Ornitologiczna zmiana w Sokole

W sparingu tradycyjnych rywali, którzy w tym sezonie nie zmierzą się w meczu mistrzowskim, krośnieński beniaminek ekstraklasy pokonał na wyjeździe łańcuckiego I-ligowca, 92:76. W szeregach gospodarzy zadebiutował zawodnik podkoszowy z bogatym dorobkiem.

Dla Miasta Szkła był to pierwszy sprawdzian stanu przygotowań do debiutu w Tauron Basket Lidze. – Spotkaliśmy się dokładnie trzy tygodnie temu i jeszcze do piątku potrwa „okres siłowy” treningów – wyjaśnia szkoleniowiec krośnian, Michał Baran. – Musimy bardzo mocno pracować, czasem na granicy kontuzji, na granicy możliwości, żeby zawodnicy, którzy ostatnie lata spędzili w I lidze, przeskoczyli na wyższy pułap. Dlatego w tym momencie nogi są ciężkie, co było widać w niektórych sytuacjach boiskowych, chwilami mieliśmy problemy z „ustaniem” w obronie. Długo też musieliśmy sobie radzić ze strefą, improwizować, bo nie ćwiczymy jeszcze żadnych rozwiązań przeciwko niej. Jestem jednak zadowolony z naszej gry z czołowym zespołem I ligi, na obcym parkiecie.
Za sprawą Macieja Klimy i sekundującego mu Marka Zywerta, Sokół przywitał gości wynikiem 9:1. Było jeszcze 11:3, 13:8 i 18:13, ale różnice kasowali Szymon Rduch, a przede wszystkim Royce Woolridge.
Jeśli ktoś pamięta Los Angeles Lakers z drugiej połowy lat 80., to znaczy, że miał szczęście oglądać prawdopodobnie najbardziej widowiskowy team w historii basketu, dyrygowany przez autentycznego geniusza, Earvina Magica Johnsona. Jeśli ktoś nie pamięta – warto nadrobić zaległości, aby przekonać się, dlaczego ich grę powszechnie i zasłużenie nazywano „showtime”. W drużynie, w której zaszczytem było podawać napoje i ręczniki, funkcję rezerwowego pełnił przez dwa lata silny skrzydłowy Orlando Woolridge, przedwcześnie zmarły tata Royce’a. Syn jest rozgrywającym, a finezję nosi w genach. Dzisiaj wyżywał się w penetracjach; był trudny do utrzymania, więc często stawał też na linii rzutów wolnych.

Po wymianie wjazdów pierwsza kwarta skończyła się 20:21, a w drugiej pociągnął miejscowych debiutujący w ich szeregach Marcin Sroka. Akcje 2+1, szybka ręka na dystansie i pewna w osobistych – przy stanie 30:28 miał na koncie 12 punktów. Co zresztą tłumaczyło się samo przez się: 35-latek kilkanaście sezonów spędził w ekstraklasie, ma na koncie cztery medale mistrzostw Polski (ze złotym) i 12 meczów w reprezentacji. Jest znany z agresywności i waleczności, co też dzisiaj pokazał, zaliczając spięcia z Kareemem Maddoksem i Jakubem Dłuskim.
– Zmiana „ornitologiczna”, pasuje do Sokoła – krążył żart wśród obsady stolika sędziowskiego. Wszak Marcin zastąpi w pewnym sensie Przemysława Wronę, który zaczął przygotowania w Łańcucie, ale w pierwszym tygodniu przeniósł się do AZS Koszalin.
Sroka ostatnio występował w Stali Ostrów Wlkp., ale latem do tej pory nie miał klubu. – Sam przygotowywał się fizycznie, a treningi u nas w tym tygodniu były jego pierwszymi koszykarskimi – wyjaśnia prowadzący łańcucian Dariusz Kaszowski. – Liczę na niego, bo zawodnika z tak bogatym CV jeszcze u nas nie było, a w tej chwili nie ma też chyba takiego w I lidze. Zamknęliśmy skład, oby omijały nas kontuzje.

