Na ratunek ligom siatkarskim (cz. II)

Przed tygodniem przedstawiliśmy pomysł drastycznego zmniejszenia liczebności poszczególnych lig siatkarskich, które miałoby pomóc w panującym kryzysie. Dzisiaj uzasadnienie, z wyliczeniem najważniejszych korzyści płynących z takiego kroku.
Proponowany nowy kształt lig opisywaliśmy TUTAJ, a TUTAJ znajduje się projekt finansowania, z podaniem źródeł, a także sposób kontroli nad klubami.
Cztery główne grupy korzyści płynących z reformy:

I. FINANSE, PRESTIŻ, RYWALIZACJA

1. Im niższa liga centralna, tym większą część budżetu pochłaniają koszty uczestnictwa w niej (wyjazdów i organizacji meczów), z czego największą stanowią opłaty sędziowskie. Przykładowo, w I lidze wszelkie jednodniowe wyjazdy (praktycznie całe południe kraju) da się sfinansować kwotą poniżej tysiąca złotych, ewentualnie nieznacznie ją przekraczającą, za niektóre wystarczy zapłacić kilkaset zł. Tymczasem opłaty sędziowskie w przypadku urządzania meczu u siebie to już 1820-2520 zł – ta druga stawka w razie obecności sędziego głównego (w praktyce – kwalifikatora sędziowskiego), którego przyjmuje się cztery razy w sezonie zasadniczym i na wszystkich meczach play off. Niejednokrotnie więc mecz na wyjeździe jest pięć razy tańszy niż u siebie. Sprzedaż biletów też nie przynosi zauważalnych korzyści.
W II lidze drastycznie zmniejszają się koszty osobowe (kontraktów), mniejsze są też koszty wyjazdów. W tym roku Związek płaci za kwalifikatorów, ale i tak koszty sędziowskie (cena obsady wynosi 1390 zł) pochłaniają często znaczącą część budżetów klubowych.
Jeszcze jedna kwestia to opłaty administracyjne – za zgłoszenie zespołu oraz zawodników do rozgrywek. W rozgrywkach wojewódzkich są kilka razy niższe niż w centralnych, a zejście z II do III dałoby kilka tysięcy oszczędności (choć tutaj kwoty są bardzo różne, w zależności ilu zgłasza się zawodników „własnych”, ilu wypożyczonych, ilu po transferze definitywnym).

2. W niniejszym projekcie chodzi o wyselekcjonowanie klubów, dostatecznie silnych finansowo i sportowo, aby sprostać wymaganiom nowej I i II ligi (ta druga na pewno będzie nieco droższa niż obecna, ze względu na zwiększenie długości wyjazdów). A jednocześnie – o stworzenie silnych, stojących na dobrym poziomie, lig wojewódzkich, które pochłaniałyby znacznie mniejsze koszty (utrzymane byłyby w nich obecne wojewódzkie stawki sędziowskie). Dla przykładu – proszę sobie wyobrazić, że sześć małopolskich zespołów siatkarek obecnie występujących w II lidze gra w lidze małopolskiej, z kilkoma obecnymi trzecioligowcami (np. Maratonem, Popradem, Sandecją, Zatorem, Salosem). Czy to nie byłaby bardzo ciekawa liga, a przy tym silna, stojąca na poziomie zbliżonym do obecnie panującego w II lidze? Pewnie można by na ten temat dyskutować, ale bezdyskusyjne jest jedno – byłaby niepomiernie tańsza, a i zabierałaby mniej czasu. Takie przykłady można by znaleźć też w wielu innych województwach oraz w ligach siatkarzy.

3. Jednocześnie kluby otrzymywałyby wspomniane w pierwszym tekście dotacje – 80 tys. w I lidze, 40 tys. w II lidze, 8 tys. w III lidze, co pozwoliłoby im sfinansować znaczną część kosztów uczestnictwa w danej lidze. Zaplanowanego systemu dotacji nie dałoby się wprowadzić przy aktualnie rozdętych ligach – potrzebne byłoby na to dużo więcej pieniędzy.

