Na razie jest po herbacie

Być może na tegorocznych igrzyskach olimpijskich sekcja siatkówki Armatury będzie miała swoją zawodniczkę. Tyle że w… żeglarstwie. Jolanta Ogar, która w połowie ubiegłej dekady była środkową w krakowskiej drużynie, jest już siedmiokrotną mistrzynią Polski w klasie 470. Urodzona w Brzesku (jej młodszy brat Tomasz jest zresztą wyróżniającym się piłkarzem tamtejszego, II-ligowego Okocimskiego) dziewczyna to taki niespokojny duch; grała w kilku klubach na poziomie II ligi – przed Armaturą w Sandecji Nowy Sącz – żeglarstwem zajęła się przypadkowo, ale szybko zaczęła odnosić sukcesy, bo blisko wyjazdu na olimpiadę była już w 2008 roku.
Jej bardzo prawdopodobny występ w Londynie może być jednocześnie podzwonnym dla siatkówki w klubie z Zakopiańskiej. Czy raczej – „pochodzącym z ul. Zakopiańskiej”, bo w tej chwili przeżywa on klasyczne problemy wynikające z bezdomności.

To nigdy nie była potęga, ale jej przydatności nie dało się przecenić. Gromady dziewcząt z Łagiewnik, Borku, Ruczaju, Kurdwanowa, Prokocimia i Kozłówka mogły tutaj wyżyć się grając w siatkówkę. Dla wielu nie pozostała ona tylko zabawą. Najdalej zaszła Aleksandra Filip, najlepsza krakowianka w nastoletniej historii siatkówki plażowej w Polsce, a w hali – zawodniczka pierwszoligowa. Kilka innych było blisko tego poziomu, zwłaszcza Kaja Rydzyńska i Dorota Szymska – ta druga grała zresztą w amerykańskiej lidze akademickiej w barwach Austin Peay State University. Wszystkie może przebić 16-letnia Anna Bączyńska, wyselekcjonowana do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, członkini kadry narodowej kadetek.
Armatura to również dużo dłuższa lista solidnych siatkarek, które występowały w II i III lidze w lokalnych klubach. Symptomatycznym przykładem są losy dziewcząt z roczników 1993-1997, rozproszonych najbardziej (dwie trafiły nawet do MKS San Pajda Łańcut, który zapłacił kilka tysięcy za ich karty zawodnicze). Z tą grupą Armatura liczyłaby się we wszystkich konkurencjach młodzieżowych, a w kadetkach może zdobyłaby nawet mistrzostwo województwa. Za to – posklecana jesienią niemal jak pospolite ruszenie – plasuje się w tej kategorii w najniższej, siódmej lidze…

Okres największej prosperity zaczął się w połowie lat 90. Dyrektorem klubu był Tadeusz Pawłowski, trener siatkówki, który umiał zadbać o ulubioną (przez 30 lat był zawodnikiem, a potem trenerem II-ligowego Nadwiślanu Kraków oraz sędzią, m.in. w ekstraklasie) dyscyplinę. Efektywną pracę wykonywali dwaj młodzi, ambitni szkoleniowcy – Marek Mizerek i Janusz Zachara. Zespół wszedł do III ligi i od razu z pozycji beniaminka omal nie przebił się wyżej. Rok później uległ Kurierowi Muszyna, który tuż potem przemianował się w Muszyniankę i zaczynał, znaną wszystkim, drogę na szczyt.
Armaturze pod wodzą Zachary powiodło się wreszcie w 2003 roku, przez 5 lat występowała w II lidze i nigdy z niej nie spadła. Do tego w 2005 r. kadetki dostały się do turnieju finałowego mistrzostw Polski. Zimą zawsze była to najlepiej ogrzana hala w mieście, niezależnie od nieszczególnego wyglądu emanująca nastrojem swojskiej przytulności. Z najsympatyczniejszym jej przejawem – herbatką nalewaną z wielkiego gara dla wszystkich przez panią Danusię, gospodarza obiektu. – Jeśli ktoś chciał, mógł dostać herbatę albo kawę zaparzoną oddzielnie – zastrzega ze śmiechem Mizerek.

