Mury skruszone i postawione

Krakowski Hutnik obronił trzecie miejsce w II-ligowej tabeli, zwyciężając MKS Andrychów 3:1, ale małopolski rywal długo twardo się opierał.
Zwłaszcza w pierwszym secie, kiedy było nawet 6:13, a po 12:14 – 14:19. Krakowianie mieli kłopoty w przyjęciu (choćby przy serwisie Macieja Marka), rozbijali się o blok gości na skrzydłach (przede wszystkim najwyższy: Kordian SzpyrkaSławomir Szczygieł). Zaczęli jednak coraz lepiej bronić, okowy zerwał Kamil Maruszczyk, sukcesywnie odrabiali straty. Wyrównali na 20:20, potem jednak nie wykorzystali setbola, a przy 25:25 Maruszczyk z szóstej strefy uderzył w aut, a Paweł Golec z lewej flanki – w ręce andrychowian.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Rezultat był mało stabilny również w II partii – 5:2, 5:5, 7:8, 8:12 (podania Tomasza Mamicy), 14:14, 17:17, 19:18, 20:21. Na 21:21 ściął Golec, a finisz rozstrzygnął nowy rozgrywający gospodarzy, Piotr Adamski, który dwukrotnie wypuścił w pierwsze tempo Macieja Grota, a zamknął sprawę pojedynczą „czapą”. 25:23.
Taka prosta krótka nie jest trudna, da się to szybko opanować; gorzej z „suwami”, „wrzutkami”, na to trzeba poczekać – tłumaczył pytany o zrozumienie z partnerami po kilku zaledwie treningach. – Wiadomo, że bywały niedociągnięcia, także z wystawą na skrzydła, ale tego się nie da uniknąć. W przyszłości powinno być coraz lepiej, trzeba trochę razem przepracować.
Na starcie oczy od tremy miał duże i okrągłe, ale z czasem stopniowo gubił nerwowość. Na koniec prezentował swój zwykły rezon. – Jak oceniam debiut? Tak jak wynik, a wygraliśmy 3:1 – śmiał się. – Andrychów to bardzo fajny zespół, ciężko nam szło, póki nie pociągnęliśmy zagrywką.
W tej chwili nie ma mocnego dublera ze względu na kłopoty zdrowotne miejscowych, szczególnie Karola Andrzejewskiego, które opisywaliśmy TUTAJ. – W środę ma być pełna diagnoza kolana Karola, czy to uraz łąkotki, czy więzadeł – wyjaśnia trener Mirosław Janawa.

Trzecia odsłona (na stałe Kamila Kołka zastąpił wtedy na prawej flance Paweł Samborski) wprawdzie zaczęła się od 6:2 i 9:6, ale przeciwnicy co rusz niwelowali różnicę (9:8, 13:10, 13:13 – po asie Szpyrki, 17:14, 17:16). W decydującej fazie Maruszczyk zepsuł dwie piłki (jedną niewygodną), ale trzy razy więcej zaksięgował punktów – ścięciami z obu skrzydeł i blokami, pojedynczymi lub wraz z Leszkiem Klimczakiem. 25:19.
W czwartej szybko zaliczył asa (4:1), ale tym samym wkrótce odpowiedział Piotr Munik (7:7), więc decydujące ciosy Kamil zadał w następnym obejściu. Z serii jego serwisów trzy wpadły w pole przyjezdnych (jeden w linię) i rezultat brzmiał 15:10. Dalej licytowali się Marek i Golec, włączył się do tego też Munik. Przy 20:18 poszła jednak zabójcza seria: kiwka Adamskiego, plus dwa mądre uderzenia Golca z II linii po bloku, przedzielone soczystą „glebą”, jaką Maruszczyk zaaplikował rywalowi usiłującemu dobijać przechodzącą piłkę. 24:18, a na 25:19 zapunktowali wspólnie z Klimczakiem, stawiając mur nad siatką.

Team z Nowej Huty, dzisiaj dopingowany także przez grupę kibiców piłkarskich „Biało-błękitno-niebieskich”, w tym roku zmierzy się jeszcze na wyjeździe z Mansardem Sanok (21.12), a ligę wznowi zaraz po Nowym Roku, podejmując 4 stycznia Energetyka Jaworzno. „Hutnicy” nie mogą sobie pozwolić na porażki, gdyż różnice w tabeli pomiędzy zajmowanym przez nich trzecim miejscem a szóstym (o awans zagra tylko czołowa piątka) są niewielkie.
PAWEŁ FLESZAR

HUTNIK Kraków – MKS Andrychów 3:1 (25:27, 25:23, 25:19, 25:19)
Sędziowali: Janusz Kaliński (Mielec) i Paulina Chamerska-Lemiech (Rzeszów). Widzów: 300.
HUTNIK: Adamski, Maruszczyk, Klimczak, Kołek, Golec, Grot oraz Przybyła (l), Samborski. Trener: Mirosław Janawa.
MKS: Mamica, Kolonko, Szczygieł, Szpyrka, Marek, Munik oraz Guzdek (l), Sordyl, Jarzyna. Trener: Rafał Legień.

Komentowanie zablokowane.