Mundialowe reminiscencje

Wyjazdowe zwycięstwo piłkarzy Wisły nad Lechem Poznań – 3:2 – jest bardzo cenne, lecz mogło być nieporównanie efektowniejsze.

Przebieg zdarzeń przy Bułgarskiej nieco przypominał półfinał niedawnych mistrzostw świata, bo „Biała Gwiazda” miała sposobność pognębienia rywali, jak zrobili to wówczas Niemcy z Brazylijczykami. I to według tego samego schematu: przechwyt, kontra, rozbrojenie obrony i… tutaj następowała różnica, bo Paweł Brożek nie wykorzystał czterech wyśmienitych okazji. Najpierw po podaniu Semira Stilicia, sprincie Macieja Jankowskiego po skrzydle i centrze – piłka przeczesała mu włosy, a gdyby zdążył zrobić pół kroku więcej, zdążyłby wpakować ją z 4 metrów do bramki. Potem „Brozio” odebrał futbolówkę przewracającemu się Łukaszowi Trałce, lecz fatalnie spudłował sam na sam z Jasminem Buriciem. I po raz trzeci w pierwszej połowie (a po raz drugi przy 2:0 dla Wisły) wybiegł do dośrodkowania Rafała Boguskiego z prawej flanki i z pięciu metrów minimalnie chybił.
Ten ostatni podawał mu również w drugiej odsłonie, prostopadle, przy stanie 2:1, po czym Paweł już mijał kładącego się na ziemi Buricia, kiedy golkiper sięgając za siebie jedną ręką wyłuskał mu piłkę spod nóg.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Skuteczniejszy był Łukasz Garguła, ale połowa z każdego z jego dwóch goli należy się koledze. Przy 1:0 Łukasz Burliga najpierw sprytnie przepuścił futbolówkę do Stilicia i zbiegł w pole karne, ten posłał ją jego śladem, Łukasz kopnął „ze szpica”, dopadł sparowaną przez Buricia i wycofał na środek do „Guły”, na czystą pozycję.
Akcję na 2:0 znowu rozbujał – błyskotliwy dzisiaj, były Lechita – Stilić. Znalazł z lewej strony Boguskiego, ten ściął do linii końcowej, gubiąc obrońcę, i zacentrował po pachą bramkarza, a Gargule pozostało trafić do siatki z odległości metra.
A kiedy wydawało się, że goście frajersko zmarnowali ogromną szansę na trzy punkty, w 87. minucie Wilde-Donald Guerrier, który wszedł właśnie za Brożka, sprytnie zabrał się z podaniem Boguskiego. Wygrał też przebijankę z Hubertem Wołąkiewiczem i z kilkunastu metrów posłał Buriciowi futbolówkę w „tunel”.

Gospodarze nie zasłużyli na remis nawet nie ze względu na opisane „setki” wiślaków. Rzecz w tym, że ich poczynania długimi okresami były niezborne, kończone nieprecyzyjnymi wrzutkami bądź strzałami, a w obronie często dawali wodzić się za nos (za wyjątkiem gola na 2:0, kiedy sprawiali wrażenie, jakby ich w ogóle nie było we własnym polu karnym).
Wprawdzie zaraz na początku, po przechwycie, stworzyli sobie świetną sytuację, ale spatałaszył Łukasz Teodorczyk. W 25. minucie z wolnego przymierzył Gergo Lovrencsics, ale Michał Buchalik pewnie złapał po rykoszecie. Takiego opanowania zabrakło mu w II połowie, gdy „wypluł” strzał Dawida Kownackiego, a dobiegający do dobitki Trałka przewrócił się przez jego ręce. Karnego bez problemów wykorzystał Wołąkiewicz. Natomiast w 83. minucie Barry Douglas wykazał się maestrią, zawijając technicznie z wolnego tuż pod „okienko” bramki przyjezdnych.
Remis, jednak wkrótce okazało się, że w scenariuszu jest zapisany jeszcze jeden zwrot.
PAWEŁ FLESZAR

LECH Poznań – WISŁA Kraków 2:3 (0:2)
Bramki: Wołąkiewicz 59 k, Douglas 83 – Garguła 17, 28, Guerrier 87. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Wilusz – Buchalik, Burliga, Głowacki. Widzów: 16 264.
LECH: Burić – Wołąkiewicz, Arajuuri (68. Kamiński), Wilusz, Douglas – Trałka, Jevtić – Lovrencsics (46. Pawłowski), Hamalainen, Keita – Teodorczyk (46. Kownacki). Trener: Mariusz Rumak.
WISŁA: Buchalik – Burliga, Głowacki, Dudka, Sadlok – Uryga – Garguła, Jankowski, 18. Stilić (90. Zając), Boguski – Brożek (78. Guerrier). Trener: Franciszek Smuda.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.