Grzejąc ławę

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Janusz Zaorski reżyserując „Piłkarskiego pokera” postawił pomnik własnej futbolowej miłości, czy raczej rozliczał się z nią jak z niewierną i rozwiązłą żoną. Na pewno jednak od kilkudziesięciu lat kultywuje uczucie w swoich kolejnych domach i mieszkaniach, zapraszając na wspólne oglądanie meczów przyjaciół ze świata kultury i sportu. To właśnie u niego, po zwycięstwie Argentyny w finale mistrzostw świata 1978, Tomasz Wołek uklęknął przed telewizorem i ucałował ekran. To u niego zebrało się w jednym pokoju kilkadziesiąt osób, kibicujących Polakom walczącym z ZSRR podczas MŚ 1982, wyładowując radość z wyniku i frustrację z trwającego stanu wojennego skandowaniem: „Wrona orła nie pokona, prędzej zginie, pierdolona”. To wtedy zabronił wyjścia na balkon swojej córeczce Kasi, krzycząc: „Jak spadniesz, to nikt nie zbiegnie na dół, żeby ci pomóc!”…
Czytaj dalej »

Piękny bój z ośmioma Spartankami

Zupełnie nie wiem, czego się spodziewać po meczu ze Spartą; do poprzedniego przygotowywaliśmy się przez dwa tygodnie i przegraliśmy w październiku w Warszawie – zastanawiał się przed tygodniem trener Armatury Elitesek UEK, Tomasz Klocek. „Z tyłu głowy” ma chyba również szokującą porażkę w stolicy przed 11 miesiącami, kiedy jego zespół uległ ówczesnemu outsiderowi 0:3.
Zarówno w ubiegłym sezonie, jak w obecnym „Ekonomistki” są znacznie wyżej notowane w pierwszoligowej stawce od Sparty, ale do ich rywalizacji zaczyna się wkradać element obliczalności – wiadomo, że krakowiankom będzie ciężko… Dzisiaj wygrały 3:1 (25:19, 20:25, 25:22, 25:20), ale w żadnym momencie nie mogły być pewne korzystnego wyniku.
Czytaj dalej »

Świąteczna siatkówka. Powrót „Miszy”

Między dzisiejszą kolejką a następną siatkarscy ligowcy będą mieli dość długą przerwę (niektórzy do 7 stycznia, inni do 11, a nawet 14). Bodaj najciekawszym siatkarskim wydarzeniem okresu świąteczno noworocznego w Krakowie będzie turniej w hali Uniwersytetu Ekonomicznego, 29 i 30 grudnia. Poza Armaturą Eliteskami wystąpią w nim inne zespoły zaplecza ekstraklasy – Silesia Volley Mysłowice/Chorzów i PLKS Pszczyna. Stawkę uzupełni dwóch drugoligowców: lider grupy IV, Szóstka Biłgoraj oraz zajmujący czwarte miejsce w grupie I – Piast Szczecin.

Z kolei najlepsza w III lidze małopolskiej, walcząca o awans Bronowianka Kraków wyjeżdża na turniej do Mysłowic. Czytaj dalej »

Pedagogika według Karpola

Wywiad ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „Przeglądu Sportowego” z 7 stycznia 2005 r.

Kontrowersyjny, porywczy, despotyczny, niekiedy ordynarny. No i co z tego? Bezprecedensowa lista sukcesów w każdym języku odpowiada „Tak” na pytanie, czy Nikołaj Karpol był wielkim trenerem. Jednym z największych w historii siatkówki.

Starszy, niepozorny mężczyzna w małym, hotelowym pokoju. Trochę drobiazgów na niskim stoliku, nad głową gadający telewizor, nierozpakowana waliza przy łóżku. Siwe włosy zaczesane do tyłu, bose stopy wyciągnięte wprost na podłogowej wykładzinie. Nikołaj Karpol dzisiaj. A gdzie się podział trener, który stojąc przy linii wygrywał kolejny ważny mecz? Furiat wymachujący zawodniczkom pięściami przed nosem?
Tylko na chwilę ożywa klimat tamtych dni: do pokoju wchodzi była podopieczna, potem asystentka, a teraz następczyni Karpola na stanowisku trenera Urałoczki Jekatierinburg, Walentyna Ogienko – i wypręża się niemal na baczność przy drzwiach. Tak, jak często robiły to jej koleżanki, gdy charyzmatyczny szkoleniowiec wchodził do hali.
Po przegranym finale olimpijskim w Atenach ogłosił: – Kończę z pracą trenerską.

