Nikt już w rękę nie całuje

Piłkarze krakowskiej Wisły zremisowali u siebie z Ruchem Chorzów, 1:1, a wynik meczu został ustalony jeszcze przed upływem kwadransa. I wszystko stało się za sprawą Osmana Chaveza.
Zaraz w 2. minucie Pavel Sultes wbiegł w pole karne, a Honduranin kopnął go w głowę, w niezrozumiały sposób próbując wybić piłkę, która była na wysokości 1,5 metra, tuż przy przeciwniku. Sultes już do końca paradował w pończosze przytrzymującej opatrunek, a „jedenastkę” na gola  zamienił Filip Starzyński. – Osman zrobił to w swoim stylu – nie owijał w bawełnę trener „Białej Gwiazdy”, Tomasz Kulawik. – To było jak strzał obuchem w głowę, ale najpierw Chavez się obudził, a potem jego gol nas poderwał i zaczęliśmy grać piłką.
W 14. minucie Łukasz Garguła dośrodkował z wolnego z prawej strony, jeden z chorzowian zbyt krótko wybijał futbolówkę głową, na linii pola karnego uderzył ją z powietrza, po koźle, Rafał Boguski, stoper z Hondurasu zaś na piątym metrze zmienił jej lot, pakując do bramki.

Starzyński ładnie przymierzył jeszcze z rzutu wolnego, z trzydziestu metrów trafiając w wierzchnią część poprzeczki. Z kolei wspomniane operowanie piłką przez wiślaków zaowocowało dwoma groźnymi strzałami: Emmanuela Sarkiego, płasko zza „szesnastki”, tuż obok słupka, oraz Patryka Małeckiego, po dryblingu, w długi róg – obroniony przez Michala Peskovicia.
„Mały” kilka razy pokazał się też po przerwie, choć bez wymiernego efektu. – Bardzo dobrze wprowadził nas w drugą połowę, ale jego akcjom brakło dogrania – komentuje szkoleniowiec gospodarzy.
Większe zagrożenie stworzyli napastnicy Ruchu, górujący szybkością nad krakowskimi stoperami. W 63. minucie Sultes uciekł Arkadiuszowi Głowackiemu, jednak w pojedynku lepszy był Michał Miśkiewicz. Kilkanaście minut później sam na sam z golkiperem znalazł się Maciej Jankowski, ale Chavez zatrzymał go tyleż ryzykownym co skutecznym wślizgiem. – „Jankes” miał na nodze piłkę meczową, ale jak się okazuje, od tego jeszcze daleko do piłki w siatce – kręci głową opiekun chorzowian, Jacek Zieliński.

Jeszcze Marko Jovanović, który wystąpił po przerwie (Kulawik: „Dałem odpocząć Pawłowi Stolarskiemu, bo zaliczył trzy mecze na wysokich obrotach”) zaprezentował zaskakujący – bo środkowym korytarzem – rajd uwieńczony niecelnym uderzeniem. Po drugiej stronie Marek Zieńczuk kopnął celnie, ale lekko, więc Miśkiewicz bez większych wzruszeń przerzucił futbolówkę nad poprzeczką.
Tym punktem Wisła zagwarantowała sobie utrzymanie w lidze – nie może jej wyprzedzić przedostatni GKS Bełchatów. Prawdopodobnie nawet przed dzisiejszą konfrontacją dałoby się wyliczyć, że „Biała Gwiazda” pozostanie w T-Mobile Ekstraklasie – na podstawie rozkładu spotkań wszystkich drużyn, które teoretycznie mogłyby znaleźć się na miejscu spadkowym – jednak symptomatyczny jest już sam fakt, że takimi kwestiami w tym sezonie zajmują się przy Reymonta. Jaskrawe świadectwo czasów dał również Zieliński. – Dawniej punkt zdobyty na stadionie Wisły wziąłbym z pocałowaniem ręki, a teraz pozostaje niedosyt – skwitował.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – RUCH Chorzów 1:1 (1;10
Bramki: Chavez 14 – Starzyński 2 k. Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Żółte kartki: Małecki, Chavez, Iliev – Djokić, Lewczuk. Widzów: 13 044.
WISŁA: Miśkiewicz – Jovanović, Głowacki, Chavez, Burliga – Wilk – Sarki (82 Kosowski), Garguła, Małecki – Boguski (74 Iliev), Sikorski (60 Genkow). Trener: Tomasz Kulawik.
RUCH: Pesković – Djokić, Szyndrowski, Stawarczyk, Lewczuk – Malinowski – Smektała, Starzyński, Janoszka – Jankowski, Sultes. Trener: Jacek Zieliński.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.