Na ratunek ligom siatkarskim (cz. III)

Przedstawiamy trzeci fragment projektu reformy niższych lig siatkarskich w Polsce. Przede wszystkim: skąd i dlaczego wziąć 6 milionów złotych na dotacje, a także – jak kontrolować kluby otrzymujące dofinansowanie.

Poprzednie dwie części reformy przedstawialiśmy TUTAJ (cz. I) i TUTAJ (cz. II). Jednym z głównych jej założeń – obok okrojenia lig na poszczególnych poziomach – było dofinansowanie uczestników: 80 tys. w I lidze, 40 tys. w II lidze, 8 tys. w III lidze, a także pomoc w organizacji turniejów finałowych o awans w IV lidze. W zależności, jaka będzie ostatecznie liczebność lig, ile klubów spełni wymagania (posiadanie określonej ilości wychowanków i zawodni-ków/-czek mieszczących się w limicie wieku) oraz jakie środki będą potrzebne na IV ligi (ile ich powstanie), sumę dotacji można wyznaczyć na 5,5-6 milionów złotych na sezon.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

I.

Na tę kwotę powinny się złożyć: Polska Grupa Energetyczna, Grupa Azoty (ZAK SA i ZCh Police), Tauron Polska Energia, Jastrzębska Spółka Węglowa, Krajowa Spółka Cukrowa, Grupa Lotos, PGNiG. Są to spółki akcyjne, w których decydujący głos ma Skarb Państwa, a które są ważnymi sponsorami (strategicznymi, tytularnymi, głównymi) drużyn w ekstraklasach siatkarskich. Szacunkowo wydają łącznie na te drużyny w tym sezonie 25-30 milionów złotych, choć może być to nawet więcej. Ich wkład w dotację wynosiłby więc 20-25% obecnego zaangażowania, a może nawet mniej niż 20%.
Kwoty przeznaczone na dotację mogłyby oczywiście zmniejszać wysokość kwot przeznaczanych przez wymienione spółki w ekstraklasie; wyjaśnienie sensu takiego kroku, mówiąc wprost – zabrania pieniędzy od tych właśnie podmiotów – znajduje się poniżej.
W tej grupie spółek mogą następować pewne zmiany, mogą one wycofywać się ze sponsorowania siatkówki, jednak dla stabilności dotacji potrzebny byłby przepis, że nawet po wycofaniu się ze sponsorowania drużyny ekstraklasy, przez kolejny sezon dana spółka uczestniczy w dotowaniu niższych ligi siatkarskich do wysokości kwoty z ubiegłego sezonu.
Zresztą niewykluczony jest też ruch w drugą stronę. Przykładowo, od pewnego czasu nieoficjalnie mówi się, że Cuprum Mundo Lubin w przyszłym roku zechce aplikować do Plus Ligi, a część gwarancji finansowych da mu KGHM. Gdyby tak się stało, kolejna spółka Skarbu Państwa wzbogaciłaby też budżet systemu dotacji.

W zamian – na koszulkach wszystkich zawodniczek i zawodników biorących w rozgrywkach od I do IV ligi znalazłyby się loga wymienionych spółek, a w każdej hali, w której toczą się rozgrywki, zostałby umieszczony banner z tymi logami/nazwami.
Wkład w dotację powinien być proporcjonalny do udziału w sumie przeznaczanej na sponsoring „ekstraklasowy” przez wszystkie wymienione firmy. Tutaj do dopracowania są relacje między wkładem w dotacje a wielkością wspomnianych naszywek i miejsca na bannerach.
Naszywki i bannery widniałyby oczywiście poza miejscami zarezerwowanymi dla głównych sponsorów danej drużyny w niższej lidze, nie naruszałyby ich przywilejów.
Jeszcze jednym wynagrodzeniem dla spółek  SP byłoby nazwanie ich markami poszczególnych klas rozgrywkowych. Tutaj też do dopracowania jest sposób takiego nazywania – sensowne byłoby powiązanie wielkości wkładu z popularnością danej ligi – np. „Grupa Azoty I liga siatkarzy”, „PGE I liga siatkarek”, „Tauron II liga siatkarzy”. Byłyby to oficjalne nazwy rozgrywek używane we wszelkich materiałach na podobieństwo dzisiejszej Plus Ligi czy Orlen Ligi.
Dystrybucją do klubów środków spływających od spółek zajmowałby się PZPS, który kontrolowałby, czy kluby spełniają wymogi dotacji, a system nadzorowałoby Ministerstwo Sportu.
Podsumowując ten fragment – z przeprowadzeniem zmian prawnych umożliwiających wprowadzenie systemu dotacji i pozyskanie nań środków nie powinno być najmniejszych kłopotów, skoro tak łatwo przychodzi rządowi ściąganie dywidend ze spółek Skarbu Państwa…

