał Szybisty i Jarosław Szwadowski. Widzów: 100.
AGH: Zamora 18 (1×3, 6 as., 6 zb.), Czerwonka 18 (4×3, 5 as., 2 prz.), Koperski 15 (3×3, 9 as., 4 prz.), Borówka 8 (2×3, 9 zb.), Podworski 4 oraz Dusiło 13 (8 zb.), Mamcarczyk 10 (1×3, 2 prz.), Wasyl 9, Dyrda, Medes, Majka. Trener: Wojciech Bychawski.
ZAGŁĘBIE: Jurczyński 29 (6×3, 6 as., 2 prz.), Czyż 19 (14 zb.), Bejnar 13, Wójciak 11 (12 as., 6 zb.), Sebrala 8 (7 as., 6 zb.) oraz Pandura 5 (1×3), Balcerzak. Trener: Tomasz Służałek.

Pozostałe wyniki i tabelę II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.