Nadgarstki nigdy nie zamarzają

Koszykarze Sokoła Łańcut na starcie Nowego Roku i 2. rundy I ligi pokonali Znicz Pruszków, 84:66, co było przygrywką do następnego, ekscytującego meczu z GTK Gliwice.

W sobotnie popołudnie zrazu najwięcej (a chwilami wszystko) zależało od Jerzego Koszuty. Wychodził wysoko w górę i strzelał w środek obręczy, a opuszczając parkiet dla złapania oddechu miał na koncie 11 punktów, na tablicy zaś świeciło się 24:17 (wcześniej nawet 19:10). Już z ławki „Jerry” mógł oglądać, jak nieustępliwi pruszkowianie zbliżają się na 27:24 (powracający po ponaddwumiesięcznej pauzie Mateusz Szwed, do wtóru syreny), na początku II części wyrównują, a potem odpowiadają koszem za kosz.
To niewygodna drużyna; grają szybki basket wsparty rzutem z dystansu. Dobrze, że nic więcej im nie wpadło, bo mogliśmy mieć poważniejsze problemy –  analizuje trener gospodarzy, Dariusz Kaszowski.
Atutem gości był również wysoki i ciężki Damian Cechniak, który zaliczył dziewięć zbiórek w ataku, w tym aż siedem do przerwy. Poważną przeprawę miał z nim Rafał Kulikowski. – Kawał konia, że nie powiem dosadniej. Te „witki” ma takie długie, chyba dłuższe nawet niż Maciek Klima. Taki wypadł z kociołka – obrazowo opisuje center Sokoła. – Nawet gdy udało się go zastawić, to wybierał piłki zza kołnierza. Czy mam siniaki? Nie, to w porządku chłopak, bił się fair.
Ostatecznie rodzimy, łańcucki „Koń” wyszedł z pojedynku zwycięsko: z double-double, czterema asystami i nagrodą MVP. – Jeden z lepszych występów? Najlepszy! – zwierza się Rafał. – Mam nadzieję, że teraz już dobrze mi pójdzie, bo miałem w tym sezonie kiepskie chwile. Słabo grałem – byłem sfrustrowany. Chciałem się przełamać, nie wychodziło – frustracja jeszcze większa. A gdy myślałem, że przychodzi poprawa – dopadła mnie kontuzja uda, a później złamany nos. Teraz jest już wszystko OK ze zdrowiem, nawet z maski szybko zrezygnowałem. Niewygodna, ogranicza widoczność, a jak ktoś dobrze przyłoży, to nawet mimo niej znowu mi go złamie.

W Zniczu nie mógł zagrać chory Adrian Kordalski, niedawno klub wypożyczył też Marcina Warmiaka do II-ligowej ekipy Shmoolky Warszawa. W Sokole we wtorek skręcił nogę Marek Zywert, na dolegliwości pleców skarżył się w tym tygodniu Maciej Klima.
W czwartek obaj trenowali już z dużymi obciążeniami. Zywert ma usztywnioną nogę, odczuwa dyskomfort, ale powinien sobie poradzić – mówił przed spotkaniem Kaszowski. Nie wpuścił obu w podstawowym składzie, ale wysłał na plac jeszcze przed upływem pierwszej kwarty. Marek zameldował się wjazdem ze zwodem sygnalizowanego podania do skrzydła w trakcie dwutaktu, a potem kilka ich wspólnych akcji z Klimą, bądź jego rzutów, napędzało miejscowy team. Tak na przykład zrobiło 39:33, a po kontrze w tempie treningowej, trzyosobowej „krzyżówki”, zwieńczonej podaniem Koszuty do Marcina Sroki – 43:33.
Zywert i Klima wywindowali też rezultat do 79:62, kiedy na trzy minuty przed końcem zniknęły ostatnie wątpliwości. – Czy liczyliśmy tu na jakieś zdobycze? Jak zawsze. Nie dzielimy ligi na Sokoła i Legię oraz zespoły, z którymi można wygrać – deklaruje szkoleniowiec przyjezdnych, Marek Zapałowski. – Wszędzie walczymy o zwycięstwo. Wynik mówi jednak wszystko; Sokół był lepszy, bo to klasowa, doświadczona drużyna. Żałuję tylko rozmiarów porażki, bo na to nie zasłużyliśmy. Niestety, dobrą pracę w obronie zniweczyliśmy stratami. Zbyt prostymi stratami.