4. Odkąd w 2001 roku dwukrotnie powiększono liczebność drugich lig żeńskich i męskich (zamiast po dwie grupy wprowadzono po cztery) spadła ranga tych rozgrywek. Trudno się łudzić, że tak samo nie stanie się teraz po zwiększeniu ilości grup męskich do sześciu. Spadek rangi bierze się z obniżenia poziomu, o czym piszemy w drugim rozdziale tego tekstu, jednak również z samego zwiększenia liczebności. Chyba nie trzeba nikomu udowadniać, że to co bardziej elitarne jest bardziej prestiżowe – tak jest w różnych dziedzinach życia.
Czy ligą centralną jest liga rozgrywana w znaczącej większości na terenie dwóch województw? Albo II liga, w której ciągle walczą ze sobą lokalni rywale, którzy tak samo grali ze sobą w niższej klasie, wojewódzkiej – Bochnia z Dobrym Wynikiem Kraków i Andrychowem, albo Strzyżów z Ropczycami i Krosnem? Rzeczywiście ma to być taką atrakcją dla sponsorów, firm chcących się szeroko reklamować? Wszelkie generalizowanie nie ma sensu, na pewno tacy sponsorzy są, ale też wiele klubów, które latem zgłosiły się do II ligi, bądź nie zrezygnowały z występów w niej, jest finansowanych (bądź współfinansowanych, ale w stopniu nieodzownym do istnienia) przez lokalne samorządy. Za rok będą wybory, co mogło mieć duży wpływ na letnie decyzje władz poszczególnych gmin. I co w części przypadków może zostać zweryfikowane w przyszłym roku, albo już po wyborach – decyzjami odwrotnymi…

5. Dopuszczenie w tym roku praktycznie wszystkich chętnych do II lig kobiecych i męskich (oraz w I siatkarek, gdzie po prostu zabrakło chętnych, ale dwa miejsca czekały) kompletnie wypaczyło sens sportowej rywalizacji. To co wiosną zdobywało się w trudnej walce, wydając wiele tysięcy na turniejowe wyjazdy (często przez całą Polskę) lub organizację zawodów u siebie, latem można było dostać za darmo, posługując się jedynie telefonem, mailem i faksem.
Mąci to urok tejże rywalizacji także w rozpoczętym sezonie. Wprawdzie jest regulamin mówiący o awansach, spadkach i barażach, ale rok temu również był taki… Według lipcowych deklaracji, PZPS będzie chciał utrzymać liczebność grup, więc w razie – realnych – wycofań będą dokooptowywane nowe zespoły. A niektóre grupy (np. 1. i 2. w drugiej lidze kobiet) zmniejszyły się jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek…
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że reforma w kształcie proponowanym tutaj stworzyłaby dużą konkurencję do miejsc w poszczególnych ligach. A nadto ograniczyłaby proceder kupowania miejsc, który w ostatnich latach bardzo się rozpowszechnił.

II. PODNIESIENIE POZIOMU ROZGRYWEK

Pewien zasłużony krakowski trener mawiał do podopiecznych wychodzących na mecz: „Troszku zagryweczki, troszku bloczku i żeby było sympatycznie”. Powiedzonko mające rozluźnić zestresowanych i przypomnieć priorytety – dzisiaj najlepiej charakteryzuje poziom rozgrywek poniżej ekstraklasy (no, może poza częścią I lig, ale też nie w całości). Wystarczy mieć dobrze opanowane 2-3 elementy siatkarskiego rzemiosła i w tabeli jest sympatycznie. Każdy wie, że trudny serwis jest fundamentem gry w siatkówkę na wszystkich pułapach, ale w II lidze (zwłaszcza żeńskiej) dzięki dobremu serwisowi można wygrywać seryjnie mecze, nie dokładając wiele do tego.
Oczywiście, są wyjątki w postaci drużyn, czy nawet zawodniczek/zawodników, są lepsze lata dla poszczególnych lig, ale średni poziom jest przeciętny bądź słaby, niższy niż w czasach szczuplejszych rozgrywek, niższy również od panującego 10 lat temu. I doprowadziło do tego „upowszechnianie” udziału w II lidze (jak to ładnie nazwał sierpniowy komunikat PZPS).

