Odczarowane 15 sekund z Zadaru

Polscy piłkarze ręczni ponieśli pierwszą porażkę w mistrzostwach Europy, niespodziewanie, acz zasłużenie ulegając Norwegii, 28:30. Zachowują jednak szanse na awans do strefy medalowej.

To wiadro zimnej wody dla polskich zawodników i kibiców, tym bardziej przykre, bo wylane po wyjątkowym, wtorkowym sukcesie z Francją (opisywaliśmy go TUTAJ). Konfrontację ze Skandynawami gospodarze zaczęli jeszcze na tamtej fali, prowadzili 3:1 i 6:3, ale potem nie wykorzystywali okresów w przewadze, mało zdecydowanie bronili. – Nie za dobre ruchy, nie tymi drogami, bloki za późne… – długo wyliczał mankamenty ich trener, Michael Biegler.
– Trochę za bardzo daliśmy się im rozpędzić, zabrakło wyjść do przodu w obronie, żeby się pozderzać – wtórował mu Michał Szyba, który w drugiej części poprawił defensywę, wykorzystał też wszystkie trzy próby rzutowe. Wcześniej jednak na lewym rozegraniu szalał wybrany później MVP Espen Lie Hansen, który zdobył w tamtym okresie 6 goli, głównie strzałami pod poprzeczkę, wobec których bezradny był Sławomir Szmal.
Wynik odwrócił się na 12:15, 15:16 (w przerwie), 15:18 i 17:20 (niedługo po niej). Ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie Karol Bielecki i Michał Jurecki, którzy przy stanie 20:22 mieli na koncie po siedem goli, a zamknęli spotkanie z dorobkiem – odpowiednio – 10 i 9 (wszystkie statystyki znajdują się pod spodem). Ale też nie wykorzystali po karnym, a ten drugi chwilami na siłę starał się przełamać impas, obtłukując tylko dłonie przeciwników. Ci odebrali „biało-czerwonym” wiele ofensywnych atutów, przede wszystkim odcinając od podań bardzo przydatnego wcześniej Kamila Syprzaka.
– To był ciężki mecz; fizyczny, ale i taktyczny. Musieliśmy wierzyć, wierzyć, wierzyć – powtarza ich szkoleniowiec, Christian Berge. – Jestem dumny z mojej drużyny!
– To nasz najlepszy występ od bardzo dawna. High level! – potakuje jeden z jego podopiecznych, Erlend Mamelund.

Polska walczyła też z Norwegią prawie dokładnie siedem lat temu, 27 stycznia 2009 roku, podczas mistrzostw świata. Na dwie minuty przed końcem ostatniego meczu drugiej fazy ulegała jej 28:30, ale wyrównała. Remis nic nie dawał żadnej z dwóch reprezentacji, Norwegowie zdjęli więc bramkarza, a Bogdan Wenta poprosił o przerwę i wygłosił tamtą niezapomnianą kwestię: „Przerywać i mamy pustą bramkę. Zostało piętnaście sekund, to dużo czasu!”.
Na dwie sekundy przed ostatnim gwizdkiem konfrontacji w Zadarze Artur Siódmiak trafił „do pustaka” na wagę awansu do strefy medalowej. Dzisiaj w Tauron Arenie, w specjalnej koszulce, na minutę przed końcem wszedł zamiast golkipera Krzysztof Lijewski, ale pudło Jureckiego oznaczało kres nadziei Polaków.
– Zagraliśmy jako zespół słabiej – Bielecki bronił się przed indywidualnymi komplementami. – Mamy turniej u siebie, przed własną publicznością – powinniśmy być bardziej zmotywowani. A dzisiaj trochę tej motywacji zabrakło. Czy będzie reprymenda w szatni od najbardziej doświadczonych? Każdy musi spojrzeć na siebie i w swoim sumieniu uznać, co dzisiaj źle zrobił. Mam nadzieję, że odtąd zaprezentujemy się z większym zaangażowaniem.

I w poprzednich dniach, i na dzisiejszej konferencji padały pytania, czy przerwa, jaką gospodarze mieli od wtorku nie zaszkodziła im, wybijając z dotychczasowego rytmu. Biegler za każdym razem cierpliwie tłumaczył, że nawet nie zastanawia się nad tym, bo zawodnicy spędzający na boisku najwięcej minut potrzebowali odpoczynku. A poza tym, dla zachowania rytmu gry co drugi dzień, urządził w czwartek mini-mecz z udziałem sędziów.
– W trakcie tak ciężkiego turnieju każdy dzień odpoczynku jest raczej pozytywny niż negatywny. A jeśli najlepsze są spotkania co drugi dzień, to na szczęście już pojutrze gramy z Białorusią – zamknął temat Szyba.
Początek poniedziałkowego starcia o g. 20.30. O tej samej porze polska ekipa zmierzy się w środę z Chorwacją. Sytuacja jest klarowna – jeśli pokona obu rywali, awansuje do piątkowego półfinału – tyle że wraca presja. – Nie chcę rozmawiać o presji, bo ona nie wiąże nam rąk. Jesteśmy gotowi, by zwyciężać – ucina Syprzak.
PAWEŁ FLESZAR

POLSKA – NORWEGIA 28:30 (15:16)
Sędziowali: Oscar Raluy Lopez i Angel Sabroso Ramirez (Hiszpania). Widzów: 14 600.
POLSKA: Szmal 4 obrony (na 28 strzałów), Wyszomirski 1 (7) – Bielecki 10 pkt (na 15 strzałów), Jurecki 9 (15), Szyba 3 (3), Syprzak 2 (3), Daszek 2 (3), Lijewski 2 (3), Krajewski 0 (1), Wiśniewski, Konitz, Grabarczyk, Gliński, Chrapkowski, Łucak, Gębala. Kary: 8 minut. Trener: Michael Biegler.
NORWEGIA: Christensen 7 obron (na 34 strzały), Erevik 0 (1) – Hansen 8 pkt (na 11 strzałów), Tonnesen 6 (9), Jondal 5 (6), Sagosen 4 (5), Bjornsen 4 (6), Myrhol 1 (1), O’Sullivan 1 (2), Reinkind 1 (2), Mamelund, Hykkerud, Kristensen, Overby, Gullerud. Kary: 10 minut. Trener: Christian Berge.

Komentowanie zablokowane.