Ostrożny pesymizm znowu w cenie

Górnik Zabrze padł w Krakowie kolejną ofiarą utrzymującej się w wysokiej formie Wisły, a rezultat 3:0 nie oddaje w pełni ofensywnej widowiskowości tego spotkania.

W deszczowy, piątkowy wieczór przed dwoma tygodniami tramwaj linii „20”, odwożący kibiców po meczu z Wisłą Płock, przerzedził się w okolicach Dworca Głównego. Jedno ze zwolnionych krzesełek zajął dwudziestoparoletni chłopak. Miał na sobie koszulkę klubową, jeszcze z reklamą Tele-Foniki, i szalik – wszystko jak trzeba. A do tego wyciągnął „Pożytki z pesymizmu i niebezpieczeństwa fałszywej nadziei” Rogera Scrutona. Czytał sobie smacznie, póki nie ustąpił miejsca kobiecie.
Scena miała taką siłę symboliczną (a przy tym – siłę łamania stereotypów), że gdyby nie zdarzyła się naprawdę, należałoby ją wymyślić. Wszak tytuł książki angielskiego filozofa znakomicie komponuje się kilkunastoma latami daremnych starań „Wisły Cupiała” o Ligę Mistrzów, z bezpodstawnymi ambicjami, jakie ogarnęły klubowych włodarzy w minionym sezonie, a także z czterema wstępnymi kolejkami, kiedy po konfrontacji z płockim zespołem „Biała Gwiazda” mogła mieć, oszczędnie licząc, cztery punkty więcej.
Scruton oczywiście nie zajmował się Lotto Ekstraklasą; pisał o powodach największych dramatów XX i XXI wieku: komunizmu, nazizmu, kryzysu ekonomicznego ubiegłej dekady, bezmyślnej biurokracji Unii Europejskiej. Według niego, nieszczęścia różnego kalibru biorą się z nierozważnego, entuzjastycznego optymizmu, a znacznie lepiej radzi sobie z problemami racjonalne myślenie ze szczyptą pesymizmu. Przy Reymonta, gdzie kłopotów jest bez liku (począwszy od tych zupełnie fundamentalnych), na które na początku sezonu nałożył się dorobek znacznie gorszy niż gra – w cenie jest ostatnio ostrożny pesymizm.

Wielu kibiców jeszcze długo pewnie ekscytowałoby się wyjazdowym zwycięstwem Wisły z Lechem 5:2, gdyby nie przyćmił go dzisiejszy sukces. Krakowianie z polotem rozwijali się w ataku, dużo było podań z pierwszej piłki i dynamicznych akcji skrzydłami. Pieczątki na golach, podobnie jak w Poznaniu, przybijał Martin Kosztal. Najpierw prostopadłym podaniem wypuścił Rafała Pietrzaka, który znalazł się 4,5 metra od linii końcowej za polem bramkowym. I z tej pozycji, świetnej do ostatniego dogrania przed bramkę… przyładował tuż przy bliższym słupku pod poprzeczkę, a Tomasz Loska zastygł z dłońmi uniesionymi jak na komendę „ręce do góry”.
Chwilę później 22-letni Słowak zwiódł balansem ciała i przyspieszeniem Kacpra Michalskiego, zacentrował, a Zdenek Ondraszek na półwślizgu wpakował piłkę do siatki, z pięcioma trafieniami umacniając się na czele listy najskuteczniejszych.
– Wiedzieliśmy jak to może wyglądać, ale o wszystkim decyduje boisko. Przygotowanie to jedno, a realizacja to drugieMarcin Brosz pytany o Kosztala skrytykował podopiecznych tak łagodnie, że przywiódł skojarzenie z przedwojennymi ułanami, owijającymi na ćwiczeniach szable słomą.

Po przerwie gospodarze nacierali non stop, wreszcie Pietrzak z lewego skrzydła dośrodkował płasko na 14.-15. metr. Vullnet Basha, którego dzisiejsze działania obronne bywały na równi ofiarne, co ryzykanckie i nonszalanckie, nabiegł idealnie w tempo i precyzyjnie uderzył po ziemi. Przy stanie 3:0 najpiękniejszą bramkę mógł zaliczyć Jesus Imaz, lecz po oszukaniu rywala sztuczką techniczną nie zmieścił futbolówki pod poprzeczką. Sporo szans miał dzisiaj Rafał Boguski, Tibor Halilović pojawił się na ekstraklasowym boisku po raz pierwszy w tym sezonie (i ładnie przymierzył, ale Loska to odbił to jeszcze piękniejszą paradą), a 18-letni Marcin Grabowski – po raz pierwszy w karierze.
– Chcę podkreślić, że jestem pod wrażeniem tego, jak zaprezentowali się moi zawodnicy – chwalił ich trener Maciej Stolarczyk.

Do ogólnej widowiskowości dołożyli się też goście, wszak bilans strzałów wyniósł 18-19. Paradoksalnie, najlepszych okazji zabrzanie nie wypracowali sobie między 60. a 80. minutą, kiedy miejscowi spuścili z tonu. Najbliżej był Igor Angulo na starcie i na końcu pierwszej połowy, jednak jego główkę obronił Lis, a w drugiej sytuacji Hiszpan spudłował. Podobnie jak Szymon Matuszek, który w 89. minucie trochę przypadkowo otrzymał możliwość uzyskania honorowego gola, ale z 5 metrów kopnął wysoko nad poprzeczką.
A w tramwaju tym razem, dla równowagi, można było posłuchać o „jeb…ych żabolach”, tudzież imprezowych przyśpiewek podchmielonych ukraińskich studentów, a na ogonie pojazdu siedział policyjny radiowóz, obserwujący grupę nastoletnich fanów w drugim wagonie.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – GÓRNIK Zabrze 3:0 (2:0)
Bramki: Pietrzak 18, Ondraszek 22, Basha 49. Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Żółte kartki: Basha, Pietrzak – Matuszek. Widzów: 16 482.
WISŁA: Lis – Bartkowski, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak (67. Grabowski) – Basha – Boguski, Kort (76. Halilović), Imaz, Kosztal (69. Małecki) – Ondraszek. Trener: Maciej Stolarczyk.
GÓRNIK: Loska – Michalski, Bochniewicz, Suarez, Gryszkiewicz – Liszka (46. Smuga), Biedrzycki (55. Ambrosiewicz), Matuszek, Ryczkowski (66. Nowak) – Jimenez, Angulo. Trener: Marcin Brosz.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.