Nowy Król w talii UMCS

Koszykarze AGH Kraków niespodziewanie przegrali na własnym parkiecie w pierwszym meczu ćwierćfinałowym play off II ligi. Przed nimi bardzo trudny tydzień, nie tylko dlatego, że nie mogą już sobie pozwolić na porażkę w rywalizacji z lublinianami.

Znani z dobrej defensywy „Agiehowcy” w akademickich derbach trafili na zespół, który w tym aspekcie potrafił potraktować ich z wzajemnością. W efekcie tylko dwukrotnie wypracowali wyraźniejszą różnicę . Zaraz na początku było 7:2 i 10:3, ale szybko zrobiło się 10:9 i 12:12. W drugiej kwarcie wyszli natomiast na 27:18.
Do ucieczki napędzał ich Jakub Krawczyk, na ogół w bardzo widowiskowy sposób. W pierwszej kwarcie pokazał wejście ze zwodem odegrania w prawo w pierwszym kroku, a w drugiej – szeroką gamę podań „bez patrzenia”. Dwa najładniejsze nie były asystami, bo najpierw Robert Kolka został sfaulowany. W drugim przypadku zaś – kiedy „Krawcu” koncentrując uwagę na Macieju Maju, stojącym na prawym półskrzydle, a samemu będąc zwróconym lewym barkiem do tablicy, wypuścił pod nią Kolką rzucając mu ruchem nadgarstka – Robert znalazł jeszcze na obwodzie Bartosza Wróbla, który w drugiej części zdobył 10 punktów, a wtedy trafił za trzy.

Zawsze jednak goście odrabiali straty. Mądrze kierował ich akcjami Przemysław Tradecki, a nie do zatrzymania w ataku był Rafał Król – bardzo mobilny center, z równym powodzeniem kłujący z dystansu, co z bliska. W pierwszej i drugiej części zaliczył po 9 „oczek”, a na początku trzeciej – szybkie cztery, co dało lublinianom pierwsze prowadzenie w tym meczu. – To nie samochwalstwo, my naprawdę już jadąc tutaj byliśmy przekonani, że stać nas na zwycięstwo – zwierza się Król. – Wiedzieliśmy, że nie ustępujemy krakowianom fizycznie, mamy dobry obwód. Trener dobrze rozpisał nam zagrywki, a na moje osiągnięcia w tamtym okresie zawsze pracowało czterech kolegów, którzy akurat byli na boisku.
Wkrótce po tym, jak na tablicy zapaliło się wspomniane 40:41, Rafał musiał pierwszy raz (po 24,5 minuty bez przerwy) opuścić plac, bo przy próbie rzutu zza łuku podkręcił lekko prawą nogę. Niedługo wrócił, zresztą na posterunku byli partnerzy, zwłaszcza Kamil Krzeszowski, który w krótkiej sekwencji zanotował 100-procentową skuteczność (1×2 i 4×1).
44:41, 44:45, 48:45, 50:47, 50:51. Trzy akcje Krawczyka (dwie po jego własnych przechwytach), trzy faule na nim, cztery z sześciu wykorzystanych osobistych i 54:51, ale mierzący 213 cm Tomasz Gałan tuż przed syreną zmniejsza to do 54:53.

W czwartej odsłonie na pedały depnął Bartłomiej Karolak, który penetracje przeplatał „trójkami”. Po jednej z nich zrobiło się 65:68, a kiedy niemal natychmiast, brawurowym rzutem prze ręce przeciwnika, wyrównał Maj, rekordowo liczna publiczność eksplodowała entuzjazmem. Ostudził ją kolejnym wjazdem Karolak (68:70), potem było trochę przypadku i sporo walki, aż wreszcie piłka wyrwana przez Tradeckiego zawędrowała do Króla, który serią zwodów wysłał obrońcę w powietrze, po czym spokojnie wcelował z trzech metrów do „dziury”.
68:72, a z chaosu w ostatnich kilkudziesięciu sekundach (desperackie próby z dystansu AGH, nieudane kontry UMCS) nic już nie wynikło. – Akurat tak nerwowej końcówki nie planowaliśmy; te niewykorzystane sytuacje mogły się zemścić – uśmiecha się Król. Opowiada, jak w trakcie sezonu 2013/14, będąc w UMKS Kielce, powiesił buty na kołku, poświęcając się pracy zawodowej, a dopiero po półtora roku przerwy Przemysław Łuszczewski, szkoleniowiec domlublin.pl AZS UMCS, namówił go do powrotu. Opłaciło się, bo przed dzisiejszym zwycięstwem poprowadził zespół do drugiego miejsca w grupie B drugiej ligi, a sam został uhonorowany nagrodą dla MVP sezonu zasadniczego – wskazało go aż ośmiu z 11 elektorów.

Drugie spotkanie odbędzie się w Lublinie, 23 kwietnia, a gospodarzom jedna wygrana wystarczy do awansu do półfinału. Sukces „Agiehowców” pozwoliłby na przedłużenie rywalizacji do środy, 27.4, kiedy – przy Piastowskiej – zaplanowano ewentualną trzecią konfrontację. – Chciałbym, żebyśmy skończyli to u siebie, bo potem w środę raczej nie będę mógł przyjechać do Krakowa ze względu na pracę – wyjawia dodatkową motywację Rafał Król.
Sytuację AGH komplikuje półfinałowy turniej akademickich mistrzostw Polski, którego będą gospodarzem od poniedziałku do środy (program można znaleźć TUTAJ). Sportowo może nie nałoży na nich wielkich wymagań, ale też nie będą mogli spokojnie potrenować. Z drugiej strony, to nagromadzenie trudności bywa czynnikiem mobilizacyjnym. Według dawnej diagnozy Piotra Biela, ich speca od przygotowania fizycznego, z góralskiej filozofii rodem: „Najlepiej grają, gdy mają pełno w gaciach”.
– Nie jesteśmy bez szans, ale musimy w żelazny sposób wypełniać założenia, a wskaźnik błędu w skali od 1 do 10 może wynosić 1, góra 2 – podkreśla opiekun krakowian, Wojciech Bychawski. – Dzisiaj zabrakło właśnie konsekwencji, realizacji taktyki. Biorę to na klatę, najwyraźniej nie potrafiłem tego na nich wymóc, a bardziej partnerskie postępowanie, bez krzyków nad głową, nie zdało egzaminu.
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – DOMLUBLIN.PL AZS UMCS Lublin 68:72 (19:17, 18:19, 17:17, 14:19)
Sędziowie: Rafał Szwej i Filip Marek. Widzów: 240.
AGH: Krawczyk 17 (2×3, 6 as., 6 prz.), Maj 14 (1×3, 8 zb.), Zych 11 (1×3, 5 zb., 2 prz., 2 bl.), Kalinowski 4 (7 zb.), Borówka oraz Wróbel 17 (2×3), Podworski 3, Kolka 2, Urban. Trener: Wojciech Bychawski.
UMCS: Król 26 (2×3, 8 zb., 2 bl.), Karolak 18 (2×3, 5 as., 2 prz.), Tradecki 6 (2×3, 4 zb., 4 as.), Wiśniewski 7 (7 zb.), Marciniak 2 oraz Krzeszowski 6, Stefaniuk 2, Gałan 2, Beczek 2, Jagoda 1 (4 zb., 3 prz.). Trener: Przemysław Łuszczewski.

Komentowanie zablokowane.