Wszystko się rozsypało w 2008 roku. Wycofanie zespołu z II ligi, później zaprzestanie użytkowania hali przy Zakopiańskiej; odcięto wtedy media ze względu na okoliczne inwestycje, które zostały ukończone, ale prądu, ogrzewania i wody nie podłączono do dzisiaj. Niewyjaśnione pozostają też kwestie własnościowe, do fragmentu działki zgłasza roszczenia osoba prywatna.
Przez lata żyliśmy z tej hali – twierdzi Mizerek. – Oczywiście, łożyły na nas zakłady „Armatura” – nasz patron, dostawaliśmy granty samorządowe, ale sporą część budżetu stanowiły wynajmy dla szkół. Teraz, bez pomocy miasta nie damy rady jej uruchomić.
Trzecioligowa drużyna trenuje w sali przy Rejtana, która jest wysoka, ale wąska i specyficznie oświetlona – kiedy jeszcze w ubiegłym sezonie odbywały się tam mecze, rywalki nazywały ją „kościołem”. W tym roku spotkania rozgrywane są w większej sali Gimnazjum nr 28 na Kurdwanowie, gdzie jednak nie da się wpuścić publiczności większej niż kilkunastoosobowa.

Zasadniczy problem jest jednak poważniejszy. W takich warunkach nie można prowadzić naboru dzieci i zajęć w początkowych grupach szkoleniowych. Od ponad trzech lat ogromna połać wschodzniego i południowego Krakowa jest niezagospodarowana. – Nie zrobimy nic nie mając własnego obiektu, z którego moglibyśmy korzystać codziennie, przez cały rok, a nie dwa razy w tygodniu, kończąc zajęcia w marcu. Z kolei wynajem hali na mecze i treningi w takim wymiarze to za duże obciążenie finansowe. Już nie mówię o sprzęcie, wyjazdach na turnieje, obozy… – tłumaczy Piotr Pawłowski. Do klubu, jeszcze jako chłopca, przyprowadzał go tata. Przygodnie grywał tam w siatkę lub kosza, ale kiedy podrósł zaczął pomagać przy organizacji meczów i turniejów młodzieżowych, prowadził stronę internetową sekcji. Zrobił papiery instruktorskie i sam zaczął trenować młodzież. Dziewczęta z rocznika 1995 to jego wychowanki.

Zespół kadetek powstał jesienią, żeby zaznaczyć, że młodzież w klubie jeszcze istnieje (zresztą w pewnej mierze utrzymują go rodzice, płacąc po 40 złotych miesięcznej składki). Natomiast drużyna seniorek radzi sobie całkiem nieźle, zajmując trzecie miejsce w III lidze. Jest w niej parę „armaturzanek” i kilka zawodniczek z innych klubów – przede wszystkim z Wisły – które ostatnio pozostawały bez przydziału. Relacje Armatury i krakowskich drużyn, zwłaszcza Wisły i AZS UEK (sponsorowanego notabene w tym sezonie przez Grupę Armatura S.A.) zawsze były zawikłane. Z jednej strony, zarzucała innym kaperowanie jej siatkarek, z drugiej – za niektóre inkasowała sowite ekwiwalenty (choćby pełne, regulaminowe 15 tysięcy za Filip i Szymską). Z trzeciej: bodaj kilkanaście byłych wiślaczek przewinęło się przez zespół z Zakopiańskiej, począwszy od Doroty Gawryluk, która zawitała tam w połowie lat 90.

Tadeusz Pawłowski przeszedł już na emeryturę, Janusz Zachara jest kierownikiem Studium WF Uniwersytetu Rolniczego. Zostali Mizerek i Pawłowski junior. Mogą liczyć na życzliwość dyrektora klubu, Andrzeja Zagaty – byłego piłkarza Armatury, który jeszcze niedawno udanie prezentował się w futsalowej ekipie Kupczyka Kraków. Kiedy ten ostatni wycofał się z ekstraklasy, Zagata namówił jednego ze sponsorów, firmę „Darkomp”, na pomaganie siatkarkom.
Gdyby jednak udało się przebić do baraży o awans do II ligi (obecne miejsce daje taką możliwość – z puli rezerwowej) trzeba by ruszyć „po prośbie” o sfinansowanie udziału w turniejach. A gdzie środki na ewentualny start w II lidze, hala spełniająca wymogi licencyjne na tym poziomie? Nad takimi sprawami Marek Mizerek, jeden z kilku zaledwie w małopolskiej siatkówce trenerów I klasy, nie ma czasu się zastanawiać. Po meczu musi opłacić sędziów, pozbierać piłki, poskładać siatkę i słupki. Jak się jest w gościach, salę należy zostawić bez zarzutu.
PAWEŁ FLESZAR

O ostatnim meczu ligowym siatkarek Armatury można przeczytać TUTAJ

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*