Nie dla szkoleniowców taki mecz

Piłkarze Wisły Kraków tak jak przed tygodniem nie wykorzystali świetnych okazji do odniesienia zwycięstwa, ale odmiennie niż wtedy – teraz, w spotkaniu z Ruchem Chorzów, musieli ratować jeden, a nie trzy punkty. Ostatecznie przy Reymonta padł remis, 2:2.

Gospodarzom zdarzały się akcje zbyt misterne, które przy n-tym podaniu musiały skończyć się przejęciem przez przeciwników, ale też źle rozwiązane. W krótkim czasie, od 28. minuty trzy okazje miał Łukasz Garguła – po dwóch pudłach trzecia była najlepsza, ale bramkarz odbił nogami jego strzał z 12 metrów. – Zamiast ładować „pod ladę”, niepotrzebnie próbował technicznie – kręcił głową szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”, Franciszek Smuda. – Jedyny plus, że sytuacje są.
Zdarzały się i wcześniej, i później. Paweł Brożek dostawał podania w uliczkę w 10. (od Łukasza Burligi) i 61. minucie (od Semira Stilicia), ale każdorazowo przegrywał pojedynki z bramkarzem. Do tego przeprowadził błyskotliwą akcję tuż po przerwie: po przyjęciu na klatkę piersiową szarpnął lewą stroną i kopnął w długi róg – kibice już podnieśli ręce w górę, lecz piłka minimalnie minęła słupek. Jak natomiast zmarnował dośrodkowanie Emmanuela Sarkiego w 81. minucie, pewnie nie wie nawet on sam, w każdym razie z dwóch metrów główkował niecelnie.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

– To był bardzo dobry mecz dla kibiców i bardzo ciężki, nerwowy dla trenerów; dużo było błędów, zwłaszcza taktycznych, niewykorzystanych sytuacji – spuentował prowadzący Ruch, Jan Kocian. Jego podopieczni też mogli rzucić rywali na deski. Przy stanie 1:1 wyszli we trójkę z kontrą, Grzegorz Kuświk dostał od Bartłomieja Babiarza futbolówkę „na egzekucję”, ale spatałaszył.
Z kolei były wiślak Marek Zieńczuk, przy prowadzeniu gości 2:1, stojąc samotnie przed byłym chorzowianinem Michałem Buchalikiem, starał się go pokonać techniczną podcinką, ale tamten pewnie złapał.
Do tego doszło sporo strzałów, głównie z dystansu, najdokładniejsze w wykonaniu Macieja Sadloka i Łukasza Surmy. A także trafienie Brożka (lob nad Kamińskim po rykoszecie) – nieuznane, gdyż poprzedzone odgwizdaną jako rzut wolny ręką zawodnika przyjezdnych.

Niektóre gole na powyższym tle wypadło trochę blado. Pierwszy to karny za faul Marcina Malinowskiego na Macieju Jankowskim, wykorzystany przez Rafał Boguskiego płaskim uderzeniem w środek bramki. Wyrównanie było efektem finezyjnego podania piętą Babiarza, ale ale i błędu Buchalika, który odsłonił Danielowi Dziwnielowi bliższy róg.
Zaskakujące 1:2 padło po nieudanej akcji Tomasza Zająca (który generalnie zaliczył niezły występ), długim podaniu i strzale Michała Efira w długi róg z 16 metrów, mimo asysty doświadczonych stoperów Wisły. Najefektowniejsze było drugie wyrównanie – centra Sadloka i szczupak „Brozia”, po którym piłka wylądowała niemal pod poprzeczką.
– Mam nadzieję, że z Lechią przełamiemy tę niemoc – mówił później Smuda. Krakowski zespół podejmie gdańszczan w najbliższą niedzielę, 17 sierpnia, o g. 18.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – RUCH Chorzów 2:2 (1:1)
Bramki: Boguski 18 k, Brożek 83 – Dziwniel 43, Efir 73. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Brożek – Malinowski, Zieńczuk. Widzów: 5783.
WISŁA: Buchalik – Burliga, Głowacki, Dudka, Sadlok – Uryga (55. Sarki) – Garguła (69. Zając), Jankowski, Stilić, Boguski – Brożek. Trener: Franciszek Smuda.
RUCH: Kamiński – Helik (56. Kuś), Malinowski, Stawarczyk, Dziwniel – Kowalski (77. Włodyka), Surma, Starzyński, Babiarz, Zieńczuk – Kuświk (68. Efir). Trener: Jan Kocian.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.