Ostateczny krach systemu promocji

Najbrutalniej i niesportowo spadek Wandy Instal z I ligi można skwitować tak: miała najniższy w niej, wynoszący około 450 tysięcy złotych, budżet, więc zajęła ostatnie miejsce. Rzeczywistość była jednak bardziej skomplikowana, choć bezpośrednio związana z finansami. A jeden z głównych problemów drużyny z Nowej Huty jest również udziałem innych krakowskich klubów siatkarskich.

Miesięczne pensje zawodników nie przekraczały 5 tysiąca złotych (a większość wynosiła – nawet dwukrotnie – mniej), co plasowało ich w dole pierwszoligowej listy płac. Mimo to zespół był stosunkowo silny, co udało się osiągnąć dzięki szczególnemu zabiegowi oszczędnościowemu. Starsi zawodnicy – Bartłomiej Soroka, Mariusz Syguła, Jarosław Tepling, Jacek Pić, krótko też Adam Nowik – na co dzień normalnie pracowali i mieszkali na Górnym Śląsku. Tam też realizowali program zajęć na siłowni w poniedziałki i środy, natomiast w Krakowie w hali ćwiczyli z resztą kolegów we wtorki, czwartki i piątki.

Jedna strona nie miała środków na profesjonalne kontrakty, druga nie mogła sobie pozwolić na utrzymywanie rodzin za „oszczędnościowe” płace, co stworzyło określoną rzeczywistość: skład, który miał być wyczynowy funkcjonował jako drużyna trzy razy w tygodniu, plus mecz.
Nie spowodowało to olbrzymiej wyrwy w dyspozycji Wandy, bo na ogół prezentowała się nieźle, lecz braki w zgraniu, pewności siebie wychodziły w ważnych momentach. W sezonie krakowianie przegrali aż 25 setów „na przewagi”! Gdyby większość z nich rozstrzygnęli na swoją korzyść, prawdopodobnie utrzymaliby się w lidze nawet bez konieczności występowania w play out.

W tym swoistym systemie promocyjnym pieniędzy brakowało na wiele rzeczy. Prezes i trener Wandy, Grzegorz Silczuk zaprzecza pytany o te kwestię, lecz nieoficjalnie mówi się, iż z własnej kieszeni pokrywał część kosztów organizacji meczów.
Środków nie starczyło na zatrudnienie masażysty i odnowę biologiczną. Było to jednym z powodów kontuzji dręczących zespół – właściwie co chwilę ktoś z niego wypadał. Najboleśniejsza była strata Bartosza Mischke, który miał być filarem przyjęcia i ataku, ale ostatni mecz na swojej pozycji rozegrał na początku listopada, potem borykał się z dolegliwościami pachwiny i barku, a na parkiecie pojawił się tylko raz, jako libero.

Samorządowe miliony

Wanda uchodzi za klub, który cieszy się wsparciem władz miasta. I w pewnym stopniu tak jest: trzy lata temu została operatorem ośrodka przy Bulwarowej (baseny i boiska do „plażówki” nad Zalewem Nowohuckim), a w ubiegłym roku bez przetargu przekazano jej do zarządzania dawną halę Hutnika przy Ptaszyckiego. Na koszt miasta została ona odnowiona, położono przede wszystkim wykładzinę na boisku.
Klub zawdzięcza to w dużej mierze działalności prezesa honorowego Józefa Pilcha, w ubiegłej kadencji przewodniczącego, a w obecnej – wiceprzewodniczącego Rady Miasta. Pilch wraz ze swoją grupą radnych PiS współpracuje przy wielu projektach z prezydentem Jackiem Majchrowskim.

Stąd biorą wymienione awantaże, które jednak mogą wywołać tylko uśmiech politowania w pierwszo- i drugoligowych klubach siatkówki, czy koszykówki. Właśnie na tym poziomie i w tych dyscyplinach – ze względu na wysokości budżetów – finansowe wsparcie gminy miejskiej stanowi największy handicap. Nie mają go krakowskie zespoły, które otrzymują okrągłe zero (nie da się tu wliczyć grantów, przeznaczanych na szkolenie młodzieży), a dysponuje nim wielu ich rywali. Większość drużyn I ligi siatkarzy otrzymuje 100-500 tysięcy złotych. GTPS Gorzów Wlkp., który na ten rok dostał tylko część z zakładanych 400 tysięcy, stanął w grudniu przed widmem wycofania z ligi. Ostatecznie pozostał w niej i się utrzymał, ale zaległości płacowe sięgają kilku miesięcy, a klub prowadzi rozmowy sondujące z drugoligowcami, oferując swoje miejsce za 200 tysięcy.

