Napastnika szukam, może być pół

Piłkarze krakowskiej Wisły długo nie mogli sobie poradzić na własnym stadionie z Piastem Gliwice, aż po raz kolejny zwycięstwo – 2:0 – dał im w końcówce Carlitos.

Jedno z powiedzonek profesora Walerego Pisarka, wybitnego znawcy komunikowania masowego i języka mediów, brzmi: „Nie ma tekstu, który skrócony o połowę nie zyskałby 100 procent na wartości”. W Ośrodku Badań Prasoznawczych Uniwersytet Jagiellońskiego wykształcił tysiące studentów politologii i dziennikarstwa, w maju skończył 86 lat, a już w połowie ostatniej dekady XX wieku długa siwa broda nadawała mu wygląd patriarchalny. To jednak tylko przebranie starszego pana noszone z konieczności przez człowieka o żywym rozumie, poczuciu humoru i otwartości intelektualnej. Ale nawet te cechy nie pozwoliłyby mu strawić sprawozdania z pierwszej połowy dzisiejszego meczu dłuższego niż jedno-dwuzdaniowe. Można wprawdzie wymieniać wszystkie oddane wówczas z obu stron strzały, ale po co, skoro żaden nie był groźny: albo mijały z daleka bramki, albo leciały wprost w golkiperów.
Wiślacy z uporem godnym lepszej sprawy posyłali ze skrzydeł wysokie dośrodkowania w pole karne, ale nie mieli tam specjalistów od walki w powietrzu. Wreszcie, w 44. minucie, piłka dotarła do Carlitosa; ten opanował ją wywijając nogą niemal na wysokości głowy i w podobnie ekwilibrystyczny sposób strzelił. Brakło mu jednak siły i dokładności, więc bez kłopotu sprostał wyzwaniu Jakub Szmatuła.

W drugiej połowie na boisku ciągle powstawały emocje, jakich doznawał profesor Pisarek, oddając się swemu hobby – wędkarstwu. Po stanowiskach dziennikarskich krążyły ponure żarty w stylu: „Dzisiaj i tak sporo się dzieje w porównaniu z Cracovia – Jagiellonia sprzed tygodnia. Wtedy w 80. minucie nie miałem jeszcze prawie w ogóle relacji”.
Przez ponad kwadrans po przerwie gliwiczanie prezentowali się nieco odważniej, niż wcześniej, więcej czasu spędzali po drugiej stronie linii środkowej. – Trudno pogodzić się z porażką, bo z przebiegu spotkania nie byliśmy gorsi, a często to my prowadziliśmy grę – komentuje ich trener, Dariusz Wdowczyk, który zawitał na obiekty przy Reymonta po raz pierwszy, odkąd przestał tu pracować w listopadzie ubiegłego roku. – Brakło jednak walki, zadziorności.
Najładniejszy strzał wśród gości oddał Konstantin Vassiljev – lewą nogą pod poprzeczkę, lecz udanie interweniował Michał Buchalik. Więcej niezłych prób zanotowali miejscowi; przede wszystkim Kamil Wojtkowski, który szarpnął i przymierzył tuż obok spojenia oraz Maciej Sadlok, którego uderzenie po ziemi wyłapał Szmatuła. Najlepszą okazję natomiast mógł mieć Zoran Arsenić, gdyby nie dał się zablokować na środku „szesnastki”.
Te i inne usiłowania nie przekonywały jednak, że stać ich dzisiaj na sukces. – Kiedy mija wiele tygodni bez zwycięstwa, zawodnicy tracą pewność siebie, z czego bierze się między innymi obawa przed podejmowaniem ryzyka – wyjaśnia Kiko Ramirez, szkoleniowiec Wisły, która wygrała poprzednio w derbach, 12 sierpnia. – Mam nadzieję, że ten mecz posłuży odzyskaniu wiary w siebie.

W tym roku ukazał się film reklamowany jako ciepła komedia o uczuciach – przyjaźni i miłości – w którym najładniejsza dziewczyna umiera. Ktoś powinien spotkać się w ciemnej uliczce ze scenarzystą i wytłumaczyć mu ręcznie, co to jest konwencja. Na szczęście, rozumieją to wiślacy i tworząc w gatunku „thriller” pozostają wierni niepisanej umowie z widzami. To była trzecia z rzędu konfrontacja, kiedy pokonali Piasta w końcówce i piąta (4 w Lotto Ekstraklasie i 1 w Pucharze Polski) rozstrzygnięta w takich okolicznościach w tym sezonie. Do tego dochodzi nieudana pogoń w ostatnich chwilach starcia w Zabrzu i remis wyrwany im przez Lechię Gdańsk w 79. minucie w Krakowie.
W głównej roli na ogół obsadzany jest Carlos Lopez. W sobotni wieczór, kilka minut przed ostatnim gwizdkiem, minął jednego z przeciwników, a kiedy Dario Rugasević wystawił nogę, aby wybić mu futbolówkę – z premedytacją fiknął na niej, arbiter zaś po wzrokowej konsultacji z liniowym podyktował rzut karny.
Z powodzeniem wyegzekwował go sam Carlitos, choć Szmatuła wyczuł jego intencje i przez moment miał piłkę na ręce. Bramkarz nie popisał się za to przy drugim golu, kiedy Hiszpan gonił dobre, ale wyrzucające podanie Wojtkowskiego i kropnął z ostrego kąta, trafiając tuż przy słupku.
W tym okresie przyjezdni byli już tylko niemymi statystami. – Proszę o pół napastnika! Nie całego, ale pół! – teatralnie błagalnym tonem powiedział później ich opiekun.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – PIAST Gliwice 2:0 (0:0)
Bramki: Carlitos 89 k, 90. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Żółte kartki: Sadlok, Wojtkowski – Sedlar, Papadopulos, Dziczek. Widzów: 10 822.
WISŁA: Buchalik – Cywka, Arsenić, Gonzalez, Sadlok – Llonch (62. Wojtkowski), Basha (77. Perez) – Ze Manuel, Imaz (69. Brożek), Małecki – Carlitos. Trener: Kiko Ramirez.
PIAST: Szmatuła – Konczkowski, Pietrowski, Sedlar, Rugasević – Żivec, Vranjes (90. Hebert), Dziczek, Valencia – Vassiljev – Papadopulos (46. Jankowski). Trener: Dariusz Wdowczyk.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.