Nawet na lidera można wrzasnąć

Siatkarze AGH AZS Kraków są dziewiątą drużyną, która nie poradziła sobie z hegemonem Krispol Ligi, Camperem Wyszków, ale we własnej hali urwali mu seta, a byli bliscy zdobycia punktu.

– Gratulacje dla Krakowa! – witał się po meczu trener gości, Jan Such.
– Niestety, nie grałem.
– Ale mieszkasz tu, piszesz o nich, to możesz być przedstawicielem i przyjąć – żartował. – A ja już wiem, jak to się stało, że wygrywali tie-breaki, wyciągali od 0:2 do 3:2. Walczą strasznie i w sumie dobrze grają.
– To oni podkręcili obroty od drugiej partii, czy wy spuściliście z tonu, poluzowaliście serwis?
– Więcej serwisów zepsuliśmy w drugim secie, ale nie zagrywaliśmy lekko. Oni się podnieśli, prezentowali coraz skuteczniejszą siatkówkę. To był dla nas najtrudniejszy mecz w sezonie!
Z początku miał taki nie być, bo wyszkowianie bombardowali zza linii końcowej, odrzucając przyjmujących AGH niekiedy aż na 9. metr. Odbierane piłki nie dolatywały do siatki i nie były do niej wystawiane, więc przeciwnicy bez trudu podbijali ataki i kontrowali. Nieźle z ich blokiem radził sobie Grzegorz Surma, ale miejscowi sami nie mogli zatrzymać skrzydłowych Campera – raz skoczyli we dwójkę Sebastianowi Wójcikowi, a ten uderzył po skosie w 3. metr.
Było 2:5, 5:8, 6:10, 7:12, 9:15. Przy 11:15 Such wziął czas, jego podopieczni zdobyli cztery punkty z rzędu, potem jeszcze Jakub Peszko zaskoczył asem-skrótem, a Jakub Kowalczyk zamknął sprawę z krótkiej. 15:25.

– Zmiana obrazu gry od drugiego seta wynikała może nie tyle z serwisu czy przyjęcia, ale z wcześniejszego braku pobudzenia w naszej drużynie – analizuje Jakub Kosiek, który wówczas czekał jeszcze na swoją szansę i podczas każdej przerwy przemierzał biegiem szerokość boiska. – Potem pojawiło się więcej energii, chłopaki zaczęli – że tak powiem – wrzeszczeć na tamtych, zyskali więcej pewności siebie.
Niezależnie od przyczyn, skutkiem był bliższy niż dotychczas kontakt – 0:2, 1:3 (najładniejsza akcja środowego wieczoru: Bartosz Zrajkowski skacząc twarzą zwróconą do siatki w 2/3 jej długości rzucił piłkę przez prawe ramię piłkę do 6. strefy, a Peszko zbijał bez bloku), 3:6, 7:9, 9:13, 11:13, 13:14 – aż Michał Dzierwa wyrównał asem na 15:15.
Przy 17:18 na zagrywkę wszedł Patryk Łaba, który przed tygodniem zaczął normalne treningi po poważnej kontuzji kolana. Posłał ją w siatkę, a Igor Walczykowski kontrę przy 18:20 – w aut. Od razu jednak zrehabilitował się „czapą” i dwoma atakami;  od 21:21 do 24:24 był remis bądź „oczko” przewagi przyjezdnych. Akademicy mieli okazję odwrócić tę tendencję, bo dostali piłkę praktycznie „darmo”, lecz przez gapiostwo nie skonstruowali kontry, a potem dotknęli taśmę. 24:25 i po bloku Campera – 24:26.