Warto by tu pożegnać pewne stereotypy, zwłaszcza ten, że zacięta, emocjonująca gra świadczy o wysokim poziomie meczu (na ogół tak się je określa). Nic bardziej mylnego – wyrównana walka świadczy tylko i wyłącznie o wyrównanym poziomie. Takie mecze są ciekawe, ale poziom często nie jest wysoki. To samo z ligą jako całością – najlepszy przykład to I liga siatkarek z minionego sezonu. Była bardzo wyrównana, w długiej stawce zespołów (z 2-3 wyjątkami) praktycznie każdy mógł wygrać z każdym, przez większość rundy zasadniczej różnice w tabeli były niewielkie. Liga była interesująca, ale nie stała na wysokim poziomie. Jedyną drużyną, która prezentowała taki poziom przez znaczną część sezonu była Jedynka Aleksandrów Łódzki. Kilka innych miewało przebłyski.
Wyższy poziom I ligi kobiet udowadniano w poprzednim sezonie również argumentem, że trafiło do niej wtedy sporo zawodniczek z ekstraklasowym stażem, gwiazd. Zwłaszcza do Chemika Police. Zanegował to już sam policki zespół, który przez 2/3 sezonu grał brzydko i źle. A zresztą fakt gry siatkarek z najwyższej ligi w niższej nie była niczym nowym, od początku lat 90. działo się tak kolejno w Bydgoszczy, Policach, Kaliszu, Andrychowie, Poznaniu, Muszynie, Łodzi, Sopocie, Legionowie. Niejednokrotnie gwiazdy były większe niż w minionym sezonie i skuteczniej się prezentowały, choćby dwukrotnie zdobywając w niższej lidze Puchar Polski.

Niezłym wykładnikiem poziomu jest chyba opanowanie przez zawodników i drużyny poszczególnych elementów siatkarskiego rzemiosła oraz ilość błędów. Tymczasem w II lidze, zwłaszcza żeńskiej często tylko incydentalnie atakuje się z krótkiej (w 1. tempo, bo sam atak ze środka to jeszcze nie krótka), problemem jest atak z drugiej linii. Ilość błędów w I ligach nierzadko waha się pomiędzy 25-30% wszystkich punktów jakie padły w meczu. Czyli co czwarta (a niekiedy nawet prawie co trzecia) akcja jest zepsuta. Może te 25% nie jest jeszcze kiepską wielkością, ale trzeba sobie uzmysłowić, że mówimy o dobrych I-ligowcach, a im niżej – tym gorzej.
A o grze kombinacyjnej, która przez lata była solą siatkówki i wizytówką tej dyscypliny w Polsce nie ma co nawet wspominać, bo tylko żal…
Około 10 lat temu znakomity wcześniej siatkarz, Robert Ratajczak był trenerem II-ligowego Wawelu Kraków. Na sztampowe pytanie o taktykę przed najbliższym meczem odparował: „Jaka taktyka? Przecież to jest II liga czyli trzecia, taki trochę lepszy TKKF. Tutaj nie ma zamierzonej taktyki, tylko albo coś się udaje, albo nie udaje„. Ratajczak na ogół mówił to co myśli, a siatkówkę poznał na wylot. Pewnie był wówczas nieco zbyt surowy w ocenie, ale i tak przez następnych 10 lat trudno było znaleźć zmiany na korzyść.
Mecze, oczywiście, często bywają atrakcyjne, przez zaciętość, emocje, innego rodzaju kwestie, ale podstawowym wyróżnikiem powinien być poziom.

III. WZROST WYMAGAŃ i MOŻLIWOŚCI ROZWOJU

Być może wszyscy grający w siatkówkę ligową obrazili się czytając dotychczasowe stwierdzenia, tu jednak nie chodzi o sprawianie komuś przykrości. Każdy poświęcający swój czas i wysiłek jest godny szacunku, tym bardziej że często wiąże się to z nikłymi lub zerowymi korzyściami materialnymi.
Prawda jednak jest taka, że II liga niezależnie od ambicji zawodniczek/zawodników nie stawia na ogół wymagań popychających do postępów, co również wiąże się z panującym tu poziomem. Kiedyś było inaczej, przykładowo siatkarki w II lidze doskonaliły umiejętności, zdobywały niezbędne „otrzaskanie”, często pełniąc istotne role w swoich zespołach, co stawało się bodźcem do dalszego progresu.
Jednocześnie – dzisiaj jest sporo klubów, które uchodzą za dobrze pracujące z młodzieżą, którym rzadko zdarza się wyszkolić zawodniczkę/zawodnika do ligi wyższej niż druga.

