Odkrywcy egzotycznych lądów

Wielu byłych sportowców para się menedżerką, ale ewenementem jest wciąż czynny siatkarz pełniący rolę agenta. Daniel Górski ostatnio uczestniczył w kilku ciekawych transferach, niezły klub znalazł również dla siebie.
Rozgrywający znany w Krakowie z występów w AGH AZS podpisał kontrakt z brązowym medalistą słowackiej ekstraklasy, VK Prievidza. – Zadecydowały względy sportowe: dobry zespół, który osiągnął sukces, a w najbliższym sezonie chce być jeszcze wyżej, w finale – tłumaczy popularny „Góral”. – Ważny był trener, a Jaroslav Vlk to świetny fachowiec. A przede wszystkim skusiły mnie europejskie puchary, w których nigdy w życiu nie grałem.
31-letni zawodnik miał oferty m.in. z Izraela, Libanu, 2. Bundesligi (z trzyletnią umową), co pewnie byłoby bardziej intratne. Za to w I rundzie Pucharu CEV spotka się z hiszpańskim CAI Teruel, dalej majaczy Jastrzębski Węgiel („Okrężną drogą mogę trafić na parkiety Plus Ligi” – żartuje). Jeśli noga im się powinie, pozostaje Challenge Cup.

Jak w każdym porządnym scenariuszu, zaczęło się od kobiety. Późną jesienią 2010 roku Daniel poznał Miroslavę Kijakovą, słowacką skrzydłową KSZO Ostrowiec Św., obdarzoną uroczym uśmiechem i potężnym ciosem. Późną wiosną następnego roku miał wkład w przenosiny Mirki i jej koleżanki z drużyny, Sandry Cabańskiej, do Jadaru Radom (sam występował wówczas w miejscowych Czarnych, których jest wychowankiem). Do dzisiaj są razem prywatnie, a on pomaga jej przy zawieraniu każdego kolejnego kontraktu – m.in. do Wisły Kraków w 2012 r., potem do Rumunii, Słowacji, Szwajcarii.
Wkrótce ma zostać zarejestrowana jego agencja Volley-Sport, chce też sformalizować trwającą od dość dawna kooperację z dwoma zagranicznymi menedżerami; jednym obsługującym zachód Europy, a drugim – południe.
Jego podopiecznym jest też Jakub Bucki, którego wysyłał do słowackiej Slavii Svidnik, a teraz atakujący zacznie drugi sezon w kazachskim Pawłodarze. Z obecnym klubem wyjedzie na klubowe mistrzostwa Azji rozgrywane na Tajwanie.
– Jedną z atrakcji jest wyszukiwanie odpowiednich zawodników, dopasowywanie ich do ofert, a nie wciskanie po to tylko, żeby zapewnić mu pensję na najbliższy rok – przekonuje. – Potem fajny jest okres oczekiwania na rezultat takiego posunięcia, a najlepsze, kiedy słyszysz: „Sprawdził się, chcemy przedłużyć umowę… Dobrze trafiłeś, podeślij nam jeszcze kogoś”. No i oczywiście masz z tego dobrą kasę.

Polska usłyszała o Górskim, kiedy z Francji przeniósł się do Libanu, a poza występami w Tannourine przyjął tamtejszy paszport i zagrał w reprezentacji. Jakby tego było mało, na krótko związał się też z zespołem z Iraku, South Gas Sporting, z którym uczestniczył w klubowych mistrzostwach Azji.
Ma szczęście do ludzi, których egzotyka pociąga tak jak jego. O Buckim już było. Kumpla z Radomia Grzegorza Szumielewicza oraz atakującego z Czarnogóry umieścił już w Libanie, środkową z Brazylii w Dubaju. Odkrywanie świata jednak nawet dla niego ma granice – zwierza się, że irackich propozycji w tej chwili nie chce nikomu przedstawiać, gdyż jest tam zbyt niebezpiecznie.
Egzotyką, przy obecnej sytuacji społeczno-ekonomicznej w tamtym kraju, jest wysłanie Kijakovej do Santorini, czwartej ekipy ligi greckiej. – Trochę się baliśmy, ale właściciel klubu jest właścicielem sieci hoteli na wyspie Santorini i ma dobre opinie, jeśli chodzi o wypłacalność – twierdzi Daniel. – Generalnie, będę chciał bardziej skierować się w kierunku siatkówki żeńskiej, korzystając także z kontaktów Mirki. Widzę, że jest deficyt, jeśli chodzi o „laski”, nie pokrywający zapotrzebowania, dzięki czemu pojawiają bardzo fajne oferty.

Na rynku menedżerskim jest początkującym detalistą, ale dostosowuje się do obyczajów potentatów. Rozmowę zaczął na siłowni, gdzie ćwiczy przygotowując się do nowego sezonu. Przypominają się anegdoty o agentach chodzących z komórka pod prysznic, ładujących aparat po trzy razy dziennie. – Trzy razy to standard, nawet mnie to się zdarza: kiedy jadę samochodem, albo korzystam z laptopa, automatycznie podłączam telefon do ładowarki – śmieje się „Góral”.
Otwarty i uprzejmy, w wielu miejscach stara się zaciągnąć kredyt sympatii. Kiedy rozstawał się z AGH, było to impulsem, żeby zaproponować byłemu klubowi pewnego rozgrywającego z Młodej Ligi („Trener Kubacki powiedział jednak, że potrzebuje kogoś bardziej doświadczonego”).
Mówi, że szykuje sobie alternatywę na przyszłość, kiedy skończy grać, ale widać, że ekscytuje go już sama możliwość obcowania z bardzo różnymi ludźmi. Kiedy w maju uczestniczył w testach w Niemczech, stwierdził, że i tak raczej nie będzie tam grał, ale wyjazd był ciekawy z innych względów. – W karierze siatkarza i pracy agenta poznaje się różne charaktery, mentalności, kultury. I jeszcze przy tym zyskuje się kontakty, które zaprocentują w przyszłości. Poza tym to już nie tak, że wysyłasz maila i tydzień czekasz na odpowiedź. Możliwości techniczne pozwalają ci rozmawiać bezpośrednio, oko w oko, przekonywać, nawiązywać porozumienie! – zapala się. – No i jest to wolny zawód, gdzie sam wyznaczasz sobie cele, sposoby, jakimi będziesz je realizował, czas, kiedy będziesz to robił. Mnie to kręci.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.