Odpowie ci wiatr

O tym że Odense jest ulubionym klubem dla krakowskiej Wisły nie trzeba nikogo przekonywać po wydarzeniach z minionych – listopada i grudnia. I dochodzą wciąż nowe dowody: dzisiaj, w ostatnim swoim meczu na Atlantic Cup, Biała Gwiazda ponownie pokonała Duńczyków, tym razem 1:0.
W pierwszej połowie grali ładnie, ale średnio skutecznie, a przede wszystkim – nowocześnie. Tempo było wysokie, a wiślacy bardzo ruchliwi; często zmieniając pozycje uwalniali się od pressingu rywali.
Już w 10. minucie Łukasz Garguła przeprowadził piłkę środkowym pasem, odnalazł po lewej Maora Meliksona (ustawionego dzisiaj najczęściej na skrzydle), który wpadł w pole karne, ściął do środka, zmieniając nogę i uderzył do siatki.

Ta bramka pozostała zwycięską, lecz mogła nie być jedyną. W 25. minucie w podobny sposób – choć po bardziej statycznej akcji i z większej odległości – strzelił gola Patryk Małecki, jednak sędzia odgwizdał problematyczny spalony Gervasio Nuneza. Efekty mogła też przynieść któraś z dwóch szarż Marko Jovanovicia, najpierw wypuszczony po prawej przez Gargułę przyłożył w poprzeczkę, a potem dośrodkował z prawej flanki do Cwetana Genkowa, któremu stanął na drodze golkiper.
W obu odsłonach przewracał się w polu karnym przeciwników Garguła, a podyktowana z tego jedna jedenastka nie byłaby bardzo niesprawiedliwa. Ładnie też główkował po stałych fragmentach Junior Diaz.

Duńczycy odpowiedzieli tylko nieznacznie chybionymi uderzeniami z dystansu Christiana Soerensena (autora kilku efektownych rulet w drugiej części) i Rurika Gislasona. Po zmianie stron wiatr, który wcześniej nieznacznie wspierał ekipę Białej Gwiazdy, zaczął jej przeszkadzać, a niefortunnie – przybierał na sile.
Tym razem jednak defensywa Wisły radziła sobie bardzo poprawnie (w pierwszej połowie nawet więcej niż poprawnie), a najrozważniej prezentował się Michał Czekaj, któremu jeszcze 8 dni brakuje od utraty statusu nastolatka…
W drugiej odsłonie wraz z Kew Jaliensem, Diazem i Siergiejem Pareiko zafundowali sobie po jednym bólu głowy każdy, ale potrafili wyjść obronną ręką z opresji. Dodatkowo Estończyk efektownie bronił uderzenie głową po koźle w wykonaniu Espena Ruuda (65. minuta) oraz z dystansu – Jacoba Schoopa (66.).

Wiślacy zanotowali wówczas mniej aktywów. Najładniejsza była akcja, kiedy Jovanović piętą podał do Garguły, który zdublował jego pozycję i zacentrował z prawego skrzydła. Cezary Wilk złożył się z woleja, lecz został zablokowany. Później jeszcze, w 84. minucie, Dudu Biton strzelał z prawej strony po ziemi, a Mads Toppel pewnie złapał piłkę.
Z kolei dwie minuty przed końcem Pareice wiatr tyleż przeszkodził co pomógł, gdyż ostatecznie uniemożliwił opanowanie futbolówki przez Duńczyka.

Krakowianie zajęli więc trzecie miejsce w Atlantic Cup i jak się okazało, gdyby nie gol głupio stracony w końcówce spotkania z FC Midtjylland – byliby w finale i we wtorek zwierzyliby się z Dinamem Zagrzeb (wszystkie wyniki i klasyfikację można znaleźć TUTAJ). Ta konfrontacja mogłaby dać przekonujące dowody w obliczu pytań, na ile ich dzisiejsza postawa jest wynikiem wysokiej formy, a na ile determinowały ją warunki atmosferyczne. Póki co, pozostaje stary song Boba Dylana: „Odpowiedzią, mój przyjacielu, jest wycie wiatru”.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – ODENSE BK 1:0 (1:0)
Bramka: Maor Melikson 10. Sędziował: Hugo Miguel (Portugalia). Żółte kartki: Garguła – Christensen, Skoubo.
WISŁA: Pareiko – Jovanović (87. Lamey), Jaliens, Czekaj, Díaz (87. Paljić) – Wilk, Núnez (87. Brud) – Melikson, Garguła (74. Jirsák), Małecki (74. Iliev) – Genkow (74. Biton). Trener: Kazimierz Moskal.
ODENSE: Toppel – Larsen, Hoegh, Reginiussen (46. Christensen), Mendy (46. Ruud) – Johansson (83. Larsen), Djemba-Djemba, Andreasen, Sorensen (77. Johansen) – Skoubo, Gíslason (46. Schoop). Trener: Henrik Clausen.

Skomentuj