Niepełne deja vu Lenczyka

Wisła uległa w ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy Śląskowi Wrocław 0:1, więc dzisiejsi rywale zostali mistrzami Polski. Krakowianie kończą sezon na siódmym miejscu.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

„Złotego” gola zdobył w 51. minucie Rok Elsner – po wrzutce Sebastiana Mili ze strefy środkowej przeskoczył Cezarego Wilka i główkując z 12 metrów trafił tuż przy słupku. Potem długo nie działo się nic ożywczego, pomijając kilka strzałów z dystansu – głównie w wykonaniu Patryka Małeckiego – padających łupem golkiperów. Nie zmieniła tego czerwona kartka, jaką otrzymał w 80. minucie obrońca gości Krzysztof Wołczek. Został ukarany za dwa tyleż chamskie co głupie faule – najpierw kopnął w głowę leżącego Gervasio Nuneza, bo chciał trafić w piłkę, nad którą żaden z przeciwników nie miał kontroli, a później „skosił” blisko środka i linii bocznej Maora Meliksona.
Aż tu nagle, w doliczonym czasie, po centrze Andraża Kirma, debiutujący w ekstraklasie Łukasz Rojewski doszedł do główki na 5. metrze na wprost bramki, lecz nie uderzył czysto futbolówki, która poleciała w bok, a wrocławianie za chwilę mogli cieszyć się z mistrzostwa.

W pierwszej połowie również nie grzały się długopisy notujących. W 6. minucie było trochę rozważań, bo Piotr Celeban zablokował nogami Cwetana Genkowa, ale piłka przeszła pod nim i dotknęła jego ręki. Później Łukasz Gikiewicz z Milą rozgrzewali niezbyt mocnymi strzałami Siergieja Pareikę i zrobili to tak dobrze, że kiedy z ośmiu metrów kopnął Cristian Omar Diaz (po akcji Gikiewicza z Waldemarem Sobotą) – Estończyk błysnął refleksem.
Trochę gorzej poszło mu przy uderzeniu Diaza z dystansu w 25. minucie, bo „wypluł” futbolówkę i ratował się z opresji w starciu z Sobotą. Był wówczas górą, lecz odniósł kontuzję kostki, w efekcie której w drugiej połowie musiał zastąpić go Milan Jovanić.
Przed przerwą Wisła miała jeszcze okazję, kiedy po strzale Łukasza Garguły podobnie do Pareiki zachował się Marian Kelemen, ale Genkow startując do dobitki szybko się przewrócił.

2 maja 1978 roku, na tym samym, ale wyglądającym zupełnie inaczej, stadionie wiślacy świętowali mistrzostwo Polski po pokonaniu Arki Gdynia 2:0. Cieszył się także ich szkoleniowiec… Orest Lenczyk, który na powtórzenie tego sukcesu czekał aż do dzisiaj. Choć bywał bardzo blisko – np. w 2001 roku, kiedy odszedł z Wisły wiosną zostawiając drużynę na pierwszej pozycji (i niedługo zdobyła ona tytuł pod kierownictwem Adama Nawałki), czy w 2007, gdy jego GKS Bełchatów stracił mistrzostwo wskutek porażki Legii Warszawa z Zagłębiem Lubin w ostatniej kolejce.
Zawsze jednak był takim samym, najbarwniejszym trenerem w Polsce: nieco ekscentrycznym, trochę kontrowersyjnym, często kostycznym, zwykle dowcipnym, na ogół pokazującym żywą inteligencję.

Tak wyrazisty człowiek zdobył „złoto” z drużyną – zwłaszcza wiosną – bez wyrazu, co pokazało również dzisiejsze spotkanie. Tylko co powiedzieć w tym kontekście o ekipie „Białej Gwiazdy”, która w mijającym sezonie przegrała u siebie aż sześć z piętnastu meczów, dwa zremisowała, natomiast z siedmiu zwycięstw, tylko dwa były różnicą większą niż jednego gola…
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – ŚLĄSK Wrocław 0:1 (0:0)
Bramka: Elsner 51. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Czekaj, Małecki, Wilk – Gikiewicz, Mráz, Wołczek. Czerwona: Wołczek (80. – za drugą żółtą). Widzów: 22 627.
WISŁA: Pareiko (46. Jovanić) – Jirsák, Sobolewski, Czekaj, Núnez – Wilk (81. Kirm) – Iliev, Melikson, Garguła (87. Rojewski), Małecki – Genkow. Trener: Michał Probierz.
ŚLĄSK: Kelemen – Wołczek, Celeban, Pawelec, Mráz – Elsner, Kaźmierczak, Mila – Sobota (83. Socha), Gikiewicz (90. Sztylka) – Díaz (73. Cetnarski). Trener: Orest Lenczyk.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Skomentuj