Minionej nocy w niektórych miejscach Łańcuta temperatura spadła nawet do -26 stopni. Siarczysty mróz odprowadzał kibiców na mecz (-18) i do domu po jego zakończeniu (-20). Można było też zobaczyć takie obrazki, jak szeroka struga wody, wypływająca zazwyczaj rurą ze Stawu Browarnego, teraz w bielusieńkiej postaci utrwalonej.
Warunki pogodowe jednak tylko trochę uszczupliły lokalną widownię i w niczym nie zakłóciły funkcjonowania koszykarzy obu ekip. Choćby tak precyzyjnego mechanizmu, jak nadgarstek prawej ręki, spełniający decydującą rolę przy rzucie, zwłaszcza z daleka. Opisywaliśmy już jak w półdystansie działał on u Koszuty. Wspólnie z Alanem Czujkowskim i Andrzejem Paszkiewiczem zanotował też na wstępie komplet czterech udanych prób zza łuku. Po 10 minutach Sokół miał 4 z 6 „trójek”, a Znicz – 3 z 5. Po pierwszej połowie – odpowiednio – 5 z 9 i 5 z 12.
Później skuteczność spadła, ale ciągle trafienia z obwodu znaczyły istotne zmiany rezultatu. Dwa strzały Jacka Balawendra i dobitka Kulikowskiego po trzecim i 63:47. Dwukrotnie celnie Tomasz Madziar i 64:54 na koniec trzeciej odsłony oraz 72:58 w trakcie czwartej. A po wspomnianej „trójce” Zywerta, ostatnią z dziewięciu sokolich dołożył Sroka – na 84:64.

Palmę efektowności odebrał jednak Krzysztof Krajniewski, który dostał awaryjnie piłkę na ósmym metrze przy uciekającym czasie 24 sekund, zrobił zwód wejścia w prawo (obrońca wiedział, że nie może się zbliżyć, bo tamten już wcześniej minął go wzdłuż linii) i w tym rytmie wyskoczył dziurawiąc siatkę. Drugie (a może pierwsze) najładniejsze zagranie też należy do Krzyśka, który w płynnej sekwencji ruchów na końcowym pasie boiska wybiegł na obwód, zabrał się z podaniem, objechał jednego przeciwnika, a drugiego oszukał zawisając na moment pod tablicą i zamiast sprzed „dziury”, wrzucił piłkę do środka zza niej, lewą ręką.
Trener jednak bardziej chwalił go za uratowanie dwóch sytuacji w defensywie, w tym – blokiem na bardzo wysokim pułapie.
Kolejna I-ligowa konfrontacja w hali łańcuckiego MOSiR odbędzie się już 14 stycznia i zapowiada się jako jedna z najciekawszych w II rundzie, gdyż zjawi się tutaj plasujący się w ścisłej czołówce GTK Gliwice.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – ZNICZ BASKET Pruszków 84:66 (27:24, 22:14, 15:16, 20:12)
Sędziowali: Adam Krasuski, Grzegorz Szeremeta, Krzysztof Krajewski. Widzów: 700.
SOKÓŁ: Koszuta 19 (1×3, 6 zb, 2 prz.), Sroka 13 (2×3, 2 prz.), Kulikowski 11 (13 zb., 4 as.), Czujkowski 5 (1×3), Szymański 4 oraz Zywert 10 (2×3, 4 as., 2 prz.), Klima 9 (8 zb., 4 as.), Krajniewski 7 (1×3), Balawender 6 (2×3, 2 prz.), Czerwonka, Buszta, Inglot. Trener: Dariusz Kaszowski.
ZNICZ: Paszkiewicz 13 (3×3, 4 as.), Cechniak 9 (10 zb., 3 bl.), Stopierzyński 6, Kierlewicz 5 (1×3), Cetnar 3 (3 prz.) oraz Madziar 13 (2×3, 4 zb.), Tokarski 8, Ornoch 7 (2×3), Szwed 2 (6 zb., 2 prz.), Rajkowski. Trener: Marek Zapałowski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.