„Car”, „Wielki mag siatkówki” roztacza jeszcze aurę dawnej władzy, ale po targających nim niegdyś emocjach pozostały smutek i zmęczenie, czające się w głębi oczu. – Jestem emerytem, przyszedł na mnie czas – mówi z bezbronnym uśmiechem.
– Trudno w to uwierzyć, wyobrazić sobie ławkę trenerską bez pana. Nie brakuje panu adrenaliny? Czytaj dalej »

Cud mniemany czyli Holendrzy na karuzeli

Ostatnia tak magiczna chwila z piłkarzami krakowskiej Wisły w roli głównej miała chyba miejsce w grudniu 2002 roku. Rozbili wtedy 4:1 Schalke Gelsenkirchen w obecności 50 tysięcy niemieckich kibiców, a siedmioletni synek redakcyjnej koleżanki niżej podpisanego rozpłakał się siedząc w kucki przed telewizorem. Wisła była na ustach całej futbolowej Polski. Nie o porównania klasy i stylu tamtej drużyny do obecnej tu chodzi, ale tego niezwykłego spiętrzenia cichej nadziei, głośnej radości, olbrzymiej niespodzianki oraz przyjemnej ekscytacji w oczekiwaniu na jutrzejsze losowanie i lutową konfrontację w 1/16 Ligi Europy (notabene to o jeden stopień niżej od osiągniętego przez tamtą ekipę Henryka Kasperczaka).

Podopieczni Kazimierza Moskala zostali nagrodzeni za odwagę w marzeniach (bo mało kto sądził, że kiepściutkie ostatnio Odense zdoła cokolwiek zdziałać w Londynie) i zdrowy rozsądek (niezależnie od wszystkiego, trzy zdobyte przez nich punkty zaprocentują w przyszłości w rankingu), który pożegnał się z dawnym „wszystko albo nic” (kiedy po minimalnie traconej szansie na Ligę Mistrzów krakowianie prawie od razu odpadali z jakimś słabeuszem w Pucharze UEFA). Czytaj dalej »

Dalin Szlachetki

W długimi okresami emocjonującym spotkaniu MKS MOS Wieliczka uległ Dalinowi Myślenice 0:3 (23:25, 17:25, 27:29). Hala Solne Miasto była sceną popisu kapitana ekipy gości, Moniki Szlachetki. Atakowała skutecznie przez trzy sety (co często ułatwiała jej Anna Kowalik, „poruszająca” szybką wystawą blok gospodyń), kontrapunktując to trudnymi serwisami. Na finał zdobyła cztery ostatnie punkty, pozbawiając rywalki nadziei na kontynuowanie meczu.

Zwyczajowo, udanie zaczęły mecz wieliczanki; dzięki zbiciom z prawego skrzydła Moniki Antos i paru wygranym przez Katarzynę Świeży pojedynkom nad siatką, prowadziły jeszcze 16:14. Wtedy jednak po serii agresywnych zagrywek Katarzyny Sarlej (dwa asy) wynik się odwrócił (16:19) i zmianie nie uległ już do końca – zwieńczonego punktem Sarlej (słuchaczki studiów doktoranckich krakowskiej AWF) po przejściu do pierwszej linii. Czytaj dalej »

Lepsze jest wrogiem dobrego

Termin „Syndrom non finito” badacze stosują głównie do twórczości Leonarda da Vinci, który nie kończył wielu swoich obrazów. Genialny artysta dochodził do wniosku, że osiągnięcie doskonałości jaką sobie wyobrażał i jaką wymarzył jest niemożliwe, więc pracę porzucał. Istnieje nawet teoria, że osławiona „Mona Lisa” nie została namalowana w całości, tylko później kawałek deski odcięto, żeby zamaskować niedoróbkę.
Wielu innych swoje dzieła po prostu niszczyło. Najczęściej – Chaim Soutine, jeden z tych malarzy, którzy długo biedowali w Paryżu początku XX wieku, a dzisiaj ich obrazy sprzedają się za miliony dolarów.

