Nie za starzy na rock and rolla

Koszykarze Sokoła Łańcut utrzymują się na fotelu lidera I ligi, po tym jak dopisali sobie dzisiaj szóste zwycięstwo – a czwarte wyjazdowe – z Pogonią Prudnik, 88:75.

Obie ekipy mają kłopoty zdrowotne. Kontuzja ścięgna achillesa wykluczyła Tomasza Nowakowskiego, przewlekły uraz biodra dręczy też Karola Szpyrkę (ale na jego pozycję niedawno został pozyskany Aleksander Filipiak). Sokół stracił Michała Sadło, który zerwał w Stargardzie więzadła krzyżowe kolana.
Jego koledzy zaczęli tak, że ziemia się trzęsła. Szukali Marka Zywerta, który odwdzięczył się 7 punktami przy stanie 4:9. Rafał Kulikowski przekozłował pół boiska, zapakował oburącz, i tak rozochocił się nową rolą, że wkrótce przymierzył za trzy, a potem zatańczył pod obręczą i trafił „kelnerskim”. Pod koszem skuteczny był Maciej Klima, błyskawicznie do kontr wybiegał Bartłomiej Karolak, a na tablicy świeciło się 7:25.
– Bardzo źle weszliśmy w ten mecz, co później przełożyło się na szarpaną grę – analizuje Grzegorz Mordzak. – A gdy zmniejszaliśmy różnicę, przydarzyły się pudła lub straty.

Kapitan Pogoni rozegrał w niedzielne popołudnie 623. mecz na poziomie ekstraklasy i jej zaplecza, a opierając się na świetnej stronie plkhistory.ugu.pl – na koncie, włącznie z dzisiejszymi, ma 7749 punktów.
Druga (albo i trzecia), znacznie młodsza żona, drogi, wydłużający to i owo, sportowy samochód, czy dwudziestoletnia dziewczyna są dla mężczyzn bez fantazji i wyobraźni. Receptą Grześka na kryzys wieku średniego jest 22. sezon w seniorskiej koszykówce (17. w I lidze, 5 wyżej), a czterdzieste urodziny obchodził zimą na parkiecie. Kiedy w ubiegłym roku znany dziennikarz, Łukasz Cegliński spytał go o sposób na utrzymanie formy, odparł: „Piję po pół”. Teraz mawia, że biega, aby nie przytyć. Przed przyjściem Filipiaka notował w tym sezonie średnio blisko pół godziny i ponad dziesięć „oczek”.
Pytany o niektóre fakty z kariery żartuje, że nie pamięta, co robił poprzedniego dnia. Nie zapomniał natomiast charakterystycznych, celowych ruchów, wyczucia basketu, wyprostu ramienia i zamknięcia nadgarstka. Jak zawsze – wysuwa daleko język podczas gry. Pewnego razu rywal uderzył go łokciem; „Mordziaty” przegryzł sobie język na wylot, w dwóch kolejnych szpitalach miał zakładane szwy (pierwsze się poluzowały). – Najgorsze, że niedługo byłem na przyjęciu i mogłem tylko pić przez rurkę – opowiada ze śmiechem. – A normalnie lubię sobie podjeść. Stosuję „dietę kiwi”: jem wszystko oprócz owoców kiwi.
Po jego wejściu Pogoń podniosła się z klęczek. Trzykrotnie zameldował się z półdystansu, sędziowie wprawdzie odgwizdali mu rolowanie, kiedy wykonał jeden ze swoich popisowych numerów mijając obrońcę, za to w trzeciej kwarcie dołożył „trójkę”. – Wygrywamy i przegrywany drużyną, więc nie ma za co chwalić – unika komplementów. – Nie jestem zadowolony ze swojej postawy. Frustruje mnie trochę uraz prawego łokcia, muszę brać blokadę.

