Na „Polibudzie” liczą razy trzy

AZS Politechnika Krakowska sprostała wymaganiom koszykarskim, fizycznym i organizacyjnym turnieju finałowego. Niedzielnym, efektownym – 80:55 – zwycięstwem z SSK Rzeszów zapewniła sobie awans do II ligi.

Losy trzydniowych finałów tak się ułożyły, że już wczoraj pewne promocji były Żubry Białystok, a dzisiaj bezpośrednie spotkanie gospodarzy i rzeszowian miało wyłonić drugiego szczęśliwca. Obie drużyny miały uzasadnione nadzieje, wszak w marcu i kwietniu sparowały dwukrotnie, dzieląc się zwycięstwami. – W szatni mówiliśmy sobie, że szanse są pół na pół i trzeba próbować – opowiada Maciej Żmudka, dzięki którego 11 punktom goście prowadzili w pierwszej (9:2, 16:11, 18:13) i drugiej (21:16, 33:29) kwarcie. Zanotował trzy „trójki” i miał na koncie jedną trzecią zdobyczy zespołu. Sekundował mu Krzysztof Banyś.
Po przerwie „Inżynierowie” wyraźnie ograniczyli poczynania obu, pozwalając tylko temu drugiemu na trzy „oczka”. – Początkowo chyba mnie trochę zlekceważyli – nie owija w bawełnę Maciek. – A potem obrona już się skupiła na najważniejszych celach i było dużo ciężej. Przede wszystkim jednak zabrakło nam sił, tym przewyższali nas zdecydowanie.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Wcześniej można było mieć obawy, co do kondycji miejscowych. Wszak w piątkowej inauguracji dali z siebie mnóstwo, zaliczając bodaj najlepszy – mimo porażki – występ w historii tej drużyny (opisywaliśmy go TUTAJ). Wiele kosztowało ich też zwycięstwo z Bombardierem Szczecin, 74:59, a tu trzeba było wyjść na plac po raz trzeci przed upływem drugiej doby. – Nie bałem się kwestie fizyczne, bo starałem się ich dobrze przygotować i porządnie przetrenowali ten okres – mówi Jerzy Dybała, który wprowadzał już do drugiej ligi Koronę Kraków.
– Podczas turnieju stworzono nam super warunki: codziennie masażysta, basen, odnowa biologiczna i to bardzo pomogło. Wprawdzie nie mamy już po 20 lat, ale dobrze wyglądaliśmy, a w ostateczności podtrzymywała nas adrenalina – uśmiecha się kapitan Politechniki, Przemysław Stecko.

To on poderwał kolegów i to w nietypowy dla siebie sposób – trafiając z dystansu w ważnych momentach. Rzuty za trzy były zresztą najmocniejszą bronią ofensywną gospodarzy. Do przerwy zaliczyli ich sześć, dwukrotnie więcej niż rywale (a wynik brzmiał 34:33), zaś przy stanie 65:53 w 4. odsłonie – aż dwanaście. Sześciu z nich liczyło biegle razy trzy, począwszy od wytrawnego dyrygenta, Michała Szewczyka, po świetnego dzisiaj rezerwowego, Jakuba Boczarskiego, uhonorowanego potem nagrodą dla MVP meczu.
– Zwyciężyliśmy w turnieju półfinałowy broniąc strefą, ale tutaj zostaliśmy bardzo dobrze rozpracowani, widać było przygotowane na nas zagrywki – uważa Żmudka.
– No, cóż, zrobiliśmy skauting, a rozbijanie strefy 1-3-1 nie stanowiło dla nas problemu – wzrusza ramionami szkoleniowiec.

