Marzenia nigdy się nie kończą

Artykuł ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „Przeglądu Sportowego” z 3 grudnia 2004 r.

Oczy 22-letniej dziewczyny, która bagażem życiowych doświadczeń mogłaby obdzielić gromadę rówieśniczek. Oczy koloru morskiej wody. Oczy, na których ślad zostawiły entuzjastyczna radość i cicha rozpacz. Oczy Agaty Mróz.

Jest w polskim sporcie gotowy scenariusz do wzruszającego filmu, po którym wychodzisz z kina ze ściśniętą krtanią i wilgotnymi oczami. Ten jest prawdziwy; uczy, że do końca warto walczyć i zawsze trzeba mieć nadzieję. W 1999 roku 17-letnia Agata Mróz była jedną z najlepszych, w swoim pokoleniu, siatkarek na świecie. Czytaj dalej »

Proszę przyjąć życzenia…

Świąt Bożego Narodzenia radosnych jak w dzieciństwie. Spędzonych w zdrowiu i spokoju, w gronie bliskich. Dobrego apetytu i dobrego trawienia. Wielu ciepłych uczuć; od miłości po zwykłą życzliwość, nie tylko od święta. Choć odrobiny szczęścia.
Czytaj dalej »

Wanda, która Amerykanina by chciała

W okresie przedświątecznym skumulowały się problemy personalne w I-ligowej drużynie siatkarzy KA Wandy Instal Kraków. Pisaliśmy już, że nie będzie w niej występowała środkowy Jakub Blachura, a poszukiwania jego następcy się przedłużają. Komplikuje się również sytuacja Bartosza Mischke. – Jeszcze w ubiegłym tygodniu wydawało się, że lada chwila wróci do treningów, a teraz stwierdził, że bark ciągle boli, rokowania lekarskie tez są kiepskie: nie wiadomo, kiedy będzie zdolny do gry – kręci głową Grzegorz Silczuk, trener Wandy.

Krakowski klub potrzebuje więc zawodników na dwie pozycje. Czytaj dalej »

Gdyby bin Laden skakał o tyczce…

Wywiad ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „Przeglądu Sportowego” z 12 listopada 2004 r.

W tle spadające meteoryty, hekatomba. Na pierwszym planie mówiący do kamery dziennikarz: „Przepraszamy państwa. W związku z bezpośrednią transmisją końca świata program dla majsterkowiczów nadamy w terminie późniejszym”. Sarkazm, cynizm i pewna, charakterystyczna kreska. Andrzej Mleczko nie uznaje świętości i drwi ze wszystkiego. Wspólnie pożartowaliśmy trochę na temat sportu.

– Sport nie jest śmieszny?
– Z odpowiedniej perspektywy wszystko jest śmieszne. Czytaj dalej »

Grzejąc ławę

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Janusz Zaorski reżyserując „Piłkarskiego pokera” postawił pomnik własnej futbolowej miłości, czy raczej rozliczał się z nią jak z niewierną i rozwiązłą żoną. Na pewno jednak od kilkudziesięciu lat kultywuje uczucie w swoich kolejnych domach i mieszkaniach, zapraszając na wspólne oglądanie meczów przyjaciół ze świata kultury i sportu. To właśnie u niego, po zwycięstwie Argentyny w finale mistrzostw świata 1978, Tomasz Wołek uklęknął przed telewizorem i ucałował ekran. To u niego zebrało się w jednym pokoju kilkadziesiąt osób, kibicujących Polakom walczącym z ZSRR podczas MŚ 1982, wyładowując radość z wyniku i frustrację z trwającego stanu wojennego skandowaniem: „Wrona orła nie pokona, prędzej zginie, pierdolona”. To wtedy zabronił wyjścia na balkon swojej córeczce Kasi, krzycząc: „Jak spadniesz, to nikt nie zbiegnie na dół, żeby ci pomóc!”…
Czytaj dalej »

Piękny bój z ośmioma Spartankami

Zupełnie nie wiem, czego się spodziewać po meczu ze Spartą; do poprzedniego przygotowywaliśmy się przez dwa tygodnie i przegraliśmy w październiku w Warszawie – zastanawiał się przed tygodniem trener Armatury Elitesek UEK, Tomasz Klocek. „Z tyłu głowy” ma chyba również szokującą porażkę w stolicy przed 11 miesiącami, kiedy jego zespół uległ ówczesnemu outsiderowi 0:3.
Zarówno w ubiegłym sezonie, jak w obecnym „Ekonomistki” są znacznie wyżej notowane w pierwszoligowej stawce od Sparty, ale do ich rywalizacji zaczyna się wkradać element obliczalności – wiadomo, że krakowiankom będzie ciężko… Dzisiaj wygrały 3:1 (25:19, 20:25, 25:22, 25:20), ale w żadnym momencie nie mogły być pewne korzystnego wyniku.
Czytaj dalej »

Świąteczna siatkówka. Powrót „Miszy”

Między dzisiejszą kolejką a następną siatkarscy ligowcy będą mieli dość długą przerwę (niektórzy do 7 stycznia, inni do 11, a nawet 14). Bodaj najciekawszym siatkarskim wydarzeniem okresu świąteczno noworocznego w Krakowie będzie turniej w hali Uniwersytetu Ekonomicznego, 29 i 30 grudnia. Poza Armaturą Eliteskami wystąpią w nim inne zespoły zaplecza ekstraklasy – Silesia Volley Mysłowice/Chorzów i PLKS Pszczyna. Stawkę uzupełni dwóch drugoligowców: lider grupy IV, Szóstka Biłgoraj oraz zajmujący czwarte miejsce w grupie I – Piast Szczecin.