Koszulkę najlepszego egzekutora ubrał Tomasz Prostak. Prawie nie mylił się na obwodzie, dołożył coś z kilku metrów i penetracjami. Przewaga gości topniała, mimo że starał się ripostować Marek Zywert, a bardzo udaną zmianę dał Adrian Warszawski, który jedną z akcji zaczął „czapą” pod swoim koszem, a zamknął dobitką pod przeciwnym.
Po piętnastominutowej przerwie Prostak nie zostawił skuteczności w szatni. Piątą „trójką” zmniejszył zapis do 45:50, a u łańcucian pozacinała się większość funkcjonujących dotąd elementów. – Siadła trochę gra, za szybkie konstruowaliśmy akcje, zamiast zrobić to spokojnie i dobić ich – przyznaje Karolak.
Po zespołowej kolacji w restauracji mieszczącej się nad prudnicką halą „Obuwnik” jeden z miejscowych kibiców odkleił się od baru. – Słuchaj, skąd ty się wziąłeś?! Bo nie jesteś już taki młody… A tak grasz! – potykając się na sylabach indagował postarzanego przez brodę 25-letniego Bartka, który dotąd występował w II lidze. – Szok! Pozytywny szok.
W najtrudniejszym dla Sokoła momencie Karolak zaczął celować z dystansu jak na ćwiczeniach, a przeprowadzając gruntowny lifting wyniku na 59:74 – z 24 pkt teamu sam zdobył 16. – Wcześniej Marek trafiał, nie trzeba było się podłączać – odpowiada z humorem, pytany, dlaczego wcześniej nie oddawał nawet rzutów. – Na tym między innymi polega drużynowość. A przecież koledzy też pomagali.

W konfrontacji zdominowanej przez młodziaków ciągle o uwagę dopominali się ludzie, którym, tak jak Mordzakowi, śpiewał swoją metaforyczną piosenkę Ian Anderson z Jethro Tull: „Jeśli jesteś zbyt młody, żeby umrzeć, to nigdy nie jesteś za stary na rock and rolla”. 34-letni prudniczanin, Piotr Zieliński z powodzeniem wbijał się pod „dziurę”, a nadzieje jego ekipie odebrał o rok starszy ojciec dwóch synów, Maciek Klima, który trafił zza łuku na 61:79. Potem już rządził Kamil Zywert, umiejętnie i długo przytrzymując piłkę.
– Kto by się spodziewał takiego dobrego startu? Jestem bardzo zadowolony! – cieszy się Bartłomiej. – Żal mi tylko Michała, mojego współlokatora.
W najbliższy weekend Sokół pauzuje, gdyż mecz z Kotwicą odbył awansem, dwa tygodnie temu. Ponownie wyjdzie na parkiet 4 listopada, o g. 17.30, podejmując Biofarm Basket Poznań.
PAWEŁ FLESZAR

Meritumkredyt POGOŃ PRUDNIK – SOKÓŁ Łańcut 75:88 (11:25, 22:19, 20:16, 22:28)
Sędziowali: Janusz Kiełbiński, Michał Pogon i Mirosław Wysocki. Widzów: 400.
POGOŃ: Zieliński 18 (6 zb.), Strzelecki 11, Krajniewski 4 (8 zb., 2 prz.), Wielechowski 2, Filipiak 1 oraz Prostak 27 (5×3, 6 zb., 5 as., 3 prz.), Mordzak 9 (1×3), Bogdanowicz 2 (2 prz.), Krawiec 1, Czyżewski. Trener: Maciej Maciejewski.
SOKÓŁ: M. Zywert 23 (2×3, 3 prz.), Karolak 20 (4×3, 6 zb.), K. Zywert 13 (7 as.), Kuligowski 11 (1×3, 7 zb., 2 prz.), Klima 9 (1×3, 6 zb., 4 prz.) oraz Warszawski 5 (2 prz.), Włodarczyk 4, Inglot 3 (1×3), Parszewski. Trener: Dariusz Kaszowski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.