Jeśli jednak metafora malarska jest zbyt ciężka w odniesieniu do II-ligowej siatkówki, to może wystarczy tytułowe porzekadło – też dobrze ilustruje, co stało się w 2010 r. z drużyną Wisły AGH Kraków.
W sezonie 2009/2010 utalentowana ekipa nastolatek stoczyła porywającą walkę ze zbudowanym za spore pieniądze, z zawodniczek z wyższych lig (m.in. z Karoliną Surmą, Sandrą Biernatek i Magdą Jagodzińską, które przed bieżącym sezonem przeszły do Wisły), zespołem Skawy UEK. Postęp ekipy Białej Gwiazdy był niekwestionowaną zasługą jej trenera, Lesława Kędryny, a dokonywał się w fascynujący sposób – niemal z tygodnia na tydzień. Po finałowej porażce z „Ekonomistkami” (jeszcze po meczach w hali przy Rakowickiej był remis 1:1) i późniejszym awansie tychże do I ligi, wydawało się, że następny sezon w grupie IV będzie należał do wiślaczek.

Czytaj dalej »

Pięć mitów AGH Galeco Wisły

Dorabianie ideologii do niepowodzeń, wyjaśnianie porażek czymś innym niż własną słabością lub błędami, są masowym zjawiskiem w świecie sportu. Można się zżymać na brak inteligencji albo inwencji w tłumaczeniach, irytować ich naiwnością lub bezczelnością, lecz nie można mieć o nie pretensji, bo wypływają z natury ludzkiej. Dla samych opowiadających – jak to się slangowo i dźwięcznie określa – farmazony ryzyko ich zdemaskowania nie jest specjalnie dotkliwe, wszak takimi rzeczami media żyją zwykle jeden dzień. Najgorzej jest, kiedy ktoś uwierzy we własną propagandę.

I ta przypadłość dotknęła chyba sporo osób z II-ligowej AGH Galeco Wisły (z samej drużyny i jej bezpośredniego otoczenia). Miała walczyć o awans, ale zaczęła nie najlepiej, a w jej sportowym poziomie nic się zasadniczo nie zmienia tygodniami i miesiącami; podobnie grała 8 października, podobnie i 10 grudnia. Można postawić tezę, że to wiara w tworzone na użytek publiczny mity spowodowała samopobłażanie, samouspokojenie, stagnację. Poniżej próba udowodnienia tej tezy – hasłowo pojawiają się w niej streszczenia wypowiedzi zamieszczonych w bardzo różnych miejscach: od oficjalnej strony internetowej zespołu, przez media papierowe, aż po stronę Biłgorajskiej Telewizji Kablowej, z jednym z jej pomeczowych reportaży filmowych.

Mit pierwszy: „Zespół jest nowy i potrzebuje zgrania”
Czytaj dalej »

Motylewska i Lach pomogą Wieliczce

Beniaminek II ligi, MKS MOS Wieliczka pozyskał dwie bardzo doświadczone siatkarki – Maję Motylewską i Martę Lach. Obie są skrzydłowymi, Maja przez wiele lat występowała na poziomie ekstraklasy, jest nawet mistrzynią Polski w barwach Muszynianki, Marta – przez ponad dekadę grała w I ligach: polskiej i francuskiej. Ich sylwetki znajdują się poniżej.
Obie zawodniczki będą występować w klubie z Miasta Soli na specyficznych warunkach. Jako że na co dzień obowiązki zawodowe zatrzymują je w Łodzi i Warszawie, będą przyjeżdżać na niektóre mecze, głównie w okresie bezpośredniej walki o utrzymanie. Przygotowywać się będą same, trenując w zaprzyjaźnionych drużynach.
Czytaj dalej »

Zabawy przy kawałku sera

W meczu przypominającym gierki kota z myszą siatkarki Armatury Elitesek UEK pokonały Jadar Politechnikę Radom 3:0 (25:18, 26:24, 25:19). Przyjezdne były myszą z niemijającym apetytem na kawałek sera: miejsce w czwórce po sezonie zasadniczym. I chciałyby i trochę się bały, ale przede wszystkim – nie miały możliwości, żeby ten ser ugryźć. Pojawiły się w Krakowie bez podstawowej skrzydłowej, Sandry Cabańskiej, popełniały też wiele, często niewymuszonych błędów.
Gospodynie to kot; chwilami z rozleniwieniem kręcący ogonem, nie używający nawet wszystkich łap, aby w kluczowych momentach pacnąć natrętną mysz. Czytaj dalej »