Odcięty wisielec ruszył w tan

Rekordowa publiczność oglądała, jak koszykarze AGH Kraków wyszarpali lublinianom zwycięstwo w trzecim meczu, 71:57, a także całą serię ćwierćfinałową. Zakwalifikowali się do czołowej czwórki II ligi, z której trzy zespoły uzyskają awans na zaplecze ekstraklasy.

W składzie domlublin.pl AZS UMCS zabrakło Rafała Króla, który w pierwszym spotkaniu poprowadził ich do zwycięstwa (opisywaliśmy to TUTAJ), a w drugim „Agiehowcom” udało się w pewnej mierze ograniczyć jego poczynania. Dzisiaj zatrzymały go obowiązki zawodowe. – Jest na szkoleniu koło Częstochowy, jeszcze rano byłem przekonany, że dojedzie, ostatecznie jednak ktoś na górze się nie zgodził – wyjaśnia trener gości, Przemysław Łuszczewski.
Jego podopieczni nie wyglądali jednak na załamanych brakiem czołowego strzelca i szansą wypuszczoną w sobotę z rąk we własnej hali („Nie można rozmyślać o porażkach” – podkreśla ich opiekun). Zaczęli od prowadzenia 4:0, do 10:10 był remis, a później uparcie starali się zmniejszać przewagę miejscowych. Pick’n’rolle rozwiązywali tak zgrabnie, że kończyli je dwutaktami, a Bartłomiej Karolak zdobył 13 punktów (z 36 drużyny przed przerwą i z 15 swoich ogółem).


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Wśród gospodarzy najefektywniejszy był Damian Kalinowski, wybiegający spod kosza na obwód zarówno po swojej stronie (w obronnych „pułapkach”), jak po przeciwnej (mierząc za trzy). Wynik pierwszej kwarty zamknął Jakub Krawczyk dobitką do wtóru syreny i była to już dziewiąta ofensywna zbiórka gospodarzy.
– Z czym mamy problem!? Z zastawieniem?! Nie wygramy, jeśli pozwolimy sobie tak zabierać piłkę! – denerwował się Łuszczewski, w drugiej odsłonie biorąc dwie przerwy w odstępie około minuty i powracając do poruszanego już wcześniej tematu. Wtedy z 28:27 zrobiło się 35:27, a liczba zbiórek AGH w ataku urosła do 13. Robert Kolka zaliczył wprawdzie „przelot” rzucając z 6.75 metra, ale Michał Borówka wyskoczył do tego z wyczuciem, przekazał do Tomasz Zycha, a ten oddał z powrotem do Kolki, który w pełni się zrehabilitował. Wkrótce Maciej Maj, podbijając jedną dłonią piłkę ukradł ją z rąk rywalom, a potem dogonił ją przy linii bocznej. Po dwóch szybkich podaniach zawędrowała do Leszka Kaczmarskiego, a ten wcelował stromą parabolą.

Zespół AGH jest jak wisielec, który odciął się ze swojego stryczka, co zmobilizowało go do jeszcze większej niż zwykle aktywności. Wszak w minioną sobotę w Lublinie gospodarze prowadzili w 3. kwarcie 10 „oczkami”, a w ostatniej sekundzie podstawowego czasu, przy remisie, nie wykorzystali rzutu spod samej „deski”. W dogrywce krakowianie już wyraźnie dominowali, dzisiejsze zwycięstwo zaś nie tyle wywalczyli, co wydarli przeciwnikom, używając do tego wszystkich kończyn. A że goście nierzadko traktowali ich z wzajemnością, stałym elementem były ciała sczepione zapaśniczymi chwytami, przewracające się w różnych strefach boiska, gonitwy za piłką, uderzenia w ręce, głowy, plecy, kilkuminutowe okresy klinczu bez punktów.
Mimo widowiskowych, smeczowych bloków „Krawca” i „Borówy”, w ciągu niespełna trzech minuty trzeciej części ekipa UMCS zrobiła run 7:0 i zaświeciła na tablicy 42:43. Rezultat wyprostował strzałem zza łuku i kontrą Bartosz Wróbel (48:43), a Maj „trójką” ustalił go przed pauzą na 52:46. Wkrótce po niej jednak przyjezdni znowu zbliżyli się na 52:50, dalej mieli jeszcze dwie nie spożytkowane szanse na zdobycze, a ostatni kontakt utrzymywali przy 55:52.

