Okno w łazience

Tekst ukazał się w „Magazynie Sportowym” dodatku do „PS” z 23 listopada 2001 r.

Serce matki reaguje inaczej. Dla niej zwycięstwo w konkursie to nie punkty w pucharowym rankingu, medale, splendor. To ulga po kolejnej próbie bez niespodzianek sprawianych przez wiatr. Najważniejszy jest uśmiech syna jadącego bezpiecznie już po zeskoku.

– Kiedy zaczynał trenować narciarstwo, wahałam się – wspomina pani Ewa Małysz, mama najlepszego skoczka na świecie. – Nie miałam jednak zbyt wiele do powiedzenia – decydował mąż. Dawniej bardziej się bałam, gdyż nie miałam takiego doświadczenia jak teraz. Dzisiaj lepiej znam się na skokach, już po tym jak Adam zachowuje się w powietrzu, widzę, że jest pewny.
– Ściska pani kciuki podczas skoków syna?
– Zawsze! Przez cały konkurs.
– Nie drętwieją ręce?
– Nie, skądże. Kibicuję też innym polskim zawodnikom, żeby wszystkim się powiodło. Gdy oglądam konkurs, muszę mieć spokój, muszę być sama przed telewizorem. Nie lubię, jak mi ktoś przeszkadza. Idę do siebie, zamykam się, a jeśli jest w domu mąż – siedzimy we dwójkę. Zdarza się, że oglądamy skoki u znajomych. Wtedy zamykam się w sobie.
– Przewidywała pani, że osiągnie tak wielką sławę?
– Dla mnie nie ma żadnej wielkiej sławy. Dla mnie jest moim synem Adasiem, takim samym jak dawniej. Nie myślałam, że będzie wygrywał, zawsze był szczupły, mały. Jego wygląd nie kojarzył się z bohaterem. Oglądaliśmy skoki, często patrzyłam na Weissfloga osiągającego świetne wyniki. Jest podobnej budowy. Pamiętam, że powiedziałam: „Może akurat z Adama wyrośnie mistrz?”. Kiedy już startował w zawodach, zaczęłam wiązać jego przyszłość z karierą skoczka. Uważałam, że tę ciężką pracę, treningi, trzeba jakoś uwieńczyć. Przecież wyrzeczeń ma tyle, że hej! Dlatego odradzaliśmy mu kilka lat temu rezygnację ze skakania.
– Zawsze był taki nieśmiały i grzeczny?
– Nie powiedziałabym, że jest nieśmiały. Kiedy był młody, zaczynał wygrywać – owszem. Chyba każdy byłby stremowany, stając przed kamerą w wieku 17 lat. Pamiętam swój pierwszy wywiad z Polsatem – byłam tak zdenerwowana, że nie wiedziałam co mówię. On zawsze był bardzo spokojny.
– Nie psocił?
– Wiadomo, że dzieciom zawsze się coś przydarzy. Kiedyś we dwójkę z siostra wybili okno w łazience. Iwona się zamknęła w niej, a on chciał wejść do środka. Zaczął szarpać drzwi i szyba poleciała.
– Kto był ulubieńcem mamy, a kto taty?
– Traktowaliśmy dzieci jednakowo, bo tak było w moim domu rodzinnym. Córka czasem mi wypomina, że bardziej lubię Adama niż ją. Ale to nie jest prawda. Dzieci sobie wmawiają takie rzeczy.
– Dorastających chłopców trzeba pilnować?
– Dawniej Adam nigdzie nie wychodził późnym wieczorem. Kiedy już był starszy, zaczął skakać i nie miał na to czasu. Niekiedy wybrał się na dyskotekę, spotkał z dziewczyną. Nigdy nie broniliśmy mu tego, nie kazaliśmy wracać wcześniej. Wiedział, że ma być w domu o rozsądnej porze.
– W jego życiu pojawiła się inna kobieta, ożenił się, zamieszkał z nią. Było pani żal?
– Było mi ciężko, że odchodzi z domu, bo jestem bardzo przywiązana do moich dzieci. To jednak naturalne – założył rodzinę i teraz o nią musi dbać. Za to mieszka z nami córka z mężem i dzieckiem, więc to mi rekompensuje brak Adama.
– Liczba komplementów, jakimi jest obsypywany, może zepsuć nawet świętego.
– Nie boję się tego. Gdyby miał mu się spaczyć charakter, już by się to stało. Miał już sukcesy, kiedy był dużo młodszy. Przetrwał to i wydaje mi się, że teraz nic mu nie grozi.