Do tego bardzo dobra obrona, w której najbardziej widowiskowy był Jakub Dwernicki. Rył boisko jak dzik. Zgubiliśmy się w rachunkach, ile razy przewracał się na nie w pogoni za piłką, bądź przewracali się przeciwnicy po zderzeniu z nim. Kiedy na trzy minuty przed syreną zrobiło się 71:53, a rzeszowianie znowu zgubili przy jego udziale piłkę – wzniósł pięści w górę i długo tak trzymał.
Każdy z krakowian dołożył dużo od siebie, ale najbardziej fascynująca była ich metamorfoza jako teamu w porównaniu z poprzednim sezonem, czy nawet fragmentem właśnie zakończonego. Porażki, które nie powinny się zdarzyć, zmienne nastroje, przypływy i odpływy ambicji, kłótnie między sobą lub przeciwnikami – jak to w amatorskiej III lidze. Od dłuższego czasu są jednak jak jeden organizm (albo nawet – maszyna). W trudnych momentach nie widać było po nich zwątpienia, czy przesadnego zdenerwowania. Nie chodzi o to, od których ekip z II ligi byliby gorsi, ale o to, że funkcjonowali i zachowywali się w sposób porównywalny z nimi.
– To inny zespół, ale też trochę inny skład – precyzuje Przemek. – Jest chemia, jest atmosfera. Owszem, mieliśmy obiecane premie, ale nikt na to nie patrzył podczas gry. Nie wiadomo, kto tu zostanie na przyszły sezon, ale wszyscy chcieliśmy sprostać wyzwaniu, poczuć satysfakcję z samodzielnego wywalczenia awansu.

W klubie wcześniej asekurowano się, nastawiając na wykupienie w razie niepowodzenia „dzikiej karty” do II ligi. Zawodnicy zdobyli promocję sportowo, w dobrym stylu, ale temat administracyjnego pozyskania miejsca nie umarł. Tym razem w odniesieniu do zaplecza ekstraklasy…
– Od początku mówiliśmy, że to I liga jest kolejnym celem – przypomina Marcin Kękuś, II trener zajmujący się w klubie sprawami finansowo-organizacyjnymi. – Dlaczego więc nie pokusić się o nią teraz? Muszę porozmawiać ze sponsorem, jak by to widział. Nie wiadomo też, co na to PZKosz, czy byłoby to możliwe formalnie. Póki co, cieszymy się z sukcesu. Ludzie z Żubrów Białystok powiedzieli, że byliśmy jedyną drużyną w sezonie, która tak bardzo im się przeciwstawiła.
PAWEŁ FLESZAR

AZS POLITECHNIKA KRAKOWSKA – SSK Rzeszów 80:55 (13:18, 21:15, 19:10, 27:12)
Sędziowali: Wojciech Majcherowicz i Rafał Bogdan. Widzów: 130.
PK: Szczytyński 17 (1×3, 6 zb.), Szewczyk 14 (2×3, 8 as., 6 zb., 2 prz.), Stecko 13 (3×3), Pająk 8 (7 zb., 3 bl.), Dwernicki 7 (1×3, 4 zb., 4 as., 2 prz.) oraz Boczarski 13 (3×3, 6 zb.), Mamcarczyk 8 (2×3), Wieczorek. Trener: Jerzy Dybała.
SSK: Żmudka 11 (3×3, 4 zb.), Banyś 11, M. Sowa 9 (6 zb., 3 bl.), Dworak 7 (8 zb.), Łopatowski 2 (5 zb.) oraz Szubart 11 (1×3), Baran 2, Skop 2, G. Sowa, Sajnóg, Waszyński. Trener: Łukasz Lewkowicz.

Skład AZS Politechniki w turnieju finałowym
Jakub Boczarski, Łukasz Durbas, Jakub Dwernicki, Konrad Mamcarczyk, Łukasz Pająk, Michał Roszkowski, Karol Siwak, Przemysław Stecko, Andrzej Sypniewski, Bartosz Szczytyński, Michał Szewczyk, Kacper Wieczorek.
Trener: Jerzy Dybała; II trener: Marcin Kękuś.

Komentowanie zablokowane.