W deszczowe, późne środowe popołudnie przy Piastowskiej zjawiła się największa w historii koszykarska publiczność. Porównywalna (być może nieco większa) ilość kibiców przyszła do tej hali tylko na siatkarski Puchar Polski, gdy zagrali tutaj w barwach Asseco Resovii świeżo upieczeni mistrzowie świata.
Półtysięczny tłum stojący pod ścianami i w przejściach, siedzący na rozkładanych trybunkach, ławeczkach lub wprost na podłodze, skandował „A! Gie! Ha!”, gdy Krawczyk, Maj i Zych oddali salwę z dystansu, po raz pierwszy uzyskując kilkunastopunktową przewagę. 64:52, a „trójki” stanowiły dzisiaj ponad połowę urobku miejscowych (36 z 71 pkt).
– Chcieliśmy jeszcze czymś zaskoczyć w ataku, wprowadziliśmy dwie dodatkowe zagrywki, ale w pewnym momencie pękliśmy – kręci głową Przemysław Łuszczewski.

Tomek Zych sprawował kontrole nad wydarzeniami, utrudniając też pracę „mózgu” lublinian, Przemysława Tradeckiego. Ten jeszcze wcelował z daleka, z odchylenia (66:57), ale zaraz złapał piąty faul i musiał zejść. Po chwili Borówka i Krawczyk przetransportowali piłkę spod swojej „dziury” pod przeciwną, Maj zapakował z rozmachem i przy stanie 69:57 na 27 sekund przed końcem można było rezerwować bilety do Kołobrzegu.
– Trafialiśmy w ważnych momentach, ale kluczem była świadomość, co chcemy osiągnąć i wola zwycięstwa – uważa szkoleniowiec gospodarzy, Wojciech Bychawski. Jego team już z najbliższą sobotę zmierzy się na wyjeździe z Kotwicą, która w trzech meczach wyeliminowała d Górnika Wałbrzych. W półfinale rywalizacja, tak jak dotąd, toczy się do dwóch wygranych, jednak tym razem gorszy z rywali nie odpadnie definitywnie, ale będzie miał jeszcze okazję w spotkaniach o 3. miejsce (awans na zaplecze ekstraklasy uzyska trzech najlepszych drugoligowców).
– AGH ze swoim stylem, bieganiem, może mieć łatwiej z Kotwicą niż z nami – przypuszcza trener UMCS.
Wkrótce opublikujemy zapowiedź decydującej fazy rozgrywek II ligi oraz szans krakowian.
PAWEŁ FLESZAR

AGH Kraków – DOMLUBLIN.PL AZS UMCS Lublin 71:57 (19:12, 23:24, 10:10, 19:11)
Stan rywalizacji: 2-1; AGH awansował do półfinału, UMCS kończy sezon.
Sędziowali: Maciej Guzik i Krzysztof Krajewski. Widzów: 500.
AGH: Zych 19 (1×3, 8 zb., 7 as., 3 prz.), Maj 12 (3×3, 9 zb., 2 prz.), Kalinowski 11 (2×3, 9 zb.), Krawczyk 8 (2×3, 7 zb., 4 as., 2 bl), Borówka 4 (6 zb., 3 bl., 2 prz.) oraz Wróbel 7 (1×3), Kolka 6 (2×3), Kaczmarski 3 (1×3), Podworski 1, Urban, Wasyl, Koperski. Trener: Wojciech Bychawski.
UMCS: Karolak 15 (3 prz.), Tradecki 12 (2×3, 4 zb., 3 prz.), Kowalczuk 12 (8 zb.), Wiśniewski 11 (5 zb., 2 bl.), Marciniak oraz Jagoda 7 (1×3), Beczek (8 zb., 3 prz.), Stefaniuk, Gałan, Krzeszowski. Trener: Przemysław Łuszczewski.

Komentowanie zablokowane.