Sygnał do kolejnego szturmu krośnian dał Filip Małgorzaciak, który wcelował za trzy na ogromnej swobodzie, z odchylenia. 30:31, zaraz 30:36, 35:45 (następna „trójka” Filipa). Piłka szybko wędrowała z jednej strony na drugą, przyjezdni lepiej bronili i byli skuteczniejsi.
Po przerwie i festiwalu wsadów Maddoksa oraz Dariusza Wyki, wydawało się, że miejscowi „popłyną” (42:58, 48:62), ale regres zatrzymał niespodziewanym trafieniem zza łuku Rafał Kulikowski. 51:62 i 54:64 po 30 minutach.
W czwartej odsłonie, kiedy Sebastian Szymański i Zywert, którzy w założeniu mają się zmieniać jako playmakerzy, wyszli jednocześnie na pozycjach 1 i 2, gospodarze zbliżyli się na 65:68. Układało im się w defensywie, a w ataku rej wodził Jerzy Koszuta. Przerwał im jednak jeden z głównych aktorów ekscytujących konfrontacji, jakie obie ekipy toczyły w I lidze – Dariusz Oczkowicz – a resztę załatwił Wooolridge; bądź sam, bądź wypuszczając w bój Maddoksa. 67:81, 71:83, 76:92. Ten ostatni błysnął też dwoma blokami: najpierw o tablicę, a potem na przeciwniku składającym się do rzutu na obwodzie.

– Pozytywnie oceniam występ obu Amerykanów, ale cieszę się też, że prezentowaliśmy zespołowy basket, podobnie jak w I lidze – mówi Michał Baran, wiążący spore nadzieje z Chrisem Czerapowiczem, który notuje bardzo dobre statystyki w reprezentacji Szwecji, a do Miasta Szkła ma dołączyć 17 września. Na krótką zmianę wyszedł też Adrian Warszawski z Anwilu Włocławek. – Są pewne kłopoty z jego listem czystości; będzie u nas, ale jeszcze nie wiadomo, czy na wypożyczeniu, czy na zasadach transferu definitywnego – wyjaśnia trener. – Chciałbym pozyskać jeszcze jednego dobrego zawodnika wysokiego. O ile pozwoli na to budżet, bo na razie nie pozwala. Przyglądamy się, może uda się znaleźć jakieś dobre „last minute”, niedługo przed ligą.
Do inauguracji TBL, 8 października, planuje jeszcze 11 meczów kontrolnych. Trzy najbliższe w Stalowej Woli, podczas mistrzostw Podkarpacia. Nie wiadomo, czy wpadną tam na siebie z Sokołem (są w innych grupach), ale umówili się też na sparing w przyszłym tygodniu w Krośnie.
Łańcucianie są już po czterech sprawdzianach, w których odnieśli po dwa zwycięstwa i porażki. – Praca, praca, praca – podkreśla Dariusz Kaszowski. – Dzisiaj było trochę bałaganu organizacyjnego, zarówno w taktyce ofensywnej, jak w obronie, w której sprawdzałem różne warianty. Od kiedy mamy ustabilizowaną kadrę, musimy zacząć to poprawiać.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – MIASTO SZKŁA Krosno 76:92 (20:21, 22:28, 12:15, 22:28)
Sędziowali: Grzegorz Sowa i Dominik Hałka. Widzów: 200.
SOKÓŁ: Klima 14 (1×3), Czujkowski 11, Koszuta 8 (1×3), Kulikowski 8 (1×3), Zywert 8 (2×3) oraz Sroka 13, Szymański 6, Czerwonka 6 (1×3), Krajniewski 2, Balawender. Trener: Dariusz Kaszowski.
MIASTO SZKŁA: Woolridge 24 (2×3), Maddox 13, Rduch 11 (3×3), Dłuski 8, Oczkowicz 4 oraz Wyka 12, Małgorzaciak 8 (2×3), Pełka 6, Bręk 6, Warszawski. Trener: Michał Baran.

Komentowanie zablokowane.