Niewyjściowe skarpetki Karaczanakowa

Cracovia odpadła z Pucharu Polski, gdyż uległa na własnym stadionie Jagiellonii Białystok, 0:1, tracąc gola w kuriozalnych okolicznościach.

Nie da się napisać, że czwarta drużyna Lotto Ekstraklasy podejmowała lidera, gdyż w porównaniu z ostatnią kolejką Jacek Zieliński wymienił pięciu zawodników, a Michał Probierz dziesięciu. – Gdy ludzie się dowiedzieli, jaki będzie skład, już nas skreślali; twierdzili, że odpuściliśmy puchar i przyjechaliśmy po najniższy wymiar kary. A ja znam tych chłopaków z treningów i wiem, co potrafią. Pokazaliśmy, że umiemy dobrze wychodzić z piłką – triumfował szkoleniowiec gości.
To jego podopieczni mieli inicjatywę w pierwszej połowie, choć po niecelnym strzale Karola Mackiewicza z powietrza, w 8. minucie, niemal aż do przerwy czekali na kolejne dobre okazje. Za to nastąpiła od razu cała sekwencja, ale Krystian Stępniowski udaremnił próby Mackiewicza, Karola Świderskiego i Dmytro Chomczenowskiego, uderzenie Macieja Górskiego odbiło się od obrońcy, a Jonatana Strausa było minimalnie niecelne.

Proszeni o komentarz członkowie drużyny i sztabu szkoleniowego Cracovii kręcili głowami, twierdząc, że nigdy nie zetknęli się z taką sytuacją, jaka przydarzyła się na starcie drugiej odsłony. Anton Karaczanakow, który stał przy linii, aby wejść na boisko na zmianę, został cofnięty przez sędziego, gdyż nie był ubrany w regulaminowe skarpetki w kolorze getrów. Musiał wrócić po nie do szatni. – Piłkarskie jaja – zgodził się Zieliński z sugestią jednego z dziennikarzy. – Karaczanakow wyszedł do zmiany w japonkach – ironizował, denerwując się brakiem profesjonalizmu podopiecznego. – Oni są teraz uczuleni na takie rzeczy, a nie na to, że komuś łamią nogi – irytował się na arbitrów, nawiązując do niedawnego faulu na Damianie Dąbrowskim.
Będący w osłabieniu krakowianie skupili się w nieco bezładnej gromadzie, jakby czekali na bułgarskiego kolegę, tymczasem Tomasz Wajda gwizdnął, rozpoczynając grę. Akcja „Jagi” lewą stroną, Mackiewicz płasko podał w pole karne, rywale wprawdzie spieszyli już na ratunek, ale Świderski uniknął interwencji Huberta Wołąkiewicza i po ziemi kopnął do siatki.

Ta część była znacznie ciekawsza. Petarda Marcina Budzińskiego z 33 metrów ostemplowała poprzeczkę, w wielu przypadkach jednak najważniejsze podanie gospodarzy – nawet jeśli było bardzo pomysłowe (dwukrotnie piętą) – wędrowało do któregoś z przeciwników. A Erik Jendrisek, stojąc na 11. metrze na wprost bramki… nie trafił w piłkę.
Kilka razy jednak zakotłowało się w „szesnastce” przyjezdnych. Sposobność zrehabilitowania się miał w 78. minucie Karaczanakow, którego prostopadłym podaniem wypuścił Słowak, jednak strzał Bułgara w długi róg odbił Damian Węglarz. – Zniechęcali go; mówili, że mały, a on mierzy 188 centymetrów. Chciałbym być jego wzrostu. I dobrze broni – komplementował swojego golkipera Probierz.
Jeszcze pochlebniejsze recenzje zebrał najlepszy w szeregach „Pasów” Stępniowski, który w drugiej połowie stanął na drodze uderzeniom Damiana Szymańskiego i Mackiewicza, a przede wszystkim Świderskiego – w filmowej paradzie łapiąc w obie dłonie futbolówkę bitą górą z rzutu wolnego. Ale też to Stępniowski personalnie jest najbardziej stratny na odpadnięciu Cracovii z PP, gdyż broniłby w nim dalej, a pokazał, że zasługuje na szanse.
– Szkoda, bo nie musieliśmy dzisiaj przegrać. Puchar jest dla nas historią, a nadzieje i oczekiwania były duże – kwituje Zieliński.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – JAGIELLONIA Białystok 0:1 (0:0)
Bramka: Świderski 46. Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec). Żółte kartki: Ferrareso, Budziński, Litauski, Covilo – Chomczenowski, Góralski. Widzów: 4281.
CRACOVIA: Stępniowski – Deleu, Litauszki, Wołąkiewicz, Ferraresso – Wdowiak (46. Karaczanakow), Covilo, Dimun (79. Steblecki), Jendrisek – Cetnarski (58. Szczepaniak), Budziński. Trener: Jacek Zieliński.
JAGIELLONIA: Węglarz – Sołowiei, Szymonowicz, Tomelin (43. Wasiluk), Straus – Szymański, Góralski – Chomczenowski (83. Czernych), Górski, Mackiewicz – Świderski (70. Romanczuk). Trener: Michał Probierz.

Komentowanie zablokowane.