Nie wiedzieli jak zagadać

W derbach Krakowa, przy ul. Kałuży, Cracovia pokonała w ostatnich sekundach Wisłę, 1:0. Dla „Białej Gwiazdy” była to trzecia prestiżowa porażka w ciągu dziewięciu dni.

Finisz był niezłym podsumowaniem tego przeciętnego piłkarsko meczu, za to dostarczył mnóstwo emocji. Brakowało sześciu sekund do upływu doliczonych dwóch minut, kiedy debiutujący w T-Mobile Ekstraklasie stoper gości, Richard Guzmics w łatwej sytuacji wyekspediował futbolówkę za siebie, zamiast w pole. Z rzutu rożnego dośrodkował Mateusz Cetnarski, Miroslav Covilo skoczył z większym wyczuciem niż rywale, precyzyjnie główkując, a Michał Buchalik zdołał trącić tylko piłkę palcami. Ta odbiła się od słupka i przekroczyła linię, na złość rozpaczliwie próbującemu ją łapać golkiperowi, a sędzia odgwizdał płynnie gola i koniec spotkania.

Ostatnio w Krakowie pojawiły się graffiti kanalizujące kibicowską antypatię w żartach. Bodaj najzabawniejszy brzmiał: „Wisła w sumie lubi Cracovię, ale nie wie jak zagadać”. W tym meczu z kolei dużo wyżej notowani (gdyby wygrali, wróciliby na fotel lidera) wiślacy nie mieli koncepcji, jak pokazać gospodarzom swoją wyższość. Poczynając od decyzji trenera Franciszka Smudy, który wystawił dzisiaj dwóch defensywnych pomocników – Alana Urygę i Dariusza Dudkę. Ta zachowawcza taktyka znalazła odzwierciedlenie w postawie drużyny, która miała przewagę w posiadaniu piłki, ale niczego sensownego z nią nie zrobiła. Maciej Sadlok zrazu uderzył z dystansu, ale trochę zaskoczony Krzysztof Pilarz sparował, a w 20. minucie uruchomił po własnym przechwycie Pawła Brożka, który bardzo zgrabnie zabrał się z podaniem, lecz jego kopnięcie po ziemi złapał bramkarz.
Po obu stronach było parę źle rozwiązanych kontr (zwłaszcza Boubacara Dialiby i Macieja Jankowskiego), mnóstwo walki oraz sporo chaosu i fauli z tej walki wynikających.

Druga połowa zaczęła się od niecelnych prób Cracovii (podanio-strzał) i Wisły (główka), a na następne wyraziste momenty trzeba było czekać do 77. minuty, kiedy celności już nie zabrakło, ale… specyficznej. Oto Sadlok trafił w polu karnym w Brożka, a poprawka Wilde-Donalda Guerriera obiła Rafała Boguskiego, który sam wówczas uderzył – nad poprzeczką.
Trzy minuty potem Deniss Rakels wbiegł w pole karne, wycofał spod linii końcowej do Dawida Nowaka, jednak na ósmym metrze zablokował napastnika Arkadiusz Głowacki.
Przy późniejszej przewrotce Nowaka brawa należą się tylko za decyzję i umiejętności gimnastyczne, a przy akcji Mariusza Stępińskiego – za przebojowość (zbiegł z lewego skrzydła, zwiódł obrońcę „łamiąc” kierunek do środka, po czym fatalnie spudłował).
Dla Wisły było to ukoronowanie czarnej serii: w poprzednią niedzielę uległa u siebie w konfrontacji na szczycie Legii Warszawa, a w środę odpadła z Pucharu Polski po wyjazdowej porażce z Lechem Poznań. Cracovia natomiast dzięki trzem punktom zyskała odrobinę dystansu nad strefą spadkową, która zaczęła się do niej niebezpiecznie przybliżać.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – WISŁA Kraków 1:0 (0:0)
Bramka: Covilo 90. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Sadlok, Burliga. Widzów: 14 114.
CRACOVIA: Pilarz – Rymaniak, Żytko, Marciniak – Szeliga (54. Dąbrowski) – Deleu, Covilo, Kapustka (73. Cetnarski), Budziński (68. Nowak), Dialiba – Rakels. Trener: Robert Podoliński.
WISŁA: Buchalik – Burliga, Głowacki, Guzmics, Sadlok – Dudka, Uryga, – Jankowski (69. Guerrier), Stilić, Boguski (79. Stępiński) – Brożek. Trener: Franciszek Smuda.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.