II.

Jeśli chodzi o wykorzystanie dla pozyskania funduszy na dotacje właśnie tychże spółek, uzasadnienie wydaje się oczywiste. Bardziej powinny one służyć realizacji właśnie takich, uniwersalnych i ogólnie pożytecznych celów, niż celów lokalnych (a czymś takim jest finansowanie klubu ligowego).
Warto przypomnieć jak powstawał przemysł w tym kraju, także firmy należące wciąż – po modernizacji – do Skarbu Państwa. Jak totalitarna partia wyznaczała czytającym te słowa, ich rodzicom, dziadkom pensje nieadekwatne do wkładu i wartości ich pracy, a zagrabione w ten sposób pieniądze przeznaczano na budowę zakładów przemysłowych, przy czym wybór lokalizacji i rodzaju zakładu nierzadko nie był uzasadniony praktycznie (a dodatkowo „po drodze” część pieniędzy została ukradziona, a część zmarnowana).
Twierdzenie, że jakaś firma przynależy do jakiegoś miejsca, regionu i powinna mu służyć – jest uzurpacją. Taka państwowa firma w wystarczającym stopniu służy lokalnej społeczności dając jej miejsca pracy. Dopuszczalny jest sponsoring lokalnego klubu (przecież powyższy projekt postuluje zabranie tylko części środków), ale priorytetem powinna być pomoc ubożejącej sferze, która stanowi bazę sportu (w tym przypadku siatkówki).

Trudno znaleźć przekonujący powód, dla którego wspomniane wyżej spółki sponsorują te, a nie inne drużyny, poza tym, że zakłady tejże spółki i/lub siedziba jej władz oraz siedziba danego klubu są z tego samego miasta/regionu (a i to nie zawsze). Tylko co to za powód?
Na pewno przekonującym powodem nie jest reklama. Czy Grupa Azoty sprzeda rolnikom więcej nawozów, bo Chemik i ZAKSA wygrywają w Orlen Lidze i Plus Lidze? A nawet gdyby, to czy gorszy efekt miałoby dotarcie na koszulki kilku tysięcy siatkarek i siatkarzy oraz do setek hal w II, III i IV lidze, nierzadko w niewielkich miejscowościach? Podobnie jest z węglem, cukrem, paliwem, gazem. O koncernach energetycznych można napisać to samo, tyle że w ich przypadku trudno zrozumieć, po co w ogóle się reklamują, tak jak trudno znaleźć zwykłego człowieka, który prywatnie zmienił dostawcę energii elektrycznej… Zresztą – być może tacy są, być może reklama jest uzasadniana innymi celami, ale za każdym razem wracamy do pytania: czy w pewnym fragmencie nie mogłyby one być realizowane przez tysiące drobnych podmiotów, w niższych ligach?
A jeśli w takim sponsoringu ma chodzić o długofalowe budowanie wizerunku, marki, promocję to pytanie jest jeszcze prostsze. Kto pamięta – bez korzystania z google – jak nazywał się zespół polickich siatkarek w czasie minionej wielkości w latach 90., jakie gwiazdy w nim występowały i jakie największe sukcesy odnosił (w tym ten pierwszy – najrzadziej spotykany)?… Pewnie łatwiejsza jest odpowiedź na podobne pytania o męską ekipę z Kędzierzyna-Koźla sprzed kilkunastu lat, ale też ciekawie byłoby to sprawdzić…

