Oddali salwę i zwalili maszt

Wyczynowa siatkówka na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie przestała istnieć. W nadchodzącym sezonie drużyna AZS UEK nie zostanie zgłoszona do żadnych rozgrywek.

– Zastawialiśmy się, czy wobec kłopotów, które mamy, wystartować w II lidze czy może w trzeciej, wojewódzkiej, ale wyżej zapadła decyzja, że nie będziemy grać nigdzie – wyjaśnia Bartosz Wanat, prezes klubu uczelnianego AZS UEK. – Nie ma co mówić o przerwie, czy zawieszeniu działalności, to koniec wyczynowej siatkówki żeńskiej na naszej uczelni. Może za kilka lat stworzą się możliwości reaktywacji? Nie ma co o tym dywagować, bo nie wiadomo, kto w jakim miejscu będzie za tych kilka lat. Na pewno natomiast będziemy działać ciągle jako klub uczelniany, organizujący sport czysto akademicki.
Wiosną istniał pomysł dołączenia klubu do projektu kompleksowego szkolenia młodzieży w Krakowie, gdzie na szczycie piramidy znajdowałby się zespół w lidze centralnej. AZS UEK wniósłby do projektu aport personalny i miejsce ligowe. – Ostatecznie nie weźmiemy udziału w tym projekcie; nie wiem, czy on w ogólne ruszy w tym roku, ale w każdym razie póki co nie będzie w nim drużyny seniorskiej – mówi prezes akademickiego klubu.
Oprócz tego zaangażował się on w tworzenie wspólnie ze Spartą Volleyball Kraków siatkarskich klas sportowych w Szkole Mistrzostwa Sportowego przy Grochowskiej. W tym przedsięwzięciu również ligowy team miał być zwieńczeniem procesu szkolenia. – Musimy usiąść z Tomkiem Gajewskim ze Sparty i Kacprem Osuchem, który pracował u nas i tam. Przemyślimy, jak coś takiego mogłoby wyglądać w dłuższej perspektywie, czy ma w ogóle rację bytu bez II ligi – zastanawia się Bartosz Wanat.

Dziewięć lat temu zrealizował swoją ideę rozkręcenia wyczynowego sportu na uczelni. – W 2000 roku została oddana do użytku obecna hala, rok później zacząłem działać w AZS, a w połowie dekady zaprzyjaźnieni ludzie z Politechniki Krakowskiej w połączeniu z Wandą Kraków zaczęli tworzyć zespół siatkarzy – wspomina. – Wychowałem się na piłce nożnej, ale ze sportów halowych zawsze najbardziej podobała mi się siatkówka. Żeby nie wchodzić w paradę „Polibudzie” postawiliśmy na jej żeńską odmianę.
W 2005 roku zgłosili się do najniższej w Małopolsce, czwartej ligi, po sezonie uzyskali awans (nastąpiła wówczas także reorganizacja), a w 2007 r. pozyskali miejsce w II lidze od Olimpii Jawor. W 2010 r. w dobrym stylu wywalczyli awans na zaplecze ekstraklasy i bardzo szybko zameldowali się w jej czołówce.
W 2013 roku, ze względu na kłopoty finansowe, zamiast do I ligi klub został zgłoszony do drugiej, a skład stworzono z zawodniczek często z jeszcze niższych klas, bądź rezerwowych w innych ekipach. I z dzisiejszej perspektywy było to wypełnienie frazy z kultowego „A Salty Dog” Procol Harum – „Oddali salwę (lub: wystrzelili z działa) i zwalili maszt”. W ciągu dziewięciu miesięcy poprzedzających likwidację młode dziewczyny wraz z niedoświadczonym, 26-letnim trenerem Kacprem Osuchem wykonały bardzo dużą pracę, a na koniec osiągnęły autentyczny – zważywszy wszelkie okoliczności – sukces, jakim okazało się utrzymanie w II lidze. Historia miała wiele pozytywnych bohaterek, nawet z dalekiego planu. Środkową Anna Wiśniewską, która przez cały sezon rzadko pojawiała się na parkiecie, weszła w końcówce pierwszej partii wyjazdowego spotkania barażowego w Mysiadle. I wygrała ją dwoma asami! A to pozwoliło jej koleżankom już dużo spokojniej myśleć o bilansie dwumeczu z Krótką (w Krakowie zwyciężyły 3:1).

Przez dziewięć lat w AZS UEK pracowało pięciu trenerów: Irina Bogdanowa (2005-07), Marek Zawartka (2007-08), Tomasz Klocek (2008-12), Jacek Skrok (2012-13) i Kacper Osuch (2013-14); przez pięć lat (2008-13) drugim trenerem był Przemysław Płaczek, a przez cztery (2010-14) fizjoterapeutą – Łukasz Zarębkiewicz.
Trudno się oprzeć wrażeniu, ze klub rozminął się ze swoim czasem. Walczył o awans do ekstraklasy, ale w 2013 roku musiał spuścić z tonu po sezonie, z którego pozostały długi i procesy z byłymi zawodniczkami („Nie chcę komentować tej sprawy” – ucina Wanat). Wówczas jednak w żeńskich ligach nastąpił szeroko rozprzestrzeniający się kryzys. W tym roku natomiast weszły do Orlen Ligi zespoły, które miały mniejszy potencjał finansowo-sportowy niż AZS UEK w szczytowym momencie. I w nadchodzącym sezonie wystąpią w Orlen Lidze zespoły posiadające mniejszy potencjał finansowo-sportowy, niż niektórzy rywale, którzy w latach 2011-13 wyprzedzali AZS UEK w I lidze…

– No cóż, taka jest teraz rzeczywistość, bardzo się zmieniła, ale nie widzę innej drogi od tej, którą poszliśmy – przekonuje prezes Wanat. – Nie mogliśmy przeczekać, po prostu sobie pograć, aż zmieni się koniunktura i zmniejszy konkurencja. Pomoc, jaką uzyskiwaliśmy od różnych podmiotów była uzależniona od wyników, a już w II lidze wyraźnie nam sugerowano, że powinniśmy mocno starać się o awans. Rachuby zawiodły mnie trochę wiosną 2012 roku, bo uważałem, że Chemik Police odkupi wtedy miejsce od AZS Białystok, a nam ubędzie najpotężniejszy przeciwnik. Tak się jednak nie stało, a AZS Białystok już nie ma.
I w ubiegłym roku i teraz Bartosz Wanat zastanawia się, czy błędem nie było zbyt mocne postawienie w sezonie 2012/13 na Puchar Polski, przez co drużyna nie mogła osiągnąć optymalnej formy w lidze. To jest jednak niezmierzalne, nie da się też sprawdzić „co by było, gdyby”. Jedno jest za to pewne, namacalne. W XXI wieku w Krakowie nie było większego wydarzenia w siatkówce żeńskiej niż 22 lutego 2013 r., kiedy podczas ćwierćfinału Pucharu Polski, Eliteski UEK – Bank BPS Muszynianka Fakro, publiczność wylewała się z hali przy ul. Rakowickiej…
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.