Nadziei maleńka orkiestra

Poważnie osłabiony AGH Kraków zaskakująco pokonał Biofarm Basket Poznań, 83:73, ograniczając jego szanse na występ w play off I ligi koszykarzy.

Najłatwiej i najpewniej można poprawić sobie nastrój podnosząc poziom cukru – to prosta reakcja chemiczna. Człowiek nie byłby jednak w stanie zjeść aż tyle czekolady, aby z optymizmem spojrzeć na dzisiejsze perspektywy akademickiego teamu, pozbawionego trzech podstawowych zawodników: Tomasza Zycha, Iwana Wasyla i Macieja Koperskiego. W środę bez nich uległ w Lesznie różnicą 39 punktów, a w tym roku do dzisiaj – w różnych zestawieniach personalnych – zwyciężył tylko dwukrotnie w 12 meczach. Poznaniacy w tym samym okresie osiągnęli bilans 8-4, odprawiając m.in. czołowych I-ligowców: Sokoła Łańcut, Astorię Bydgoszcz i GKS Tychy.
To tyle, jeśli chodzi o teoretyczne rozważania, które w sobotnie popołudnie tak różniły się od rzeczywistości, jak rozmowa telefoniczna od kontaktu niewerbalnego. – Czemu nie odbierasz komórki, dzwonię do ciebie i dzwonię – trener Biofarmu, Paweł Blechacz żartobliwie powitał rozgrywającego AGH, Artura Włodarczyka, swojego byłego podopiecznego z Trefla Sopot i Kotwicy Kołobrzeg. Na parkiecie „Włodar” przekazał mu więcej, niż nawet taka gaduła jak on mogłaby powiedzieć przez telefon. Arkusz statystyczny ujął wprawdzie tylko dwa przechwyty do przerwy, ale piłek, które wytrącił przeciwnikom, przepchnął dalej było sporo więcej. Dał również drużynie potężną porcję energii, a wraz z Konradem Mamcarczykiem pokierowali jej poczynaniami.

Niewiele jest konfrontacji wyjazdowych, na które nie dotarła w ślad za akademickim zespołem Zofia Flasińska, pełniąca społecznie funkcję jego kierownika. Do niedawna w bagażniku swojego nissana woziła akcesoria dla kibiców, którzy ewentualnie mogli się tam zjawić: bęben, trąbki, flagi. Niekiedy jacyś bywali obecni na wyjazdach, w hali przy Piastowskiej zaś funkcjonuje nawet coś w rodzaju fan-clubu, a w bęben wali syn trenera przygotowania fizycznego AGH, Piotra Biela, siedmioletni Marek, który góralski temperament i krzepę odziedziczył po tacie.
Często jednak kibicowała sama. W kwietniu ubiegłego roku, w Ostrowie Wlkp., nie przestawała bębnić, krzyczeć i trąbić, nawet kiedy krakowianie przegrywali 29 pkt w trzeciej kwarcie, a 18 – przed rozpoczęciem czwartej. Taka maleńka orkiestra nadziei z piosenki Bułata Okudżawy. Miejscowi kibice kpili z niej i dogryzali, a potem jej ulubieńcy odrobili wszelkie straty. – Nigdy tego nie zapomnę – zwierzała się.
– Takiej woli walki chyba jeszcze dotąd nie widziałam –
powie dzisiaj po ostatnim gwizdku.
Michał Borówka już do przerwy miał 4 przechwyty, Bartłomiej Podworski wyhamował Adama Metelskiego, bardzo dobre zmiany dali Tomasz Deja i Damian Dyrda, ale przebił ich Bartosz Czerwonka. „Trójka”, „trójka”, wreszcie znalazł się w izolacji na lewym półskrzydle z blisko dwumetrowym Maciejem Rostalskim, poczarował go chwilę na koźle i wcelował z 7,5 metra ponad jego wyciągniętą ręką.
Kiedy świeżo upieczony mistrz Polski juniorów U-20 i jeden z bohaterów finałów, Patryk Kędel zaliczył akcję 2+1, a wkrótce dowartościował ją trafieniem zza łuku, zrobiło się aż 42:24.
Wynik pierwszej połowy (44:29) ustalił spadający na plecy „Mamcar”, rzucając jednorącz z pułapu półtora metra nad boiskiem. Byłoby to zagranie meczu, gdyby w czwartej kwarcie Dyrda nie złapał w powietrzu „niedolota” kolegi i nie umieścił go w koszu tyłem!