***

Babcia Helena wychowała czwórkę dzieci i dziewięcioro wnuków. Dzisiaj zajmuje się następnym pokoleniem rodziny. – Ja dzieci bardzo uważam – powtarza.
Był czas, że w czeredzie wnuków biegał mały Adaś Małysz. Jeszcze niedawno babcia zajmowała się jego córką Karolinką, gdy mama wyjeżdżała do szkoły. – Karolina jest podobna i do Adama, i do Izy – twierdzi Helena Szturc. – Zawsze była ruchliwym dzieckiem. To jedynaczka, więc ma wszystko co chce. Trudno porównywać do przeszłych lat; inne czasy były, teraz jest zamożniej.

Adam zwierza się, że jego pasją są samochody. Były nią od dzieciństwa. – Zbierał i bawił się nimi – wspomina babcia. – Żołnierzyków nie lubił, wolał kolekcję aut. Był taki jak wszystkie dzieci. Żeby był taki chodzący ideał to też nie. Nie chuliganił, to trzeba powiedzieć – nie chuliganił. Do jedzenia czasem trzeba go było namawiać, ale też wybredny nie był, co było to jadł, choć niedużo. Kiedy jest więcej dzieci razem, to chętniej jedzą.
Pani Helena „od zawsze” lubiła oglądać sport w telewizji: skoki, kolarstwo, czasem mecze piłkarskie. – Pamiętam dobrych skoczków, Bobaka, Fijasa – opowiada licząca 62 lata kobieta. – Adam przerósł ich wszystkich. Zawsze nabijaliśmy się z niego: „Czekaj, jeszcze ciebie będziemy oglądać w telewizji”. Nie spodziewaliśmy się jednak, że tak się stanie.
Pierwsze zwycięstwo Adama w Pucharze Świata, przed kilku laty w Holmenkollen, cała rodzina oglądała w mieszkaniu rodziców skoczka. – Polskie telewizje nie pokazywały konkursu – wspomina babcia. – Zięć złapał transmisję w norweskiej stacji, bez głosu, tylko obraz był. To było takie przeżycie, nie idzie tego opowiedzieć. Wrzeszczeliśmy wszyscy, skakali. Ja też. Teraz już spokojniej oglądam skoki Adama, do wszystkiego się można przyzwyczaić. Jednak nerwy są. Jakoś tak żołądek podchodzi do góry.

Rodzina miała przemożny wpływ na karierę skoczka. – Chciał ciepnąć nartami – kiwa głową pani Helena. – Tłumaczyliśmy mu, że każdy, naprawdę każdy skoczek, ma takie załamanie. Pocieszaliśmy go, że wszystko się poprawi, znowu będzie dobry. Zawsze odważny był, bez tego nic by nie osiągnął. No i wytrwały. Tu wszyscy naokoło skakali, a tylko on został. Uparty też jest, jak coś postanowi, to musi dopiąć swego.
Babcia pomodli się za pomyślność wnuka, o jego zdrowie. – Nie wydaje mi się, żeby bardzo ryzykował, uprawiając skoki – twierdzi. – Jeśliby miało się coś stać, to możesz iść po drodze i też cię przejedzie. Każdy ma swoje przeznaczenie.

Nigdy nie spodziewała się, że przyjdzie jej kiedyś wystąpić w telewizji, udzielać wywiadów. – Jakoś tak głupio się czuję, gdy mnie wypytują. Kiedyś pod dom Adama podjeżdżały autobusy z wycieczkami, żeby go zobaczyć. Ostatnio było dużo mniej tego zamieszania. Adam nawet niedawno żartował, że trochę zaczyna mu tego brakować.
Odkąd startuje, babcia kilka razy oglądała go na żywo, w Zakopanem. W styczniu jednak raczej nie wybierze się na Puchar Świata. Siostra skoczka, Iwona Pilch, mam małego synka. Jeśli wszyscy pojadą na zawody, to ktoś będzie musiał się dzieckiem zaopiekować. – Ja sobie tylko olimpiady życzę, żeby choć jeden konkurs wygrał. To jest najważniejsze w życiu sportowca – mówi na pożegnanie pani Helena.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.