Na AGH uczą ciągle tego samego

Koszykarze Akademii Górniczo-Hutniczej rozbili jednego z najgroźniejszych II-ligowych przeciwników, AZS PWSW MCS Daniel Przemyśl, 82:39, i liderują w grupie C.

Zaczęło się jednak od przygnębiającego akcentu, a siłą rzeczy smutkiem podszyta była również późniejsza radość. Zawodnicy akademickiego klubu uczestniczyli w rozgrzewce w białych t-shirtach z nr 5 i nazwiskiem Zych, zaś ludzie związani w różnych rolach z drużyną pozostali w nich przez całe spotkanie. To dla Tomasza Zycha, który w niedzielę zerwał więzadła w kolanie, a w czwartek przeszedł w Bieruniu operację. Zespół stracił nie tylko najbardziej doświadczonego gracza występującego na dodatek na najważniejszej pozycji. Stracił człowieka, wokół którego był budowany; lidera na boisku, w szatni, a nawet poza nią.
Do konstruowania akcji zostali więc wyznaczeni dwaj nastolatkowie – Wiktor Majka i Maciej Koperski – którzy nie zostaliby wpuszczeni do większości krakowskich klubów nocnych. Za to w okolice kosza gości wchodzili jak do siebie, bądź wprowadzali tam kolegów. 5:0. 5:5, gdy miejscowym odpowiedział najruchliwszy z przeciwników, Cezary Gumiński, ale zaraz 13:5, bo drugie trafienie za trzy zaaplikował im Rafał Zgłobicki, a Koperski zaliczył 2+1.
– Czy zlekceważyliśmy ich, wiedząc, że nie będzie Tomka? W żadnym wypadku! Wiedzieliśmy, że będą chcieli zagrać dla niego, że uaktywnią się inni zawodnicy – przekonuje jeden z najbardziej rutynowanych przyjezdnych, Jacek Balawender. – Defensywa krakowian nas wyhamowała? Owszem, tak. Ale też zabrakło skuteczności w „czystych” sytuacjach, marnowaliśmy osobiste, prawie nie było „trójek”, które zwykle są naszym atutem. A potem, przez frustrację, zwieszaliśmy głowy coraz niżej i „siadła” nasza obrona.

Jacek po raz pierwszy w seniorskiej karierze zmierzył się dzisiaj z przyjacielem z łańcuckiego Sokoła, Bartoszem Czerwonką. Choć kumple z poprzedniego klubu żartują, że to bardziej opiekun i podopieczny czy tata z synem niż dwaj bracia. – Tego tematu może nie rozwijajmy –uśmiecha się z lekkim zakłopotaniem Balawender, na co dzień nauczyciel w łańcuckim Niepublicznym Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym (dawnym „poprawczaku”). – Powiedzmy, że odwoziłem Bartka samochodem po treningach.
„Czerwony” zdominował finisz pierwszej odsłony, kiedy po celnym rzucie za trzy wszedł na koźle pomiędzy trzech przemyślan i wymusił faul na innym koledze z Sokoła, Patryku Buszcie. Swoje dołożył też później. – Na początku ciężko było się przyzwyczaić do tej agresji, ale z każdym dniem coraz lepiej odnajduję się w grze AGH – przekonuje Bartosz, który od niedawna w Radwansporcie uczy dzieciaki koszykarskiego abecadła.

Po degradacji z I ligi akademicki klub musi odbudować kilka ważnych sfer; nie tylko pozycję sportową, czy potencjał personalny (tutaj nowi, młodzi zawodnicy muszą się wykreować na wartościowych graczy), ale również widownię. Za to nie trzeba odtwarzać dawnego stylu, gdyż niewiele jest zespołów, na których trener (albo – w tym przypadku – trenerzy, bo styl nie zafunkcjonowałby bez bazy fizycznej budowanej od zarania przez pomagającego Wojciechowi Bychawskiemu specjalistę od motoryki, Piotra Biela) odciskałby tak mocno swoje piętno. Określenia „DNA klubu/DNA drużyny” bywają nadużywane, niekiedy są wytrychem stosowanym z lenistwa intelektualnego. Jednak istniejący zaledwie od siedmiu lat „AGH basketball team” ma wyraźne DNA, a w nim wersalikami zapisane informacje o konieczności walki o każdą piłkę, w każdym miejscu parkietu, na każdej wysokości, o błyskawicznych kontrach i o regularnym rażeniu z dystansu w ataku ustawianym (co ciekawe i zabawne, od tego sezonu asystentem Bychawskiego jest Tomasz Orlicki, który w swoich boiskowych latach charakteryzował się właśnie takimi cechami).
Przez 7 minut i 15 sekund drugiej kwarty odbył się jeden z najefektowniejszych pokazów takiej gry w siedmioletniej historii klubu z Piastowskiej. Gospodarze wygrali ten fragment 23:1 (10 pkt zdobył Konrad Mamcarczyk), a przyjezdni na ogół byli reprezentowani tylko przez numery na koszulkach. Podczas przerwy, w szatni i na rozgrzewce, starali się wypełnić je animuszem, lecz miejscowi już na starcie drugiej połowy pozbawili go ich pięcioma przechwytami. W 27. minucie zrobiło się aż 62:23.

Obaj szkoleniowcy szeroko rotowali składami, przez znaczną część czwartej odsłony przedstawiali się juniorzy, którzy w mistrzostwach Polski U-20 będą występować w łączonej ekipie AGH i Korony Kraków. Wśród nich zażartością najlepiej pasuje do akademików Damian Dyrda, który zapalił na tablicy 40-punktową różnicę (75:35).
Październik generalnie będzie miesiącem promocji koszykówki przy Piastowskiej, bo AGH podejmie tu jeszcze SSK Rzeszów (14.10 o g. 19.30) i MKKS Rybnik (21.10 o g. 19.30). Akademicy zaprezentują się w Krakowie także 18.10, kiedy w hali PK przy ul. Kamiennej zmierzą się w derbach z Cracovią (godzina nie została jeszcze ustalona).
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – AZS PWSW MCS DANIEL Przemyśl 82:39 (19:7, 27:10, 18:10, 18:12)
Sędziowali: Paweł Berdyczko i Rafał Bogdan. Widzów: 140.
AGH: Zgłobicki 14 (3×3, 5 zb.), Podworski 8, Koperski 8 (1×3, 5 as.), Majka 6 (4 prz.), Borówka (6 zb., 5 prz.) oraz Mamcarczyk 13 (2×3), Czerwonka 10 (2×3), Nowaczek 6 (5 zb., 2 prz.), Dyrda 6, Wasyl 6, Szymański 5, Pieniążek. Trener: Wojciech Bychawski.
MCS: Mikołajko 6 (6 zb.), Dusiło 6 (6 zb.), Gumiński 6, Płocica 3, Balawender 2 oraz Buszta 7 (1×3, 2 prz.), Łopatowski 6 (4 zb.), Czopik 2, Makuch 1 (5 as.), Kuśmierz, Cebeńko. Trener: Piotr Milan.

Pozostałe wyniki i tabelę II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.