W I lidze siatkarek trzy drużyny wyprzedzające Armaturę Elisteski UEK – Legionovia, Piecobiogaz Murowana Goślina, Chemik Police – mogą liczyć na 400-500 tys. Bardzo duże wsparcie samorządu otrzymuje też KSZO Ostrowiec Św., który obronił się przed spadkiem w play out.
W I lidze koszykarzy kwoty są jeszcze bardziej imponujące. Beniaminek z Kutna tylko na pierwsze półrocze 2012 dostał 340 tysięcy, łącznie władze lokalne pokrywają ponad połowę budżetu wynoszącego 1,2 miliona, a w ubiegłym roku po awansie zrezygnowano z… budowy fontanny miejskiej, aby zaoszczędzić pieniądze dla zespołu.
Pół miliona na sezon ma SKK Siedlce, kilkusettysięczne sumy – m.in. Polonia Przemyśl, Znicz Basket Pruszków, Spójnia Stargard Szczeciński.

W Spójni wykorzystują także patent od kilku lat obecny na największą skalę w MKS Dąbrowa Górnicza, który utrzymuje ekstraklasowe siatkarki (choć do ostatnich sukcesów przyczyniły się już pieniądze Tauronu) i pierwszoligowych koszykarzy. Poza miastem łożą na MKS spółki od miasta zależne – MPEC, MPK, MPWiK, MPGK. Są absolutnymi monopolistami, ale przeznaczają setki tysięcy złotych na reklamę przez sport…
Nierzadko wydatki samorządów idą też innymi drogami, zwłaszcza poprzez MOSiR, z którego hal kluby korzystają, ale w którym również są zatrudnieni trenerzy lub zawodnicy.

Oczywiście, bardzo łatwo można usprawiedliwić postępowanie władz Krakowa argumentem, że wydały już niemal 700 milionów na budowę dwóch stadionów piłkarskich, z których korzystają Wisła i Cracovia, nad ziemię zaczyna się też dźwigać hala widowiskowo-sportowa w Czyżynach na kilkanaście tysięcy widzów. I te obiekty przetrwają dłużej niż niejedna drużyna.
Chodzi o pokazanie, jakie „tyły” mają tutejsze kluby.
Dla zamknięcia tego wątku – anegdota. Sport dotują również niekiedy władze wojewódzkie. Zespół siatkarek UEK – za pośrednictwem krakowskiego środowiskowego AZS – w latach 2010 i 2011 został zakwalifikowany do programu „Małopolska – nasz region, nasza szansa”. „Ekonomiczna” inkasowała kwoty od 5 do 8 tysięcy, co każdorazowo nie stanowiło nawet 1 procent budżetu.

Czekanie na wybory

Dzień przed ostatnim meczem play out zawodnicy Wandy otrzymali połowę pensji za luty, a kilka dni wcześniej zapowiedziano im, że w przypadku degradacji nie można liczyć na wpływy od sponsorów, a wtedy ta wypłata będzie dla nich ostatnią (gdyby wygrali dwa mecze z Ślepskiem Suwałki – i wyrównali stan rywalizacji na 2-2 – w poniedziałek mieli dostać drugą połowę za luty). Grzegorz Silczuk twierdzi, że taką ewentualność zaakceptowali, nie wiadomo jednak jak sprawa potoczy się dalej.
No i jakie będą losy siatkówki w Wandzie? Kluczem mogą być wybory władz klubu zaplanowane na 19 kwietnia. Statut przewiduje wybory zarządu, który potem wyłania ze swego grona prezesa, jego zastępców i dyrektora klubu. Spore apetyty na przejęcie sterów ma frakcja „żużlowa”. Może powstać sytuacja, że obecny zarząd, który chce ponownie kandydować, dla przechylenia szali będzie musiał wykazać się planami utrzymania drużyny siatkarzy, która byłaby wyczynową wizytówką klubu.

Mogłaby się ona opierać o Krakowską Akademię, która do tej pory zwalniała siedmiu studiujących na niej zawodników z czesnego, udostępniała im też miejsca w akademiku. Gdyby w barwach uczelni sięgnęli po sukces akademickich mistrzostw Polski, w przyszłym sezonie mogliby liczyć na stypendia.
W ten sposób dałoby się nawet stworzyć ekipę walczącą o powrót do I ligi, ale trzeba by ją doinwestować kwotą 200-300 tysięcy.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*