Z kolei najlepsza w III lidze małopolskiej, walcząca o awans Bronowianka Kraków wyjeżdża na turniej do Mysłowic. Czytaj dalej »

Pedagogika według Karpola

Wywiad ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „Przeglądu Sportowego” z 7 stycznia 2005 r.

Kontrowersyjny, porywczy, despotyczny, niekiedy ordynarny. No i co z tego? Bezprecedensowa lista sukcesów w każdym języku odpowiada „Tak” na pytanie, czy Nikołaj Karpol był wielkim trenerem. Jednym z największych w historii siatkówki.

Starszy, niepozorny mężczyzna w małym, hotelowym pokoju. Trochę drobiazgów na niskim stoliku, nad głową gadający telewizor, nierozpakowana waliza przy łóżku. Siwe włosy zaczesane do tyłu, bose stopy wyciągnięte wprost na podłogowej wykładzinie. Nikołaj Karpol dzisiaj. A gdzie się podział trener, który stojąc przy linii wygrywał kolejny ważny mecz? Furiat wymachujący zawodniczkom pięściami przed nosem?
Tylko na chwilę ożywa klimat tamtych dni: do pokoju wchodzi była podopieczna, potem asystentka, a teraz następczyni Karpola na stanowisku trenera Urałoczki Jekatierinburg, Walentyna Ogienko – i wypręża się niemal na baczność przy drzwiach. Tak, jak często robiły to jej koleżanki, gdy charyzmatyczny szkoleniowiec wchodził do hali.
Po przegranym finale olimpijskim w Atenach ogłosił: – Kończę z pracą trenerską.

„Car”, „Wielki mag siatkówki” roztacza jeszcze aurę dawnej władzy, ale po targających nim niegdyś emocjach pozostały smutek i zmęczenie, czające się w głębi oczu. – Jestem emerytem, przyszedł na mnie czas – mówi z bezbronnym uśmiechem.
– Trudno w to uwierzyć, wyobrazić sobie ławkę trenerską bez pana. Nie brakuje panu adrenaliny? Czytaj dalej »

Cud mniemany czyli Holendrzy na karuzeli

Ostatnia tak magiczna chwila z piłkarzami krakowskiej Wisły w roli głównej miała chyba miejsce w grudniu 2002 roku. Rozbili wtedy 4:1 Schalke Gelsenkirchen w obecności 50 tysięcy niemieckich kibiców, a siedmioletni synek redakcyjnej koleżanki niżej podpisanego rozpłakał się siedząc w kucki przed telewizorem. Wisła była na ustach całej futbolowej Polski. Nie o porównania klasy i stylu tamtej drużyny do obecnej tu chodzi, ale tego niezwykłego spiętrzenia cichej nadziei, głośnej radości, olbrzymiej niespodzianki oraz przyjemnej ekscytacji w oczekiwaniu na jutrzejsze losowanie i lutową konfrontację w 1/16 Ligi Europy (notabene to o jeden stopień niżej od osiągniętego przez tamtą ekipę Henryka Kasperczaka).

Podopieczni Kazimierza Moskala zostali nagrodzeni za odwagę w marzeniach (bo mało kto sądził, że kiepściutkie ostatnio Odense zdoła cokolwiek zdziałać w Londynie) i zdrowy rozsądek (niezależnie od wszystkiego, trzy zdobyte przez nich punkty zaprocentują w przyszłości w rankingu), który pożegnał się z dawnym „wszystko albo nic” (kiedy po minimalnie traconej szansie na Ligę Mistrzów krakowianie prawie od razu odpadali z jakimś słabeuszem w Pucharze UEFA). Czytaj dalej »

Dalin Szlachetki

W długimi okresami emocjonującym spotkaniu MKS MOS Wieliczka uległ Dalinowi Myślenice 0:3 (23:25, 17:25, 27:29). Hala Solne Miasto była sceną popisu kapitana ekipy gości, Moniki Szlachetki. Atakowała skutecznie przez trzy sety (co często ułatwiała jej Anna Kowalik, „poruszająca” szybką wystawą blok gospodyń), kontrapunktując to trudnymi serwisami. Na finał zdobyła cztery ostatnie punkty, pozbawiając rywalki nadziei na kontynuowanie meczu.

Zwyczajowo, udanie zaczęły mecz wieliczanki; dzięki zbiciom z prawego skrzydła Moniki Antos i paru wygranym przez Katarzynę Świeży pojedynkom nad siatką, prowadziły jeszcze 16:14. Wtedy jednak po serii agresywnych zagrywek Katarzyny Sarlej (dwa asy) wynik się odwrócił (16:19) i zmianie nie uległ już do końca – zwieńczonego punktem Sarlej (słuchaczki studiów doktoranckich krakowskiej AWF) po przejściu do pierwszej linii. Czytaj dalej »