Trzecią odsłonę, podobnie jak w Szczecinie, w podstawowym składzie zaczął Kosiek, ale zrazu nic nie wskazywało na obrót zdarzeń podobny do sobotniego (od 0:2 do piątego zwycięskiego tie-breaka w sezonie). Po dominacji Kowalczyka i Łukasza Kaczorowskiego w polu serwisowym, a reszty wyszkowian nad siatką zrobiło się 2:8.
Kolegów pociągnął Surma, który od 3:9 do 9:11 zdobył 4 punkty ścięciami ze skrzydła i pipe’a oraz dobitką. Gdy „Kosa” włączył do ofensywy Dzierwę było już 14:15, dalej 14:17, 17:18. Krakowianie nie mogli znaleźć recepty na wejścia środkiem Kowalczyka, za to po aucie Kaczorowskiego na tablicy zaświeciło się 20:20.
Następnych 14 akcji oba zespoły podzieliły, co drugą, po połowie, gospodarze obronili w tym cztery meczbole, aż wreszcie Grzegorz Gnatek nie pobiegł do skrzydła i zafundował „glebę” Maciejowi Główczyńskiemu. Prowadzenie 28:27 było drugim dzisiaj dla AGH (po 1:0 na inaugurację spotkania), a po chwili mieli już pierwsze dwupunktowe – przejście linii 3. metra Kaczorowskiego oznaczało rezultat 29:27 i czwarty dopiero stracony set Campera w tym sezonie.
Mógł być i piąty, a przy okazji i pierwszy punkt, bo „Agiehowcy” wystartowali od 3:0, później zaś z mniejszym lub większym powodzeniem gonili – z 5:7 na 7:7, z 10:13 na 12:13, z 14:18 na 17:18, z 18:20 na 20:20. Na 21:21 „Kosa” kiwnął jedną ręką za plecy, jednak wówczas stuprocentowo skuteczny dzisiaj na krótkiej Patryk Akala zepsuł podanie, rywale wyblokowali Dzierwę i Kaczorowski skontrował, a Peszko przyładował asa – z całej siły w linię końcową. 21:24 i 22:25 po złym serwisie Kośka.

– Widać było ich większą rutynę: w końcówce potrafili świetnie serwować, a my popełnialiśmy błędy – żałował Kuba, zgadzając się jednak, że przez te sukcesy w tie-breakach ich team bardzo okrzepł. Sam jednak z pokorą podchodzi do swojej roli, mimo drugiej z rzędu bardzo dobrej zmiany. – Znam swoje miejsce w szeregu; Daniel Górski jest bardziej doświadczony, ja mogę się uczyć pewnych rzeczy od niego – zaznacza. – To pierwszy sezon, w którym tak długo stoję w „kwadracie”, zdarzyło się nawet osiem setów z rzędu, kiedy nie pojawiłem się na parkiecie, ale cały czas się rozgrzewam, bo chcę pomóc w razie potrzeby.
Swoje marzenia ma również starszy od Kuby o 45 lat Jan Such. – Są plany, że będziemy podnosić dach hali i zgłosimy się do Plus Ligi. Chciałbym, żeby jeszcze jeden zbudowany przeze mnie zespół wystąpił w ekstraklasie, a wtedy mogę iść na emeryturę – zwierza się wybitny zawodnik i trener, o którego niebanalnej karierze można poczytać TUTAJ.
PAWEŁ FLESZAR

O powrocie Patryka Łaby po kontuzji można przeczytać TUTAJ.

AGH AZS Kraków – CAMPER Wyszków 1:3 (15:25, 24:26, 29:27, 22:25)
Sędziowali: Mariusz Fiutek i Benedykt Cieślik (Sosnowiec). Widzów: 170.
AGH: Górski, Halaba 5 pkt, Szalacha 1, Dzierwa 22, Surma 19, Akala 6 oraz Głód (l), Małysza 1, Gnatek 4, Łaba, Walczykowski 3, Kosiek 3. Trener: Andrzej Kubacki.
CAMPER: Zrajkowski 3, Peszko 17, Kowalczyk 10, Kaczorowski 23, Wójcik 15, Główczyński 12 oraz Sobczak (l), Szulik, Woroniecki, Faryna, Rutecki. Trener: Jan Such.

Komentowanie zablokowane.