Nie ma to jak z siostrą

Następczynią Katarzyny Nadziałek w Karpatach Krosno zostanie najprawdopodobniej Aleksandra Mikołajewska, która w minionym sezonie reprezentowała PKCh PWSZ Tarnów.

– Na dziewięćdziesiąt kilka procent powinna być u nas; nasz prezes porozumiał się z jej menedżerem, pozostało podpisanie umowy – opowiada trener Karpat, Dominik Stanisławczyk. Dotąd w jego zespole występowała dwa lata starsza od Oli – Ewelina Mikołajewska. Pierwsza jest rozgrywającą, druga skrzydłową, teraz powinny stworzyć w drużynie siostrzany duet.
– Z Eweliną też osiągnęliśmy ustne porozumienie i najprawdopodobniej u nas zostanie. Atmosfera będzie jeszcze bardziej rodzinna – żartuje.

Trzymając się tej konwencji, można stwierdzić, że jest to najgruntowniej przetestowana siatkarka w Karpatach (a i w innych klubach takie sytuacje właściwie się nie zdarzają). Wszak Aleksandra przez niemal dwa miesiące – w listopadzie i grudniu ubiegłego roku – uczestniczyła w treningach krośnianek. – Wcześniej nie wypaliła jej gra w innych klubach i pozostawała u siebie Malborku. Akurat mieliśmy przerwę na święto, Ewelina pojechała do domu, a wróciła już z siostrą – wspomina Stanisławczyk. – Wtedy oczywiście nie traktowałem tego jak testy, bo mieliśmy jej pozycję obsadzoną, ale zgodziłem się jej pomóc. Ćwiczyła z nami, Ewelina przygarnęła ją do siebie, na mieszkanie. Ale faktycznie przez ten czas dobrze poznałem umiejętności siatkarskie Oli i jej charakter.
W drugiej połowie grudnia młodsza Mikołajewska została zaproszona na testy do Tarnowa. Spodobała się, szybko, niemal „za pięć dwunasta”, załatwiono niezbędne formalności i od początku stycznia reprezentowała PKCh PWSZ w II lidze. Po zakończeniu sezonu jednak zakomunikowała w klubie, że chciałaby spróbować sił w wyższej klasie.

Urodziła się w 1994 r., mierzy 180 cm, jest wychowanką Orła Malbork i absolwentką sosnowieckiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. W SMS, w sezonach 2011-13, poznała smak I ligi. Znajdowała się też na ogół w reprezentacjach kraju w kategoriach młodzieżowych, lecz tutaj nierzadko była „tą trzecią”.
Jest leworęczna, lubi uderzać z drugiej piłki, co obok wysokiego – jak na tę pozycję – wzrostu upodabnia ją do Katarzyny Nadziałek, która właśnie odchodzi z Karpat do ekstraklasowej Nafty Piła. – Liczę, że pokaże się również w bloku, którym Kasia zdobywała mnóstwo punktów – mówi Stanisławczyk.
Aleksandra w tej chwili to jeszcze nie ten „rozmiar kapelusza” co starsza koleżanka, ale przecież Nadziałek dopiero w Krośnie wystrzeliła formą. Wcześniej z macierzystego KSZO Ostrowiec Św. często była wypożyczana – do Politechniki Radom i Tomasovii. – U nas też zaczęła średnio, ale potem grała coraz lepiej, ostatnio już super – ocenia trener. – Była kapitanem i mam wrażenie, że ta funkcja też jej pomogła w progresie.

W „Mieście Szkła” trwa kompletowanie składu. Jak twierdzi Dominik Stanisławczyk, przełom maja i czerwca zawsze jest w klubie okresem niepewności, co do finansów i personaliów: – Nie wiadomo, na jaki budżet będziemy mogli sobie pozwolić. Czy będzie nas stać, żeby drużyna siatkarzy występowała także w I lidze, kiedy dostanie taką okazję od PZPS.
Przesłanką optymizmu jest natomiast przeszłość, w której na ogół wyniki przerastały skromne warunki. Choćby w minionym sezonie, kiedy żeński zespół zajął po play off drugie miejsce na zapleczu ekstraklasy, gdy budżet i startowy potencjał plasował go raczej na piątym. Karpatki miały nawet trzy sposobności awansu do Orlen Ligi (w finale, barażach z Naftą i turnieju w Bydgoszczy), ale to już były za wysokie progi.
– Mam nadzieję, że to ciągle będzie nasza szansa: ściąganie młodych, zdolnych, ambitnych dziewczyn z niższych lig, które tutaj się rozwiną, a i my na tym zyskamy sportowo – podsumowuje krośnieński szkoleniowiec.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.