Ekstraklasowe drużyny sponsorowane przez spółki Skarbu Państwa niezbyt wiele dają też rodzimej siatkówce. W swoim czasie teamy z Kędzierzyna i Bełchatowa cieszyły się powszechnym zainteresowaniem kibiców w Polsce, co na pewno było sporą wartością. Ale z drugiej strony zdarzało się, że niszczyły atrakcyjność ligi przez zdominowanie jej i wykluczenie rywalizacji. Tak samo jest teraz z Chemikiem Police – jaka przyjemność z obserwowania rozgrywek, w których być może odniesie on komplet zwycięstw, a do tej pory nie stracił nawet seta?
Jasne – nie można komuś zakazywać, żeby był bardzo bogaty i bardzo silny, ale nie powinno się tak dziać za pieniądze spółki Skarbu Państwa. I to tylko dlatego, że ta spółka ma akurat spore zyski, z których część może łatwo wydać, a osiągnięcie tych zysków pozostaje bez związku z reklamą poprzez ekstraklasową siatkówkę.
Korzyści dla reprezentacji również nie są zbyt częste. Plusem jest na pewno fakt, że dzięki Skrze zaistnieli w Polsce Daniel Castellani i Stephane Antiga, którzy trafili później do kadry (co wyjdzie z tego drugiego posunięcia jeszcze się okaże). Z drugiej strony to właśnie w najbogatszych klubach (choć nie tylko sponsorowanych przez spółki SP) zdarzały się incydentalnie rezygnacje z występów w biało-czerwonych barwach.

III.

Wprowadzenie reformy lig i systemu dotacji powinno się zbiegnąć z uporządkowaniem kilku istotnych dla rozgrywek kwestii:
1. O pierwszej – nałożeniu na kluby wymogu posiadania w składzie określonej ilości zawodni-czek/-ków młodych i wychowanków – pisaliśmy już wielokrotnie. Powinno się to także odbywać w wojewódzkich ZPS, dla III lig.
2. Najważniejszą sprawą są jednak licencje dla drużyn na udział w rozgrywkach, przede wszystkim w ich sferze finansowej – gwarancji budżetowych oraz zadłużeń. W tej chwili licencje w sprawie długów opierają się na oświadczeniach klubów o nie zaleganiu ze świadczeniami różnym podmiotom (m.in. ZUS, Urzędowi Skarbowemu, zawodnikom, trenerom, wojewódzkim ZPS). A poświadczenie jest wymagane tylko od jednego podmiotu – WZPS… Jednocześnie, niezależnie jak wiele nieoficjalnie mówi się o zaległościach różnych klubów, nie ma to żadnego przełożenia na ich egzystencję w rozgrywkach. Stal Mielec z ubiegłego sezonu jest przypadkiem drastycznym i głośnym, ale w mniejszej skali dotyczy to sporej ilości innych klubów.
We wniosku licencyjnym jest wymagane oświadczenie o braku bezspornych zaległości przekraczających 3 miesiące wobec zawodników i trenerów. Czyli – biorąc pod uwagę, że najczęstsze są 10-miesięczne umowy – w zgodzie z regulaminem  można nie wypłacić 30% pensji dla drużyny za cały sezon, a mimo to starać się o licencję i dostać ją…

Skoro rozgrywki centralne staną się bardziej elitarne i przeznaczone dla tych, których faktycznie na nie stać – łatwiejsze i bardziej uzasadnione byłoby wnikliwsze skontrolować znacznie szczuplejszego grona klubów I i II ligi.
Trzymając się sfery finansowej (bo licencje przewidują jeszcze kwestie związane z obiektami i administracyjne), kluby powinny przedstawiać komisji licencyjnej gwarancje budżetowe (czyli umowy ze sponsorami wszelkiego rodzaju, także samorządami, i/lub dokumenty świadczące o możliwości pozyskiwania środków w inny sposób, np. przez działalność gospodarczą) oraz umowy z trenerami i zawodnikami, bądź też umowy tych ludzi z innymi podmiotami pomagającymi przez ich utrzymanie klubowi (choćby umowa trenera z lokalnym MOSiR, czy uczelniane stypendium sportowe zawodnika, itp.).
Praktyka dotycząca gwarancji budżetowych i kontraktów jest w I i II lidze obecnie odmienna (zresztą one nierzadko po prostu nie istnieją…). I to także kolejny argument za reformą rozgrywek.