Poniżej znajdują się dwa zestawienia zawodniczek, które trafiły do reprezentacji seniorskiej, a wcześniej: 1. zdobywały szlify w II lidze w latach 90. (czyli już w nowych realiach rynkowych, kiedy do Polski przyjechały siatkarki zagraniczne) aż do 2001 r., kiedy doszło do dwukrotnie zwiększenia ilość drużyn w II lidze; 2. zdobywały szlify w nowej, powiększonej II lidze, po 2001 r. W obu zestawieniach pominięte zostały siatkarki, które w II lidze występowały w SMS Sosnowiec, gdyż tam odbywa się to na specyficznych warunkach, m.in. bez presji związanej z degradacją. (możliwe, że kogoś na tych listach brakuje, lecz będą to jednostki, nie zmieniające proporcji)

1. Zawodniczki, które grały w II lidze w latach 1990-2001, a potem trafiły do reprezentacji Polski (w II lidze występowały w wymienionych klubach, ale nie zawsze były ich wychowankami):
AZS AWF Poznań: Paulina Chojnacka, Dominika Golec (Koczorowska), Anna Malujdy
Budowlani Toruń: Agnieszka Kosmatka (Orłowska)
Czarni Słupsk: Milena Rosner
Dalin Myślenice: Karolina Różycka (Kosek)
Dick Black Andrychów: Beata Pawlicka (Strządała)
Gamrat Jasło: Dorota Pykosz (Wierzgacz)
ŁKS Łódź: Agata Sawicka
Muszynianka: Dorota Ściurka
Nike Węgrów: Marlena Mieszała (Płocharczyk), Katarzyna Robak
Polonia Świdnica: Katarzyna Gujska, Barbara Merta, Anna Werblińska (Barańska), Magdalena Sadowska, Dorota Świeniewicz
Radomka: Katarzyna Skorupa
Skra Warszawa: Ewa Cabajewska (Winnicka), Małgorzata Glinka-Mogentale
Sokół Mogilno: Eleonora Dziękiewicz (Staniszewska)
Zelmer Rzeszów: Katarzyna Mróz

2. Zawodniczki, które grały w II lidze w latach 2001-2013, a potem trafiły do reprezentacji Polski (w II lidze występowały w wymienionych klubach, ale nie zawsze były ich wychowankami):
Czarni Nike Węgrów: Ilona Gierak
Sparta Warszawa: Aleksandra Sikorska
Tomasovia Tomaszów Lub.: Paulina Głaz
* W tegorocznym turnieju o Puchar Jelcyna wystąpiły zawodniczki ze stażem II-ligowym: Katarzyna Połeć (Czarni Słupsk) i Ewa Śliwińska (Sparta), jednak polska drużyna pojechała tam pod szyldem kadry uniwersjadowej i te spotkania nie są zaliczane jako oficjalne mecze I reprezentacji kraju.

Może współcześnie trochę więcej zawodniczek „zagospodarowuje” SMS, ale raczej nie ma to poważnego wpływu na powyższe wyliczenia, wszak nabory do Sosnowca trwają od 1995 r., a 2/3 zawodniczek z pierwszej listy jest z roczników (od 1978) objętych tymi naborami.
Te zestawienia chyba dość dobitnie pokazują więc, że obecny system rozgrywek jest jednym z elementów oddziałujących na polską siatkówkę (przynajmniej żeńską) na szczeblu reprezentacyjnym. I że należałoby go zmienić, aby w ciągu 6-10 lat przekonać się o efektach.
Bardzo ważnym elementem jest tutaj skłonienie klubów (poprzez uzależnienie od tego dotacji) do częstej gry zawodniczek/zawodników młodych i wychowanków.

IV. WYPEŁNIENIE PUSTKI

1. Projekt jest kompleksowy, nieodzownym jego elementem ma być wspomniana dotacja. Jest nadzieja, że szczególną rolę odegra w województwach – pozwoli zbudować rozgrywki tam, gdzie dotąd nie istniały lub były karłowate. Brak 10 tysięcy złotych na udział w III lidze, kiedy nie ma się nic do wygrania – zniechęca do zgłoszenia do niej młodej drużyny. Ale 8 tysięcy złotych dotacji może być poważnym impulsem do tego kroku. A kiedy już 8-10 drużyn zacznie grać regularnie, a w nich sto, czy stokilkadziesiąt młodych osób – to nawet przy kiepskiej początkowo jakości, może stać się to zaczynem czegoś wartościowego. Natomiast na pustyni na pewno nic nie urośnie.

2. Kończąc wątek o wypełnianiu pustki, należy zwrócić uwagę, że w obecnych II ligach – zwłaszcza kobiet, ale i mężczyzn – jest sporo zespołów, które nie mają dłuższej perspektywy, motywacji do walki o awans, gdyż na grę w I lidze ich nie stać. Proponowany projekt stworzyłby dla nich coś pośredniego – II ligę silniejszą niż teraz. Także droższą, ale nie tak jak obecna I liga. I dotowaną.
O czym w trzeciej części – w przyszłym tygodniu.
PAWEŁ FLESZAR

Pierwsza część projektu znajduje się TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.