Pogoń się nie Kaja

Dalin Myślenice przegrał, 2:3, z Pogonią Proszowice mecz, który na początku, a potem długo w trakcie wydawał się pod jego kontrolą. Gospodynie powitały rywalki płaską, ostrą zagrywką, dzięki której każda z nich dokładała 1-2 punkty do przewagi (12:6, 13:8).
Za jednym zamachem zbilansowała ją jednak własnym serwisem Małgorzata Żyła, ustawiając grę pod kontry finalizowane najczęściej przez Kaję Rydzyńską (13:13). Po wyrównanym fragmencie, w końcówce największą wartość miały dwie główne opcje ataku Pogoni – Rydzyńska i Agnieszka Woźniak.

Z Dalinu powoli uciekało życie, ale poderwała go do walki powracająca w tym sezonie po roku przerwy Anna Wojtan. Najpierw podaniami zza linii końcowej dała myśleniczankom prowadzenie (od 7:9 do 12:9), a później często sprawnie rozrzucała blok Pogoni. Coraz więcej pojedynków na siatce zaczęły wygrywać, górujące dotąd tylko wzrostem, środkowe, Natalia Perlińska i Marta Świerczyńska. Niezłe efekty przynosiła również w 3. i 4. partii taktyka zamęczania serwisem Rydzyńskiej i Woźniak.
Czytaj dalej »

Światła stadionów

Jeśli lubicie amerykańskie filmy o sporcie, to nie ma po co was przekonywać – ten jest jednym z najlepszych. Do tego stopnia, że może przypaść do gustu nawet widzom, którzy nie przepadają za tym rodzajem produktów Hollywood.
Prowincjonalne, rozprażone słońcem miasteczko w Teksasie ze stadionem liczącym więcej miejsc, niż żyje tutaj ludzi. I drużyna futbolowa liceum Permian High, której zawodnicy muszą zmierzyć się z powszechnym uwielbieniem i presją wyniku przerastającymi ich 17-letnią wytrzymałość.

Lokalni notable i biznesmeni pouczający trenera, kogo ma wystawić w obronie i jaki wariant taktyczny ataku zastosować w konfrontacji z najgroźniejszym rywalem. Mama odpytująca z zagrywek quarterbacka podczas śniadania. Ojciec opieprzający publicznie skrzydłowego za wypuszczenie piłki. Tablice przed domami, informujące, który z członków drużyny w nim mieszka. A gdy przychodzi piątkowy mecz – miasteczko przenosi się na stadion i zamykana jest nawet apteka…
Czytaj dalej »

Szczyt doświadczenia

W meczu dwóch najlepszych i dotąd niepokonanych drużyn III ligi małopolskiej, Bronowianka zwyciężyła na własnym parkiecie Sandecję Nowy Sącz 3:0 (25:18, 29:27, 30:28). Spotkanie stało na poziomie podobnym do wielu toczonych w II lidze, choć emocje w końcówkach drugiej i trzeciej partii nie zawsze były pochodną udanych zagrań…

O wyniku przesądziło dużo większe, mimo zbliżonego wieku, doświadczenie wszystkich po kolei zawodniczek krakowskiego zespołu. W wyższych ligach i rozgrywkach juniorskich mierzyły się z tyloma poważnymi przeciwniczkami i stresami, że nie porusza ich niekorzystny przebieg rywalizacji.
Natomiast sądeczanki prezentowały się dzisiaj na ogół dobrze pod warunkiem, że nie była to końcówka seta? Nieźle funkcjonował blok, ofiarnie i z wyczuciem broniła Marcelina Studzińska, a na siatce szalała Agnieszka Wójsik. W kluczowych momentach jednak przyjezdne popełniały liczne – i banalne niekiedy – błędy.
Czytaj dalej »

Do utraty tchu

To pierwszy artykuł nowego działu – „Archiwum nostalgii”. Będą tutaj ukazywać się teksty publikowane już wcześniej w prasie. Niektóre w nieco innej wersji – bez ówczesnych interwencji redakcyjnych. Niektóre są uniwersalne, niektóre ciągle aktualne, w przypadku innych zmienili się bohaterowie, okoliczności, ale z drugiej strony mogą one budzić nostalgię za tamtymi wydarzeniami. Może nie tylko nostalgię autorów;)

Artykuł ukazał się w miesięczniku „futbol.pl” w styczniu 2008 r.

