Myśliwy, który nie dał się upolować

W tym roku siatkarz AGH AZS Kraków, Igor Walczykowski pierwszy raz w życiu strzelał do 125-kilogramowego dzika i zagrał jako przyjmujący. Sprostał każdemu wyzwaniu.

Nadto po raz pierwszy w tym sezonie Krispol Ligi „Agiehowcy” wystąpili w sobotę w meczu „telewizyjnym”. Pokonali Victorię Wałbrzych 3:2 (pełne nagranie transmisji z TVP Sport można zobaczyć TUTAJ, a statystyki – pod tekstem), ale dwa dni przed spotkaniem ich sytuacja była opłakana, bo okazało się, że mają tylko jednego zdrowego przyjmującego. Zapadła decyzja, że stanie na tej pozycji nominalny atakujący, Walczykowski. – Nie, nie rzuciliśmy monetą – szkoleniowiec akademików, Andrzej Kubacki śmiechem kwituje zaczepkę. – Wybór wynikał z analizy zachowania na zajęciach; to nie był człowiek wyciągnięty z kapelusza, doszliśmy do wniosku, że właśnie on może sobie poradzić z tym zadaniem.
Poradził dobie rewelacyjnie. Musiał odbierać 26 serwisów, nie udało się to tylko w 4 przypadkach, z czego dwa to nieporozumienia z partnerami, a jeden – przepuszczenie piłki, kiedy wydawało się, że wychodzi ona na aut. Polowanie nie powiodło się przeciwnikom, bo tego miał 38% przyjęcia pozytywnego i 19% idealnego. – Nigdy dotąd nie grałem na tej pozycji, ale za to ćwiczyłem na niej. Poświęciłem temu cały trening piątkowy i większość sobotniego rozruchu – opowiada z humorem 24-letni Igor. – Najważniejsze było dla mnie, żeby nie siać piłkami po ścianach i suficie, tylko utrzymać je w boisku, bo wiedziałem, że są u nas zawodnicy, którzy dobrze atakują z wysokich wystaw.
On jest jednym z nich. Nagroda MVP, jaką otrzymał później, tylko w części oddaje jego zasługi. Dzięki temu, że nie zawiódł w przyjęciu, jego drużyna nie „popłynęła” 0:3, a notując 71% skuteczności w ofensywie – wydatnie pomógł jej w zwycięstwie.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Walczykowski zajęcia siatkarskie zaczął w rodzinnej Łęczycy, przez dwa tygodnie odbywał je z zespołem… dziewcząt, bo innego w mieście nie było. Po dwóch tygodniach trener MMKS wysłał go do Skry Bełchatów. Igor zdobył z nią złoty medal mistrzostw Polski kadetów i brązowy MP juniorów, został też wybrany najlepszym atakującym tego drugiego turnieju.
Protestuje słysząc żarty, że został w Skrze dobrze wyszkolony, ale chyba źle obsadzony: – Wie pan, w sobotę to nie był zły występ, ale być może był już najlepszy i może się nie powtórzyć. Nie ma co popadać w samozachwyt. Przyjęcie jest bardzo trudne technicznie. Oczywiście, jeśli będzie taka potrzeba, znowu tam stanę, ale najlepiej byłoby, gdyby chłopaki się wyleczyły.
Wyzwaniem był również atak z lewego skrzydła; z innym sposobem dojścia, przy piłce nadlatującej z innej strony. – Przed każdą akcją mówiłem sobie, że najpierw muszę przyjąć, a potem będę się zastanawiał nad kolejnymi elementami. Pociąłem sobie akcje na drobne kawałki i to też mi pomogło – zwierza się absolwent Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale.
Chodził tam przez trzy lata do wybitnej klasy, m.in. ze złotymi medalistami mistrzostw świata: Fabianem Drzyzgą, Mateuszem Miką i Pawłem Zatorskim, a także z obecnym kolega z AGH, Grzegorzem Surmą. – Kto był najgrzeczniejszy? Wszyscy byli grzeczni, w SMS się inaczej nie dało – śmieje się. – A poważniej: to była taka grupa, gdzie raczej nikt nie sprawiał problemów pozasportowych. Jestem dumny z ich osiągnięć. Cieszę się, że mogę wysłać gratulacje sms-em, czy na facebook’u ludziom, którzy stanowią o sile polskiej siatkówki.

