Nienasycony w sercu głód

Podpromie gotowało się od emocji, walki i dopingu, ale siatkarze Skry Bełchatów okiełznali nastroje i nie wpuścili Asseco Resovii do szóstego z rzędu finału Plus Ligi.

O losach półfinału w dużej mierze przesądziła jego pierwsza odsłona, gdy w niedzielę Skra rozbiła rzeszowian 3:0. – To był mecz idealny. Przez całą karierę czekałem na coś takiego i nie wiem, czy to jeszcze kiedyś powtórzę. Gdyby wtedy postawić naprzeciwko nas europejskich tuzów, mieliby bardzo ciężko – ocenia z lekką egzaltacją Bartosz Kurek, wybrany trzy dni temu MVP. – Jadąc tutaj wiedzieliśmy jednak, że czeka nas droga przez mękę.
Zrazu trakt wydawał się dość gładki, bo wspólnie z innym resoviakiem, Nikołajem Penczewem dali swojej drużynie przewagę 8:12, ale później Bartek dwie piłki wyrzucił w aut, Bułgar trafił w taśmę, Marcin Możdżonek zatrzymał Mariusza Wlazłego, a Marko Ivović – próbującego kiwać Nicolasa Uriarte. Było 18:15, a szkoleniowiec gości, Philippe Blain miał już wykorzystane dwie przerwy i challenge. Po chwili jednak o drugi czas musiał prosić jego miejscowy odpowiednik, Andrzej Kowal, bo ciągnięci przez Uriarte i Srecko Lisinaca goście wyrównali na 19:19. Gdy wrócili na boisko, kontrę sfinalizował Bartosz Bednosz, który pojawił się za Penchewa na fragment przy serwisie swojego zespołu.
Przejście, Bułgar melduje się na placu, ale natychmiast dostaje „czapę:, Ivović bije ze skrzydła i z pola serwisowego, John Gordon Perrin wyblokowuje Wlazłego, a Jochen Schoeps tak ładuje o ręce przeciwników, że piłka leci daleko za linię końcową. Wystawa na przełamanie wędruje do Wlazłego, ten uderza i… challenge bierze sędzia pierwszy, Maciej Twardowski. Okazuje się, że bełchatowianin spudłował. 25:21.

Wielka konfrontacja, to wielkie dramaty, także personalne. Wszak po dwudziestu paru akcjach kontuzji doznał libero Resovii, Damian Wojtaszek, który nie pojawił się już na parkiecie.
To również wielkie szachy trenerskie. Blain zażądał challenge’u po zakończeniu pierwszego seta. Wykazał on jednak, że nie było dotknięcia siatki u miejscowych. Kowal zrewanżował się challenge’em już przy stanie 0:1 w drugiej partii i obrócił go na 1:0.
Jego podopieczni prowadzili jeszcze 5:3, gdy Perrin przebił się przez trójblok, lecz trzy asy Kurka zmieniły zapis na 5:9. Sekwencja obron i kontr przyniosła przyjezdnym rezultat 8:14. Różnica zmniejszała się wprawdzie do 14:17 i 16:18, ale najpierw przerwał gospodarzom Karol Kłos, a potem Penczew i Wlazły trzepnęli po ich dłoniach. 16:20, a kiedy wpadła bezpośrednio w boisko obrona tego ostatniego – 17:22. I 19:25, mimo że Resovia, podobnie jak w poprzedniej części, popełniła tylko trzy błędy.
Odtąd natomiast miała grać bez żadnego marginesu tolerancji, bo kolejny stracony set eliminował ją z finału.
– Bałbym się wskazywać, które momenty były dzisiaj kluczowe. Wynik tak zmieniał się w obie strony… Mecz bardzo długo trzymał w napięciu – uważa Wlazły, kapitan Skry.
W trzeciej odsłonie widać to było najjaskrawiej. 0:3, 2:3, 4:6, 7:6, 13:12, 13:15, 16:15, 16:17, 18:19. Rzeszowianie jednak jeszcze raz wyrwali prowadzenie, Thibault Rossard dołożył asa, a Ivović przelatując od środka do antenki, przełożył ręce i zaskakująco zatrzymał Wlazłego. 21:19 i odtąd do 25:21 ponad 4,5 tysiąca ludzi dopingowało na stojąco. Grzmot był taki, że zagłuszył nawet piski pewnych pań z sektora widzów z zaproszeniami, które przy długich wymianach zachowywały się jak dziesięciolatki oglądające pierwszy w życiu horror.
O bezpieczeństwo rezultatu zadbali Rossard (8 punktów w tym okresie, 7 z 9 w ataku) oraz czujni przy siatce Możdżonek i Bartłomiej Lemański.

