Na obiedzie w Myślenicach

Dzisiaj już oficjalnie zawodniczką Siódemki Legionovii została Magdalena Saad. Zapraszamy do lektury wywiadu z byłą siatkarką ŁKS, Dalinu, AZS Białystok i Atomu Trefla.
Już blisko dwa tygodnie temu (TUTAJ) informowaliśmy o prawdopodobnym powrocie do kraju libero występującej w Lokomotivie Baku, a w ubiegły piątek na stronie sportkrakowski.pl (TUTAJ) o okolicznościach podpisania porozumienia z nią opowiadał wiceprezes klubu z Legionowa, Marek Bąk. – Nasza umowa ma opcję przedłużenia, więc pobyt Magdy u nas może potrwać nawet parę sezonów – uzupełnia dzisiaj działacz beniaminka Orlen Ligi. – Liczę, że będzie mogła wystąpić już w najbliższą niedzielę w meczu z AZS Białystok.

Saad przed południem pojawiła się w Legionowie i już późnym popołudniem trenowała z drużyną. A jeszcze dobę wcześniej znalazła się w składzie azerskiego zespołu w konfrontacji Ligi Mistrzyń z Bank BPS Fakro Muszyna… – Po tym meczu przestał obowiązywać mój kontrakt z Lokomotivem – wyjaśnia 27-letnia siatkarka.
– A dlaczego postanowiła pani opuścić Baku? Wydawało się, że zniechęca panią przegrywana rywalizacja z bułgarską libero, Mariją Filipovą.
– Miałam osobiste powody, których nie chcę ujawniać, nie związane z siatkówką, sportem. Jeśli chodzi o tę rywalizację, to przecież mogło się to z czasem zmienić – z różnych powodów mogłam wskoczyć do składu. Zresztą funkcja rezerwowej w klubie osiągającym takie wyniki jak Lokomotiv nie jest hańbą. Chodziło o sprawy prywatne.
– Ponoć planowaliście, że będzie pani wracać do Polski z muszyniankami?
– Tak i jestem im wdzięczna, bo życzliwie się do tego odnieśli. Ostatecznie jednak leciałam inną trasą, lądując dzisiaj w Warszawie. Dzięki temu szybciej znalazłam się w Legionowie. Inna rzecz, że wcześniej wydawało się, iż moim ostatnim meczem w barwach Lokomotivu będzie ten w Muszynie, tydzień temu.
– Czemu przytrzymali panią jeszcze do rewanżu?
– Musiałby pan ich spytać. Mnie powiedzieli, że liczą na moje zmiany, wejścia do drugiej linii na przyjęcie. Nie mam o to pretensji, bo ten dodatkowy tydzień to naprawdę mała cena za to, jak łatwo udało się ten kontrakt rozwiązać. W wielu innych klubach, krajach byłoby chyba zdecydowanie trudniej.
– Poznała pani Baku, Azerbejdżan – przedsionek Azji?
– No właśnie… Tak naprawdę to ja za dużo czasu w Baku i Azerbejdżanie nie spędziłam… Z trzech i pół miesiąca tak około połowę. Na początek miałyśmy trzy zgrupowania poza Azerbejdżanem, potem jeździłyśmy do Europy na turnieje towarzyskie, teraz jeszcze na Ligę Mistrzyń. Ale troszeczkę poznałam Baku, czasami w wolnych chwilach chodziłam na spacery.
– Z innej beczki. Pamiętam jak startowała pani do dużej kariery: najpierw w ŁKS Łódź, w którym występując w Serii B bardzo młodym składem – pani miała 17 lat – m.in. pokonałyście w Krakowie Wisłę, będącą wówczas jednym z faworytów, ale przede wszystkim – w Dalinie, już w ekstraklasie.
– To były bardzo owocne dwa lata. Do dzisiaj utrzymuję kontakt z tamtymi dziewczynami z Dalinu, mam ogromny sentyment do tego miejsca. Kiedy przejeżdżam przez Myślenice, zawsze się zatrzymuję w nich, choćby po to, żeby zjeść obiad. Spotkałam tu ludzi, którzy uwierzyli i zainwestowali we mnie.
– Kiedy w 2004 roku klub debiutował w ekstraklasie, wraz z nim debiutowało dziewięć zawodniczek…
– Wydaje mi się, że w Polsce jest sporo mało znanych dziewczyn, które mają predyspozycje do gry w ekstraklasie, ale nie zawsze mają szczęście do ludzi, którzy potrafią znaleźć utalentowaną siatkarkę i pociągnąć ją do góry. Mało jest w ogóle takich ludzi.
Ja miałam szczęście do pana Jarosława Koska, wiceprezesa klubu. Co ciekawe, pomysł podrzuciła mu jego córka Karolina Kosek, moja rówieśniczka – znałyśmy się z gry przeciwko sobie, między innymi w turniejach siatkówki plażowej. Uznał, że się nadaję i tak trafiłam do Myślenic, a już w parze z Karoliną grałam sporo na piasku.
– Na koniec przenieśmy się do Legionowa – chyba ciąży na pani większa presja, niż w sytuacji, kiedy zaczyna się sezon z drużyną? Została pani ściągnięta po to, żeby pomóc.
– W ostatnim okresie miałam tak dużo spraw na głowie, wątpliwości, kłopotów organizacyjnych: „kiedy?”, „gdzie?”, itd., że nawet nie było okazji, aby spokojnie posiedzieć i pomyśleć. Teraz pewnie przyjdzie adrenalina związana już z grą w Legionovii. Ujmę to tak – wiadomo mniej więcej, na co mnie stać, a ja zrobię wszystko, żeby tak zagrać.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.