Gdzieś przy knajpianym stoliku, na stadionowej trybunie, podczas przypadkowej rozmowy z kibicem, wyświetla się film. Sceny z barwnego życia w szarej, peerelowskiej rzeczywistości, życia pełnego niepowtarzalnych emocji, niezwykłych wzlotów i gwałtownych upadków. Film z kariery Andrzeja IwanaCzytaj dalej »

Olimpijczycy i kowboje

Czterdzieści lat temu szczyt popularności przeżywał styl dziennikarski zwany gonzo – literacki sposób tworzenia reportaży, mieszający prawdę z fikcją. Najsłynniejszym jego przedstawicielem był Hunter S. Thompson, autor „Lęku i odrazy w Las Vegas”, który miał kiedyś stwierdzić: „Nie znalazłem jeszcze narkotyku, który dawałby takiego kopa jak pisanie”…
Henryk Wilk w swojej książce „Olimpijczycy i kowboje” pełnymi garściami czerpie z tradycji gonzo. Czytaj dalej »

Między fantazją a inercją

W derbach Krakowa Cracovia wygrała u siebie (1:0) po raz pierwszy od 28 lat. Wystarczy jednak pamięć sięgająca czterokrotnie krótszego dystansu, aby znaleźć ciekawe paradoksy.
Latem i jesienią 2004 roku spokojnie dało się postawić i obronić tezę, że Kraków ma dwie najbardziej widowiskowe drużyny ekstraklasy. Najładniej grała oczywiście Wisła Henryka Kasperczaka, a wyliczanka jej świetnych piłkarzy nie skończyłaby się na Macieju Żurawskim, Tomaszu Frankowskim i Mirosławie Szymkowiaku. Nie ustępowała jej tak bardzo w sferze polotu i rozmachu ofensywy Cracovia Wojciecha Stawowego, pchana do ataku nie tylko przez Piotra Gizę, Marcina Bojarskiego i Pawła Nowaka. Odbyły się też wówczas pierwsze od dawna derby i… były nuuudne; Biała Gwiazda nie mogła się otrząsnąć po katastrofie w Tbilisi, Pasy wbrew wcześniejszym zapowiedziom prezentowały na stadionie przy Reymonta zachowawczy i ostrożny futbol.

Dzisiaj oba kluby konsekwentnie obsuwają się w tabeli, zawodników obecnych do dawnych nie ma co porównywać, bo jeszcze ktoś by się obraził, a szukanie stylu u obu byłoby zajęciem równie wdzięcznym, jak szukanie miejsca parkingowego w środku dnia w centrum Krakowa.
I mimo to dzisiejsze derby były dużo ciekawsze od tamtych, być może nawet najprzyjemniejsze do oglądania w ciągu ostatnich siedmiu lat. Oczywiście, bez pięknej, kombinacyjnej piłki, bo obecnie uczestnicy Świętej Wojny nie są w stanie jej wygenerować, ale z mnóstwem żywych akcji. A kilka z nich powstało także dzięki niedokładnościom w operowaniu piłką…
Czytaj dalej »

Kot mądrzejszy od ubeka

– A pan kto? Nowy masażysta siatkarek? Co, dziennikarz?! Gdyby pan tu przyszedł pomasować te dziewczyny, to bym zrozumiał, ale pisać o nich naprawdę nie ma sensu! – każdy, kto trafił na obiektach Wisły na Mariana Lenarta, zetknął się również z jego zgryźliwym poczuciem humoru, a czasem nawet z impulsywną reprymendą (no, oględnie mówiąc – reprymendą…). Czytaj dalej »