Wiosną 2014 roku broniąca tytułu mistrzowskiego Resovia walczyła w półfinale z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Przystępowała do niego z uprzywilejowanej pozycji, ale poniosła dwie porażki we własnej hali, a na domiar złego straciła najlepszego zawodnika Olega Achrema, który zerwał więzadła w kolanie. Znalazła się w czarnej dziurze, zatkanej czarnym kamieniem. Nie dawano jej szans. Zwyciężyła jednak dwukrotnie na wyjeździe, a przed piątym spotkaniem, na Podpromiu kibice wywiesili wielki transparent: „Nigdy nie lekceważ serca mistrza”.
Wydawało się, że teraz, w innych okolicznościach i warunkach, niektóre aspekty tej historii mogą się powielić. Wszak rzeszowianie podnieśli się po klęsce w Łodzi, a w środowy wieczór radzili sobie z poważnymi opresjami. W czwartym secie prowadzili 7:4, a kiedy Kłos strzelił ze środka w sędziego z chorągiewką – 13:11.
Challenge potwierdził jednak, że Kurek zanotował piątego dzisiaj asa (13:13), Piotrowi Nowakowskiemu odgwizdano podwójną przy sytuacyjnej wystawie (13:14), Uriarte upolował podaniem Ivovicia (15:17), Bartosz zaś wszedł z pipe’a w tempie podwójnej krótkiej. Los wymykał się się z rąk gospodarzy. – Zostawiliśmy tu, ile mogliśmy, całe serducho, ale to nie wystarczyło. Zadecydowały niuanse – kręci pochyloną głową niepocieszony Fabian Drzyzga, w krótkiej rozmowie powtarzając kilkanaście razy słowo „szkoda”. W tej fazie kilka razy wybrał źle i rozegrał niedokładnie, a Rossard i Ivović rozbili się o ścianę rąk. 16:21, 17:21, 17:25. Po raz pierwszy od 2011 roku głód awansu do finału pozostał nad Wisłokiem niezaspokojony.

Trybuny pustoszały, na tie-breaka wyszli głównie rezerwowi. Na placu został jednak Kurek i przyklepał swoją drugą z rzędu nagrodę MVP. – Starałem się po prostu robić to, czego w danym momencie potrzebowała moja drużyna. Co by było, gdyby w czwartej partii znowu inicjatywa nam uciekła? Zagralibyśmy „złotego seta” i w nim poszukalibyśmy naszej szansy – odpowiada z ogromnym spokojem.
Jego team podejmie w finale ZAKSĘ w środę, 19 kwietnia, o g. 18, a w niedzielę, 23.4, o g. 20 zmierzy się z nią w Kędzierzynie.
Natomiast Resovię pierwsza konfrontacja o „brąz” czeka we wtorek, 18.4, o g. 18, w Jastrzębiu-Zdroju, rewanż zaś zaplanowano na niedzielę, 23.4, na g. 17.30.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – SKRA Bełchatów 2:3 (25:21, 19:25, 25:21, 18:25, 8:15)
Sędziowali: Maciej Twardowski (Radom) i Szymon Pindral (Kielce). Widzów: 4600.
RESOVIA: Drzyzga, Perrin 14 pkt, Możdżonek 8, Schoeps 5, Ivović 12, Nowakowski 5 oraz Wojtaszek (l), Masłowski (l), Lemański 1, Dryja, Rossard 13, Jaeschke 2, Tichacek. Trener: Andrzej Kowal.
SKRA: Uriarte 4, Penczew 13, Lisinac 9, Wlazły 17, Kurek 23, Kłos 10 oraz Piechocki (l), Milczarek (l), Bednorz 5, Marcyniak, Gladyr 3, Janusz, Szalpuk. Trener: Philippe Blain.

Komentowanie zablokowane.