3. Nieodzowna jest zmiana przepisów transferowych na bardziej liberalne. Dzisiaj zawodnik zgłoszony do rozgrywek na zasadzie transferu definitywnego lub wypożyczenia ma bardzo ograniczone (zwłaszcza w pierwszym przypadku) możliwości przejścia do innego klubu. Jest to uzasadniane ideą jednej zmiany klubu w ciągu jednego sezonu.
Można to rozpatrywać na gruncie logiki i semantyki – czy jeśli ktoś porozumiał się z nowym klubem w maju/czerwcu, pod koniec lipca/na początku sierpnia zaczął w nim treningi, a rozgrywki zaczęły się na przełomie września i października, to czy zmienił klub w ciągu sezonu czy przed nim? Głównie chodzi jednak o dostosowanie przepisów do wyzwań jakie niesie rzeczywistość. Konieczna jest możliwość korekty w postaci zmiany klubu, gdyż zdarzają się zawiedzione oczekiwania (po każdej ze stron), zawirowania finansowe klubów, czy też przeróżne kłopoty życiowe zawodni-ków/-czek.
W tej chwili okienko transferowe w niższych ligach siatkarskich jest otwarte ciągle do 31 grudnia, lecz zmienić klub jest bardzo trudno. Sensowniej byłoby zamknąć je na początku października, po zakończeniu zgłoszeń składów drużyn do rozgrywek (wyjątkiem byliby zawodnicy nie zgłoszeni wcześniej i nie posiadający z żadnym klubem kontraktu), a otworzyć je ponownie na kilka tygodni w grudniu. I przede wszystkim – pozwolić na występy w dwóch zespołach (oczywiście w różnych okresach) w trakcie jednego sezonu!
Temu, aby zliberalizowane przepisy transferowe nie pozwalały na żerowanie przez zawodni-ków/-czki i ich menedżerów na klubach, służy właśnie m.in. wymóg posiadania kontraktów, które na dodatek byłyby pod kontrolą PZPS (po przedstawieniu komisji licencyjnej w Związku pozostawałaby ich kopia). To powinno wykluczyć sytuację, że pod byle pretekstem przechodzi się w grudniu tam, gdzie oferują więcej pieniędzy.

4. W tej chwili uprawnienia do sędziowania lig centralnych – wg informacji na stronie Wydziału Sędziowskiego PZPS – ma 259 arbitrów. 32 to sędziowie główni (kwalifikatorzy), 21 – sędziowie uprawnieniami prowadzenia meczów Plus Ligi, 20 – z uprawnieniami Orlen Ligi, zwykle zdarzają się też osoby, które nie mogą okresowo sędziować z różnych powodów (np. życiowych). Pozostaje jednak olbrzymia grupa ludzi, którzy w okrojonych ligach I i II nie mieliby zbyt wielu meczów; około 30, może o kilka więcej, w weekend, co daje w tym czasie zatrudnienie dla 60-70 sędziów.
To zadanie dla PZPS i jego Wydziału Sędziowskiego, który dotąd tak wielu arbitrów „naprodukował”. Rozwiązaniem jest sędziowanie rzadkie, co 2-3 tygodnie, bądź ponowna selekcja – wybór do lig centralnych grupy najlepszych, a pozostali, słabsi (co nie znaczy źli) sędziowaliby za mniejsze pieniądze (ale powiększone nieco w porównaniu ze stanem obecnym) silniejsze rozgrywki wojewódzkie. Można by zresztą oba te rozwiązania połączyć: co 2-3 tygodnie sędziowanie ligi centralnej, a w międzyczasie – ligi wojewódzkiej.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.