Bronowianka: nowe siatkarskie gniazdo w Krakowie

Szpilka zwieńczona małą piłeczką do siatkówki od dwóch lat jest wbita w mapę Krakowa niedaleko miejsca akcji „Wesela” Wyspiańskiego. Dziewczęta z Bronowic wywalczyły już awans z IV ligi do III, teraz zmierzają po kolejny.
Po pięciu kolejkach widać już, że tylko one i Sandecja Nowy Sącz będą się liczyć w walce o prymat w lidze, a jednocześnie wejdą do ogólnopolskich półfinałowych turniejów barażowych o awans do II ligi. Bronowianka pokonała trzy drużyny wymieniane wcześniej jako kandydaci do czołówki – Armaturę Kraków, Cordię Plus Zator i Poprad Stary Sącz – w tym dwie pierwsze w ich halach.

Zresztą sam skład Bronowianki bardziej przystaje do wyższego pułapu rozgrywek. Trzon stanowią zawodniczki do „wczoraj” drugoligowe. Dwie byłe wiślaczki, przyjmujące, Alicja Warchoł i Marika Janota, atakująca Magdalena Wiatrowska, która w ostatnim sezonie grała w Pogoni Proszowice, a wcześniej była nawet w kadrze pierwszoligowego KSZO Ostrowiec Św., a także libero – Edyta Małusecka. Popularna „Edka” to świetna siatkarka plażowa, wielokrotnie plasująca się w czołowej ósemce turniejów Grand Prix, a na parkiecie reprezentująca m.in. AZS Skawę UE Kraków, Maraton Krzeszowice, MCKiS Jaworzno.
Także większość pozostałych poznała w przeszłości smak II ligi, w barwach MKS Andrychów, Politechniki Częstochowa czy Armatury.
Czytaj dalej »

Oleńka, co nie chciała być kilerem

O koniunkturach w produkcji chusteczek higienicznych. Sposobach na oczyszczenie głowy, definicjach słowa próżność, makijażu telewizyjnym i bójce o dwa złote. O sprawach zabawnych, poważnych i ostatecznych. O tym wszystkim opowiedziała Aleksandra Jagieło, zanim poszła smażyć naleśniki, na które zaprosiła do domu grupę znajomych.** Czytaj dalej »

Przedni smak pucharowej kiełbasy

Limanovia wcale nie była bardziej odległa od sprawienia kolejnej sensacji, w jakie obfituje Puchar Polski, niż wcześniej choćby Gryf Wejherowo. Wisła Kraków wygrała w Limanowej 2:1, dzięki powietrznej dominacji Michaela Lameya, który zdobył dwie bramki głową: pierwszą zamykając przy dalszym słupku dośrodkowanie Tomasa Jirsaka z wolnego, a drugą uderzając z bliska przy pierwszym słupku po centrze Czecha z rzutu rożnego (holenderski obrońca mógł zresztą zanotować jeszcze jedno trafienie już w I połowie, ale w bardzo podobnych okolicznościach nieznacznie chybił).

Oczywiście ewentualny awans gospodarzy musiałby być okupiony pewnymi warunkami. Przede wszystkim nieco większym szczęściem. Limanowianie i tak mieli go sporo, gdyż w II połowie świetną sytuację miał Jirsak, który spudłował stojąc 10 metrów od bramki, sam przed golkiperem. Jeszcze lepszą okazję (był bliżej) zmarnował później Rafał Boguski.
Z kolei w pierwszej połowie, gdy w nieco trudniejszych sytuacjach byli Jirsak i Andraż Kirm, z wyczuciem bronił Krzysztof Pyskaty (choć Słoweniec mógł podawać do Boguskiego, który znalazłby się przed pustą bramką).
Czytaj dalej »