Igor ma oryginalne hobby, zwłaszcza jeśli popatrzeć na światek volleyballa. Jest myśliwym. Pełnoprawnym myśliwym – jak podkreśla – a to znaczy, że zaliczył wszelkie kursy teoretyczne (wiedzy łowieckiej, bezpieczeństwa) i praktyczne (strzelanie), psychotesty, staż. – Cała procedura trwa około dwóch lat – wyjaśnia. – Wcześniej zaraził mnie tą pasją brat cioteczny, chodziłem z nim na polowania. Zresztą łowiectwo to nie tylko strzelanie i zabijanie, ale także obcowanie z naturą. A ja zawsze wolałem las od siedzenia przed komputerem czy telewizorem.
Tłumaczy, że należąc do koła łowieckiego „Boruta” w Łęczycy może polować tylko na dwóch obszarach w okolicy, jakimi ono dysponuje (wyjątkiem są sytuacje, gdyby zaprosił go na polowanie myśliwy należący do innego koła). Realizuje więc hobby głównie na wakacjach, strzela do kaczek, kuropatw, lisów, zajęcy. W tym roku zdobył największe trofeum – dzika ważącego 125 kilogramów. – Dość pokaźny dziczek – kwituje. Pytany, czy było łatwo, tłumaczy, że szkopuł nie polega tylko na wytropieniu i trafieniu zwierzyny. Wcześniej trzeba uzyskać zezwolenie, tzw. przepustkę na dzika, których na obszarze jego koła jest niewiele.
Nieodłącznym towarzyszem w wyprawach jest wyżeł niemiecki krótkowłosy („Mój ukochany Kaliber„). Nie rozstawali się, odkąd pies był szczeniaczkiem, nawet gdy Igor był zawodnikiem klubów z Siedlec, Kęt czy Jaworzna. Teraz jednak musiał zostać u państwa Walczykowskich w Łęczycy. – W Krakowie mieszkam w akademiku i nie dałoby się tu go trzymać – tłumaczy. – Psy tęsknią? Ja tęsknię bardziej…

Wracając do tak pomyślnie rozpoczętej jego kariery przyjmującego – nie wiadomo, jak długo ona jeszcze potrwa. O sytuacji zdrowotnej Patryka Łaby, Karola Galińskiego i Adama Halaby pisaliśmy niejednokrotnie. Dawid Małysza pokazał się z wyśmienitej strony w Zawierciu, ale od tamtej pory ma kłopoty z barkiem. Natomiast Adam Smolarczyk boryka się z operowanym w ubiegłym roku kolanem. – Co jakiś czas kolano mu się blokuje. Zablokowało się dwa tygodnie temu, przeszło, a dwa dni przed meczem wstał po obiedzie i zablokowało się znowu – opowiada Kubacki. – Nie chcę uprzedzać faktów, może nie będzie konieczna operacja łąkotki, ale trzeba się liczyć z taką ewentualnością. W tym tygodniu Adam będzie miał rezonans, konsultację lekarską i wtedy wszystko się okaże.
Dodaje, że najwcześniej powinien być do dyspozycji Halaba, który ostatnio już skakał, a wkrótce ma ćwiczyć z pełnymi obciążeniami. Akademików czeka w następną sobotę ważny mecz w Szczecinie z Espadonem, który zajmuje ósme miejsce, o dwa punkty przed dziewiątym AGH AZS. – Nie patrzę na tabelę i chłopaków też o to proszę. Musimy najpierw zająć się siatkówką, jej poszczególnymi elementami, podstawami – podkreśla szkoleniowiec krakowian. – Na pytanie o szanse mogę panu odpowiedzieć: „jest szansa na naszą dobrą grę”. A jakim składem wyjdziemy? Zobaczymy, kto będzie do dyspozycji; jeśli będę musiał wystawić środkowego na rozegraniu, albo libero na ataku, to tak zrobię.
PAWEŁ FLESZAR

AGH AZS Kraków – VICTORIA Wałbrzych 3:2 (25:22, 25:12, 18:25, 23:25, 15:12)
Sędziowali: Paweł Kapica i Grzegorz Kaczmarzyk (Częstochowa). Widzów: 250.
AGH: Górski 2, Walczykowski 21, Szlacha 8, Dzierwa 19, Surma 21, Akala 8 oraz Głód (l) 1, Małysza 3, Galiński 1, Mucha, Kosiek. Trener: Andrzej Kubacki.
VICTORIA: Fijałek 3, Piórkowski 11, Krulicki 9, Filipiak 7, Kaczmarek 20, Olczyk 6 oraz Mihułka (l), Kamiński, Krzywiecki, Karpiewski 14, Zieliński 2. Trener: Krzysztof Janczak.

Komentowanie zablokowane.