W tamtym czasie tylko eksplozywny Mateusz Bręk dotrzymywał kroku gospodarzom, a ekstraklasowy wyjadacz Marcin Flieger, który pognębił ich w grudniu w Poznaniu, tym razem zanotował pusty przebieg, połowę ze wstępnych dwudziestu minut spędzając na ławce po złapaniu dwóch szybkich przewinień.
W trzeciej odsłonie rządził jednak niepodzielnie, dyrygując partnerami, zdobywając 13 „oczek”, w tym trzykrotnie za trzy, w trudnych pozycjach. Wtedy też zaczęli się prowokować słownie z trenerem miejscowych, Wojciechem Bychawskim, co po zakończeniu spotkania przerodziło się w długą wymianę „komplementów” na środku boiska.
Rezultat brzmiał 60:57 i wydawało się, że rozpędzający się goście połkną „Agiehowców” w ostatniej dziesięciominutówce.

Zosia (nikt inaczej o niej nie mówi) jest absolwentką Akademii Górniczo-Hutniczej, córką pracowników naukowych uczelni, grała w kosza w jej reprezentacji, ogarnia gros spraw organizacyjnych pierwszoligowego teamu, obsługuje jego stronę internetową i fanpejdż na FB, a niedawno wraz z kilkoma innymi osobami urządziła ośmiodrużynowy turniej finałowy MP U-20. Śmieje się jednak, że najlepiej odnajduje się w zbieraniu po meczu pustych plastikowych butelek, od czego zresztą zaczynała karierę tutaj. Za bramą ośrodka przy Piastowskiej jest natomiast programistką i menedżerem zespołu informatyków obsługujących olbrzymi szwajcarski bank – UBS.
A gdyby ktoś miał wątpliwości, czy uprzejmej i nieco nieśmiałej dziewczynie wystarczy twardości i charakteru w zarządzaniu grupą ludzi, rekrutowaniu kandydatów do niej, kontaktach z przedstawicielami banku i zatrudniającą ich bezpośrednio firmą outsourcingową, pozbędzie się ich słysząc któryś z wygłaszanych charakterystycznym, mocnym głosem, zgryźliwych komentarzy. Choćby taki: „Odważna decyzja, panie sędzio! Tak jest, przeciwnikom też można gwizdać faule!”.
Twardość, charakter i nieustępliwość dały również sukces jej ekipie w czwartej kwarcie. Włodarczyk z takim zapamiętaniem gonił piłkę, że nie zdołał się zatrzymać przed ścianą, wbiegł z rozpędu na drabinki, a spadając zdarł banner reklamowy. Po drugiej stronie hali impet wyrzucił Czerwonkę na kolana kibica. Kilka innych podań jednak przejęli i zapoczątkowali kontry. Dzięki nim oraz „trójkom” Artura i Konrada przewaga wzrosła do 10-12 pkt i taka pozostała, mimo że poznaniacy wyszli w obronie na 3/4 placu. Na niespełna dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem spadł za pięć przewinień Mamcarczyk, ale Kędel doniósł lay-up’a, a Dyrda, Czerwonka i Włodarczyk pewnie egzekwowali osobiste. 74:64, 76:64, 78:66, 80:68, 81:71, 83:73.

Do finału sezonu zasadniczego pozostały dwie kolejki, po nich „Agiehowcy” zagrają o utrzymanie. Nie mniej istotna walka toczy się w innej sferze – czy zdołają wrócić na parkiet Wasyl, Koperski i Zych (on w tym tygodniu zaczął już ćwiczyć „na kontakcie”).
W tej chwili zajmują przedostatnie miejsce w tabeli, ale Zosia Flasińska ma nadzieję, że uda się wspiąć na 13. – Trzeba wygrać dwa pozostałe spotkania. Wierzę też, że inne wyniki się ułożą i będziemy mieli atut własnego boiska w play out – przekonuje.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – BIOFARM BASKET Poznań 83:73 (24:18, 20:11, 16:28, 23:16)
Sędziowali: Dariusz Nejman, Paweł Baran i Grzegorz Szeremeta. Widzów: 220.
AGH: Mamcarczyk 15 (2×3, 6 zb., 2 prz.), Włodarczyk 13 (1×3, 6 prz., 4 as.), Kędel 13 (2×3), Podworski 3 (5 zb.), Borówka 2 (5 prz.) oraz Czerwonka 15 (3×3, 8 zb.), Deja 13, Dyrda 9, Jakubek, Pachołek. Trener: Wojciech Bychawski.
BIOFARM: Kurpisz 15 (1×3, 14 zb, 2 bl.), Bręk 14 (5 zb.), Flieger 13 (3×3, 3 prz.), Jankowski 12 (2×3, 4 zb.), Metelski 2 (2 bl.) oraz Tomaszewski 7 (1×3), Rostalski 6 (11 zb.), Samsonowicz 2, Gruszczyński, Lewandowski 2, Czyż. Trener: Paweł Blechacz.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.