Ostatni gwizdek

Tuż przed sześćdziesiątką Kevin Costner nie byłby autentyczny wymachując kijem czy rzucając piłkę, co nie znaczy, że nie może dobrze zagrać w filmie o sporcie. Choćby w tym – rozkręcającym się z czasem, by mocno wciągnąć widza.

Od kilkudziesięciu lat jest zresztą wypróbowanym aktorem „sports drama”. Nie licząc dwóch epizodów (na samym początku kariery w „Ścigając marzenia” i – dużo później – w „Kumplu do bicia”) wystąpił w pięciu obrazach, które weszły do kanonu gatunku: „Gra o miłość” (baseball), „Tin Cup” (golf), „Pole marzeń” (baseball), „American Flyers” (kolarstwo), „Bull Durham” (baseball).
Miejsce obok nich może zająć traktujący o futbolu amerykańskim „Ostatni gwizdek”. Costner gra w nim menedżera klubu profesjonalnej ligi NFL, Clevelad Browns, zmagającego się z presją dokładnie wszystkich: dziennikarzy, kibiców, właściciela, trenera, obecnych zawodników zespołu i tych, którzy chcą do niego trafić, leciwej mamy czerpiącej informacje o jego poczynaniach z twittera (czego komiczny potencjał nie został jednak należycie wykorzystany), dziewczyny oznajmiającej mu kluczowego dnia, że jest w ciąży, a nawet presji pamięci nieżyjącego ojca, trenerskiej legendy.

To jeden z tych specyficznych, acz nierzadkich, filmów o sporcie, które nie dzieją się na boisku. Ten opowiada o dniu draftu w National Football League, który jest wydarzeniem równym meczowi play off, a o bardziej długofalowych skutkach i z oprawą medialno-ceremonialną godną finału.
Co to jest draft, chyba nie wszyscy w Polsce rozumieją, biorąc pod uwagę fanzolenie o zorganizowaniu go na wzór amerykański w siatkarskiej Plus Lidze. W NFL to nabór z całkowicie zewnętrznych rozgrywek (a nie z niższej ligi) – przede wszystkim akademickich (w innych ligach, np. NBA czy NHL, pewne znaczenie uzyskują cudzoziemcy, zdarzają się absolwenci szkół średnich). W każdej rundzie kluby wybierają w kolejności odwrotnej od miejsc zajętych w ostatnim sezonie, co słabszym pozwala się wzmocnić (w NBA i NHL jest losowanie kolejności, ale najniżej klasyfikowane kluby mają w nim najwięcej szans). Mogą handlować tymi prawami wyboru, nie tylko w pierwszej rundzie i nie tylko danym roku, ale także potencjalnymi przyszłymi. Mogą też przekazywać te prawa jako część transakcji wymiany zawodników. Na dodatek od szybkości wyboru (wyższego numeru) często zależą wysokości kontraktów.
Wszystko to buduje dramaturgię typowego amerykańskiego Draft Day i naszego filmu.
Do tego dochodzi obawa, by nie kupić kota w worku. To nie transfer zawodnika z ligi francuskiej do angielskiej – wielokrotnie obserwowanego przez skautów, także pod kątem zachowań pozapiłkarskich, cech charakteru. Tutaj młody chłopak, student ma przenieść się do świata sportu ultraprofesjonalnego i do samodzielnego życia z mnóstwem pokus, przyciąganych przez wypchany nagle portfel.

Wydarzenia są osadzone w realiach klubu footballowego, w sferze transferów funkcjonującego inaczej niż europejskie, piłkarskie. I w rzeczywistości miasta zakochanego w tej dyscyplinie i w Cleveland Browns: „Nie mamy plaży, pięknej pogody, lasek w bikini jeżdżących na rolkach, ale mamy swoją drużynę!”.
W tym mieście i klubie są ludzie, którzy wspominają szczegóły meczu sprzed 25 lat, jak wczorajszy odcinek popularnego serialu. Tyle że z większą pasją.
Sam film nie zaczyna się od trzęsienia ziemi, z początku może wydać się wręcz nudnawy, lecz z czasem wciąga. Chwilami budzi większe emocje niż sama gra, a na finiszu kryje suspens mocniejszy niż kilkudziesięciometrowy bieg skrzydłowego uwieńczony przyłożeniem.
PAWEŁ FLESZAR

OSTATNI GWIZDEK. Tytuł oryginalny: Draft Day. Produkcja: USA. Rok: 2014. Reżyseria: Ivan Reitman. Scenariusz: Scott Rothman, Rajiv Joseph. Muzyka: John Debney. Zdjęcia: Eric Steelberg. Obsada: Kevin Costner, Jennifer Garner, Denis Leary, Frank Langella, Ellen Burstyn, Terry Crews, Sean Combs, Chadwick Boseman.
* stopka na podstawie filmweb.pl

Komentowanie zablokowane.